Tematy etyczne

Filozofować należy jedynie na tematy etyczne. Są to bowiem rzeczy dla nas dostępne i pożyteczne. Zupełnie przeciwnie natomiast rzecz ma się z badaniami nad przyrodą, ponieważ nie są to sprawy możliwe do zrozumienia, a gdyby nawet zostały przebadane dogłębnie, byłyby zupełnie bezużyteczne.

Nic by nam też z tego nie przyszło nawet wtedy, gdybyśmy własnymi oczyma obserwowali cały wszechświat i poznali, jaka jest natura rzeczy. Na pewno z tego powodu nie stalibyśmy się mądrzejsi czy sprawiedliwsi, bardziej mężni lub roztropni, ani silni, czy piękni, czy bogaci, a bez tego nie można być szczęśliwym.

Stąd też Sokrates słusznie powiedział, że rzeczy po części są ponad nami, a po części nie są dla nas. Rzeczy natury są bowiem ponad nami, a rzeczy po śmierci nie są dla nas, dla nas są bowiem jedynie rzeczy ludzkie.

Euzebiusz – Praeparatio Evangelica

Rok Małpy

Jeśli jest to coś, nie będące w żadnym stosunku do wszelkich rzeczy znanych, to takie istnienie nie może być ustalone przez żadne rozumowanie. Jak możemy wiedzieć, że coś nie związanego z innymi rzeczami w ogóle istnieje? Cały wszechświat, taki jakim go znamy, jest systemem związków; nie znamy niczego, co mogłoby nie być związane. Jak może to, co nie jest zależne od niczego i nie jest z niczym związane, tworzyć rzeczy związane wzajemnie ze sobą i uzależnione od siebie w swym istnieniu?

Jest albo jednością, albo mnogością. Jeśli jest jednością, to jak może być przyczyną różnych rzeczy, które pochodzą od różnych przyczyn? Jeśli istnieje ich tyle, ile jest rzeczy, jak mogą te ostatnie pozostawać w związku ze sobą? Jeśli przenika wszystko i zapełnia całą przestrzeń, to nie może również tworzyć ich, gdyż nie byłoby nic do stworzenia.

Jeśli pozbawiony jest wszelkich właściwości; wszystkie rzeczy, jakie powstają, powinny również być pozbawione wszelkich właściwości. Toteż nie może być ich przyczyną. Jeśli jest różny od właściwości, to w jaki sposób stwarza wciąż rzeczy posiadające te właściwości i przejawia się w nich?

Jeśli jest niezmienny, to wszystko powinno również być niezmienne, gdyż skutek nie może się różnić swą naturą od przyczyny. Lecz wszelkie rzeczy świata podlegają przemianom i rozkładowi. W jakiż sposób zatem może być niezmienny?

Gdyby stworzył świat, nie byłoby zmian ani zniszczenia, nie powinno też być ani smutku ani nieszczęścia, słuszności i niesłuszności, zważywszy iż wszelka rzecz zarówno czysta, jak i nieczysta, musiałyby skądś pochodzić. Jeśli smutek i radość, miłość i nienawiść powstają we wszystkich świadomych istotach, to sam powinien być zdolny do smutku i radości, miłości i nienawiści, a jeśli tę zdolność posiada, to czyż można powiedzieć, iż jest doskonały?

Gdyby był stwórcą, a wszystkie istoty musiałyby milcząc podlegać władzy swego stwórcy, to na co by się przydało uprawianie cnoty? Jeśli wszystkie uczynki są jego sprawą, to muszą być takie same jak ich sprawcy. Lecz jeśli smutek i cierpienie przypisuje się innej przyczynie, to w takim razie istnieje coś, czego nie jest przyczyną. Dlaczego zatem nie miałoby być bez przyczyny wszystko, co istnieje?

Jeśli jest stwórcą, to działa z jakimś celem lub bez celu. Jeśli działa z jakimś celem, to nie można powiedzieć, iż jest doskonały, gdyż cel z konieczności zakłada zaspokojenie jakiegoś niedostatku. Jeśli działa bez celu, to jest podobny wariatowi czy też niemowlęciu.

Aśvaghoṣa – Buddhacarita

Sprzeczność wiary z miłością

Wiara jest przeciwieństwem miłości. Piekło wiara wynalazła, a nie miłość i nie rozum. Piekło jest dla miłości okropnością, dla rozumu bezsensem. Piekło osładza radości szczęśliwych wiernych.

Bóg jest miłością. Teza ta jest najwyższą tezą chrześcijaństwa. Ale w samym tym zdaniu zawarta już jest sprzeczność wiary i miłości. Miłość jest tylko orzecznikiem, Bóg — podmiotem. A czym jest ten podmiot w odróżnieniu od miłości? Tylko wtedy nie istniałaby konieczność takiego rozróżnienia, gdyby powiedziane było odwrotnie: miłość jest Bogiem, miłość jest istotą absolutną. Kiedy ujmuję Boga jako podmiot w odróżnieniu od orzecznika, miłość nie wypełnia całkowicie mojego ducha – pozostawiam wolne miejsce dla mojego braku miłości.

Miłość została w chrześcijaństwie splamiona przez wiarę; nie została ujęta jako wolna, jako prawdziwa. Miłość ograniczona przez wiarę jest miłością nieprawdziwą. Miłość nie zna innego prawa, tylko samą siebie; jest boską dzięki sobie samej, nie potrzebuje święceń wiary. Miłość skrępowana przez wiarę jest miłością ciasną, fałszywą, sprzeczną z pojęciem miłości, to znaczy z samą sobą. Jest miłością obłudną, ponieważ kryje w sobie nienawiść właściwą wierze. Jest dobrą tylko tak długo, jak długo wiara nie została naruszona. W tej sprzeczności z sobą samą, aby zachować pozór miłości, stacza się ona do najbardziej diabelskich sofizmatów, tak jak Augustyn w swej Apologii prześladowań kacerzy. Miłość jest tu ograniczona przez wiarę, dlatego też nie uważa czynów wynikajacych z braku miłości, a dopuszczanych przez wiarę, za sprzeczne z sobą samą. Czyny nienawiści dokonywane w imię wiary tłumaczy ona jako czyny miłości.

Biblia potępia w imię wiary i ułaskawia w imię miłości. Zna ona jednak tylko miłość opartą na wierze, mamy więc do czynienia z miłością, która przeklina, z miłością niepewną, z miłością, która nie daje mi rękojmi, że nie okaże się brakiem miłości. Jeśli nie uznaję artykułów wiary, zostaję wyłączony z królestwa miłości, staję się przedmiotem przekleństwa, piekła, gniewu Boga, dla którego istnienie niewiernego jest utrapieniem, cierniem w oku. Miłość chrześcijańska nie przezwyciężyła piekła, ponieważ nie przezwyciężyła wiary. Miłość jest sama w sobie niewierząca, wiara natomiast – pozbawiona miłości. Niewierząca jest miłość dlatego, ponieważ nie zna nic bardziej boskiego aniżeli ona sama, ponieważ wierzy tylko w samą siebie jako absolutną prawdę.

Miłość chrześcijańska jest miłością ograniczoną wskutek tego, że jest chrześcijańską, że nazywa się chrześcijańską. Albowiem w istocie miłości leży to, że jest powszechna. Dopóki miłość chrześcijańska nie zrezygnuje z chrześcijaństwa, nie uczyni miłości jako takiej najwyższym prawem, dopóty będzie to miłość, która obraża poczucie prawdy – miłość bowiem jest właśnie tym, co znosi różnicę między chrześcijaństwem i tak zwanym pogaństwem – będzie to miłość, która przez swoją odrębność popada w sprzeczność z istotą miłości, miłość anormalna, miłość bez miłości, która od dawna już zupełnie słusznie stała się przedmiotem kpin. Prawdziwa miłość sama sobie wystarcza; nie jest jej potrzebny żaden specjalny tytuł, żaden autorytet.

Ludwig Feuerbach – O istocie chrześcijaństwa

Tęsknota za ojcem

Jeśli chodzi o potrzeby religijne, to wydaje mi się, że twierdzenie, iż biorą się one z infantylnej bezradności i obudzonej przez nią tęsknoty za ojcem, jest bezsporne, tym bardziej że uczucie to nie stanowi prostej kontynuacji czegoś, co występowało w życiu dziecka, lecz jest stale podtrzymywane przez lęk przed przemożną siłą przeznaczenia.

Sigmund Freud – Kultura jako źródło cierpnień

totemitabu

Instynkt

— Nie ma żadnych norm. Celem filozofii nie jest pomoc ludziom w odnalezieniu sensu życia, lecz udowodnienie im, że taki nie istnieje. To właśnie upieranie się człowieka przy znaczeniu czyni go tak trudnym. Kiedy już zda sobie sprawę, że nie odgrywa absolutnie żadnej roli w rozległym planie wszechświata, że jego działalności nie można przypisywać żadnego znaczenia, że nie jest ważne, czy żyje, czy też nie, stanie się znacznie łatwiejszy w obsłudze.
— Ależ to logiczne, że jeśli…
— Logika, mój drogi przyjacielu, jest najbardziej naiwnym ze wszystkich przesądów. Przynajmniej to zostało już w naszej epoce powszechnie przyjęte.
— Nie do końca jednak rozumiem, jak możemy…
— Jest pan ofiarą powszechnego złudzenia, polegającego na wierze, że wszystko można zrozumieć. Nie potrafi pan pojąć, że cały wszechświat jest jedną wielką sprzecznością.
— Sprzecznością z czym? — zapytała matrona.
— Z samym sobą.
— Jak to?
— Moja droga pani, zadaniem myślicieli nie jest wyjaśniać, lecz demonstrować, że niczego wyjaśnić się nie da. Zadaniem filozofii nie jest szukanie wiedzy, lecz dowodzenie, że wiedza jest dla człowieka nieosiągalna.
— A kiedy już tego dowiedziemy — zapytała młoda kobieta — co nam zostanie?
— Instynkt — oznajmił uroczyście profesor.

Ayn Rand – Atlas Zbuntowany

O naśladowaniu

Ucisz w sobie nadmierną żądzę wiedzy, bo płynie z niej wielki niepokój i wielkie złudzenie. Uczeni pragną, aby ich widziano i chwalono, jacy to są mądrzy. Jest wiele rzeczy, których znajomość niewiele albo wcale nie przynosi duszy pożytku. Jakże niemądry jest ten, kto zabiega o wszystko, tylko nie o to, co służy jego zbawieniu. Nadmiar słów nie nasyca duszy, ale dobre życie uspokaja umysł, a czyste sumienie przybliża do przyjaźni Boga.

Jeśli zdaje ci się, że wiele umiesz i wiele rozumiesz, wiedz, że jest wiele więcej rzeczy, których nie wiesz. Nie przeceniaj swej wiedzy, przyznawaj się raczej do niewiedzy. Czemu miałbyś się wynosić nad innych, gdy tylu jest od ciebie uczeńszych i bardziej doświadczonych? Jeśli chcesz z pożytkiem się uczyć i wiedzieć coś naprawdę, znajdź radość w tym, że ludzie nie wiedzą o tobie i mają cię za nic.

Oto największa i najlepsza szkoła: poznać naprawdę samego siebie i odwrócić się od siebie. O sobie samym niewiele mniemać, a o innych zawsze jak najlepiej – to mądrość, to jest doskonałość. Nawet gdybyś widział, że ktoś jawnie grzeszy albo dopuszcza się zbrodni, nie powinieneś uważać się za lepszego, bo nie wiesz, jak długo wytrwasz w dobrym. Wszyscy jesteśmy ułomni, lecz ty nie sądź, że ktoś mógłby być bardziej ułomny od ciebie.

Tomasz a Kempis – O naśladowaniu

Alienacja

Punktem wyjscia jest pytanie eschatologiczne: jak sprawić, by człowiek doszedł do pojednania z samym sobą? Inaczej: jak znieść obcość miedzy człowiekiem a światem? Dla Hegla pojednanie świadomości i bytu możliwe jest dzięki temu, że świadomość przechodząc udrękę drogi krzyżowej, jaką cała historia stanowi, osiąga ostateczne zrozumienie świata jako własnej eksterioryzacji, przyswaja sobie ów świat jako własną prawdę i znosi jego przedmiotowy charakter.

Marks widzi, jak Hegel, perspektywę ostatecznego pojednania człowieka ze światem, z samym sobą i innymi. Wbrew Heglowi, a z Feuerbachem, nie szuka tej perspektywy w uznaniu bytu za wytwór samowiedzy, lecz w odkryciu źródeł alienacji w samej ziemskiej sytuacji człowieka i w jej pokonaniu. Wbrew Feuerbachowi, z kolei, szuka źródeł alienacji nie w działaniach samej świadomości mitotwórczej, która wyobcowuje ludzkie wartości umieszczając je w Bogu, lecz samą świadomość mitotwórczą uważa za wtórny produkt alienacji pracy.

Praca wyobcowana jest następstwem podziału pracy, który z kolei powstał w wyniku postępu technologicznego. Proces alienacji był więc nieuchronnym składnikiem dziejowego rozwoju. Wbrew Feuerbachowi, a zgodnie z Heglem, widzi tedy Marks w alienacji nie tylko jej niszczące i przeciwludzkie wyniki, ale uważa ją za warunek przyszłego wszechstronnego rozwoju człowieczeństwa, chociaż – wbrew Heglowi – cały dotychczasowy rozwój nie jest dlań postępującym zdobywaniem wolności, lecz raczej rosnącą degradacją, która w rozwiniętym społeczeństwie kapitalistycznym doszła oto do dna.

Alienacja polega na tym, że człowiek ujarzmiony jest przez własne swoje wytwory, które przybierają postać rzeczową: towarowy charakter produktów i jego wyraz w postaci pieniądza sprawiają, że społeczny proces wymiany regulowany jest przez okoliczności niezawisłe od ludzkiej woli. Własność prywatna i instytucje polityczne (państwo) są produktami alienacji. Państwo stwarza fikcyjną wspólnotę, gdzie stosunki międzyludzkie realizują się nieuchronnie w antagonizmie skłoconych egoizmów. Niewola zbiorowości, poddanej przemocy własnych produktów, ciągnie za sobą izolację wzajemną jednostek.

Leszek Kołakowski – Główne nurty marksizmu t. I, Rekapitulacja

Pokusa nieśmiertelności

Wszystkie rzeczy w naturze mają swój koniec; najpiękniejsze i najdoskonalsze z nich są najbardziej znikome, nad czym zgodnie boleją filozofowie i poeci. Dlaczegóżby z człowiekiem miało być inaczej? Ale dlaczegóżby też nie mogło być inaczej?

Uczucia i myśli nie tylko różnią się od tego, co zwiemy martwą materią, lecz są jej biegunowo przeciwne. Wnioski co do ducha, oparte na analogii z materią, bardzo małą lub żadnej nie mają wartości. Wszelka materia, odłączona od wrażeń istot czujących, ma jedynie hipotetyczne i niesubstancjalne istnienie; jest ona tylko przypuszczeniem dla objaśnienia naszych uczuć. Duch, ze stanowiska filozoficznego, jest jedyną rzeczywistością, którą udowodnić możemy, i między nim a innymi rzeczywistościami, żadnej analogii odnaleźć nie podobna.

John Stuart Mill – Studia nad religią

Moje trudne dziecko

Problem rzeczywistości jest i był od niepamiętnych czasów podstawową kwestią filozofii. Jest jednak zasadnicza różnica, czy podchodzi się do rozwiązania tego problemu racjonalnie, dysponując logicznymi metodami wypracowanymi przez filozofię, czy też emocjonalnie, poprzez doświadczenia życiowe.

Pierwsze zaplanowane doświadczenie było dlatego tak głęboko poruszające i alarmujące, gdyż codzienna rzeczywistość, którą do tego czasu uznawałem za jedyną, rozpuściła się wraz z doświadczającym jej ego, a nieznane ego chłonęło inną rzeczywistość, także nieznaną. Pojawiło się w związku z tym pytanie o prawdziwe ja, które – będąc samo nieporuszone – było w stanie rejestrować te wewnętrzne i zewnętrzne przemiany. Rzeczywistość jest niepojmowalna bez doświadczającego ją podmiotu, bez ego. Jest ona produktem świata zewnętrznego, nadawcy oraz odbiorcy – ego, w którego najgłębszej istocie uświadomieniu ulegają emanacje świata zewnętrznego, odbierane za pomocą anteny zmysłów. Jeśli jednego z tych dwóch elementów brakuje, rzeczywistość nie jest doznawana, z radia nie płynie muzyka, a obrazy pozostają puste.

Wkroczenie w obszar innych światów można wyjaśnić w ten sposób, że mózg, miejsce usytuowania odbiornika, ulega biochemicznej transformacji. Odbiornik jest wtedy dostrajany do innej długości fali, niż normalnie. Ponieważ nieskończone bogactwo oraz różnorodność wszechświata mają związek z nieskończenie wieloma różnymi długościami fali, zależnymi od dostrojenia odbiornika, można być świadomym wielu różnych rzeczywistości mieszczących konkretne ego. Może być to postrzegane jako coś wspaniałego lub jako pełna grozy przemiana demoniczna, prowadząca to utraty ego, w które się wierzyło. W tym pomyślnym stanie, nowe ego czuje się cudownie zjednoczone z obiektami świata zewnętrznego, a równocześnie z żyjącymi w nim istotami.

Stan świadomości, który przy sprzyjających okolicznościach można wywołać, jest podobny do zdarzającego się spontanicznie, religijnego oświecenia, do unii mistycznej. W obydwu stanach, które często utrzymują się tylko przez chwilę bezczasu, doświadczana jest rzeczywistość ujawniająca blask bijący z transcendentalnego świata, w którym wszechświat i jaźń, nadawca i odbiorca, są jednym.

Koncepcja rzeczywistości, w której jaźń i świat są od siebie oddzielone, w sposób istotny określa kierunek ewolucji historii europejskiej myśli. Doświadczanie świata jako bytu materialnego, obiektu, wobec którego człowiek stoi w opozycji, jest źródłem nauk przyrodniczych oraz technologii – tworów umysłowości Zachodu, które przekształcają świat. Z ich pomocą człowiek czyni sobie ziemię poddaną. Kościelne chrześcijaństwo – ze swoją religijnością, wyalienowaną z natury, trzymające się dualności podziału na twórcę i jego dzieło – wymazało jednak ze swojej pamięci eleuzyjsko-dionizyjske dziedzictwo antyku. W chrześcijańskim obszarze wiary doświadczenie bezczasowej, uwalniającej rzeczywistości, przeżywanej podczas spontanicznej wizji, zastrzeżone jest wyłącznie dla ludzi szczególnie wyróżnionych, podczas gdy w czasach antyku miały do niego dostęp za pośrednictwem inicjacji eleuzyjskich elity niezliczonych pokoleń.

Różne formy medytacji stanowią dziś ważny czynnik na drodze pogłębiania percepcji pełnej rzeczywistości, w której schronienie znajduje także doświadczający ją człowiek. Zasadniczą różnicą między medytacją a modlitwą w jej potocznym znaczeniu, opartą na dualności twórcy i dzieła, jest to, że poprzez medytację dąży się do zniesienia bariery Ja-Ty, zlania w jedno podmiotu i przedmiotu, nadawcy i odbiorcy, obiektywnej rzeczywistości i jaźni. Świat obiektywny, stanowiący ujęcie rzeczywistości wynikające z ducha dociekliwości naukowej, jest współczesnym mitem.

Albert Hoffman – Moje trudne dziecko

Jedno

MelissusArgument ten stanowi najważniejszy dowód tego, że tylko Jedno istnieje. Jeśliby istniały ziemia i woda, i powietrze, i ogień, i żelazo, i złoto, i z jednej strony to, co żywe, a z drugiej to, co martwe, i to, co czarne, i to, co białe – to trzeba, aby każda z tych rzeczy była taka, jaka ukazała się nam po raz pierwszy, i żeby się nie przemieniła ani nie stawała inna, lecz żeby każda była zawsze taka, jaka jest. Otóż my przecież mówimy, że widzimy i słyszymy w sposób prawidłowy.

Z drugiej strony wydaje się nam, że ciepłe staje się zimne i że zimne staje się ciepłe, że twarde staje się miękkie, a miękkie staje się twarde, że to, co żywe, umiera, i że żywe powstaje z tego, co nie jest żywe, i że wszystkie rzeczy się przekształcają, i że to, co było, nie jest takie samo jak to, co jest teraz.

Wynika z tego, że my ani nie widzimy, ani nie poznajemy rzeczy, które są. Okazuje się, że wszystkie one się zmieniają i stają inne, niż je za każdym razem widzieliśmy. Jest zatem oczywiste, że nie widzieliśmy w sposób poprawny, i że rozliczne rzeczy niesłusznie jawią się jako liczne. Jeśliby bowiem były naprawdę, to by się nie zmieniały, lecz każda musiałaby być taka, jaką wydawała się być. Jeśliby istniało wiele rzeczy, to musiałyby one być takie, jakie jest Jedno.

Melissos