Pokusa nieśmiertelności

Wszystkie rzeczy w naturze mają swój koniec; najpiękniejsze i najdoskonalsze z nich są najbardziej znikome, nad czym zgodnie boleją filozofowie i poeci. Dlaczegóżby z człowiekiem miało być inaczej? Ale dlaczegóżby też nie mogło być inaczej?

Uczucia i myśli nie tylko różnią się od tego, co zwiemy martwą materią, lecz są jej biegunowo przeciwne. Wnioski co do ducha, oparte na analogii z materią, bardzo małą lub żadnej nie mają wartości. Wszelka materia, odłączona od wrażeń istot czujących, ma jedynie hipotetyczne i niesubstancjalne istnienie; jest ona tylko przypuszczeniem dla objaśnienia naszych uczuć. Duch, ze stanowiska filozoficznego, jest jedyną rzeczywistością, którą udowodnić możemy, i między nim a innymi rzeczywistościami, żadnej analogii odnaleźć nie podobna.

John Stuart Mill – Studia nad religią

Niepoznawalność Boga

Usunąć wszelkie określenia i właściwości to tyle, co znieść samą istotę. Istota pozbawiona określeń jest istotą bezprzedmiotową, istota bezprzedmiotowa – niczym. Dla człowieka naprawdę religijnego Bóg nie jest istotą pozbawioną określeń, gdyż jest on dla niego istotą niewątpliwie istniejącą, rzeczywistą. Brak określeń i identyczna z tym niepoznawalność Boga jest wytworem nowych czasów, wytworem nowoczesnej niewiary.

Niepoznawalność i nieokreśloność Boga można ogłosić i ustanowić jako dogmat tylko tam, gdzie sprawa ta nie budzi już zainteresowania jako przedmiot poznania, gdzie człowiek zajęty jest tylko rzeczywistością, gdzie tylko to, co rzeczywiste, posiada dlań znaczenie przedmiotu istotnego, absolutnego, boskiego. Człowiek przez twierdzenie o niepoznawalności Boga usprawiedliwia przed resztką swego sumienia religijnego swe zapomnienie o Bogu, swe oddanie się światu. Neguje Boga praktycznie, czynem – wszystkie jego zmysły i myśli są przepełnione doczesnością – ale nie neguje go teoretycznie: nie występuje przeciw egzystencji Boga, pozwala mu istnieć. Egzystencja ta jednak wcale go nie dotyka i nie przeszkadza.

Negacja określonych, pozytywnych orzeczników istoty boskiej jest równoznaczna z zaprzeczeniem samej religii – jest właściwie tylko subtelnym, ukrytym ateizmem. Rzekomo religijna obawa, by przypisując Bogu określone właściwości nie uczynić zeń istoty skończonej, jest tylko areligijnym życzeniem, by przestać się Bogiem zajmować, by usunąć go ze swych myśli.

Twierdzenie więc, że istnieje wprawdzie inne, niebiańskie życie, ale czym i jakie ono jest pozostanie na tym świecie niezbadane, jest wynalazkiem sceptycyzmu religijnego, który absolutnie nie rozumie religii, ponieważ zupełnie oddalił się od jej istoty.

Ludwig Feuerbach – Istota religii w ogólności. Niebo chrześcijańskie

Optyka fizjologiczna

Z wrażeń, które w naszym aparacie widzenia zostawia światło, wytwarzamy sobie wyobrażenia o istnieniu, formie i położeniu przedmiotów zewnętrznych. Nasze wyobrażenia o rzeczach nie są niczym innym, tylko symbolami rzeczy; symbolów tych używamy dla nadawania prawidłowości naszym ruchom i czynom. Gdy zdobędziemy umiejętność trafnego czytania tych symboli, jesteśmy w możności przy ich pomocy w ten sposób urządzać nasze czynności, ażeby te sprowadziły pożądany skutek, tj. aby nastąpiły oczekiwane nowe wrażenia zmysłowe.

Moim zdaniem, nie ma sposobu na zbicie najbardziej nawet krańcowego podmiotowego idealizmu, który życie za sen chciał uważać. Teorię tę można mienić jak najbardziej nieprawdopodobną i niezadowalającą – ja pod tym względem gotów jestem przywtarzać najsurowszym nawet wyrazom potępienia – ale konsekwentnie przeprowadzić ją można, i sądzę, że bardzo ważną rzeczą jest o tym pamiętać.

Herman von Helmholtz – Fizjologiczna optyka

Najlepszy z możliwych światów

Twierdzenie, że wierzenia nie mają w sobie ani ziarenka prawdy, a zarazem, że ważną czy nawet naczelną rolą społeczną religii jest zaspokajanie potrzeb poznawczych, jest logicznie bez zarzutu. Nigdy nie brak argumentów dla uzasadnienia doktryny, w którą z jakichkolwiek powodów chce się wierzyć.  

Oczywiście wiara nie byłaby potrzebną, gdyby bieg spraw świata stosował się wprost i niezawodnie do norm sprawiedliwości, oznaczałoby to bowiem, że żyjemy w Raju. Adam i Ewa nie wierzyli w istnienie Boga w tym sensie, w jakim mieli wierzyć ich potomkowie, jako że żyli oni w rzeczywistej teokracji, pod bezpośrednimi i widzialnymi rządami Boga.

Nie ma czegoś takiego jak racjonalny kult. Jeśli mówimy o Boskich przymiotach i dziełach jako o obiektach dających się pojęciowo oddzielić, to tylko dlatego, że w ten sposób nasz skończony umysł próbuje uchwycić Nieskończoność, której zrozumieć nie potrafi.

Żadnej ze stron nie przekonały i prawdopodobnie nigdy nie przekonają argumenty strony przeciwnej, co jest zresztą wspólnym losem wszystkich fundamentalnych zagadnień filozofii w ostatnich dwudziestu pięciu stuleciach.

Leszek Kołakowski – Jeśli Boga nie ma

Bracia

Mędrcy, co swe serca mądrością zbadali, wiedzą, że to co jest, bratem jest tego, co nie jest. Lecz w końcu któż wie i kto powiedzieć może, skąd wszystko to przyszło i jak nastąpiło stworzenie? Bogowie sami późniejsi są niż stworzenie, więc któż naprawdę wie, skąd się ono wzięło? Skąd wszelkie stworzenie swój początek bierze? On, czy był tym, który je ukształtował, czy nie, on, który to wszystko ogląda z najwyższego nieba, on wie — a może też nie wie i on?

Rygweda, Hymn 129

Niewiedza

Naturę jednej Rzeczywistości trzeba poznać za pomocą własnej, jasnej percepcji duchowej; nie można jej poznać dzięki pomocy uczonego. Podobnie kształt Księżyca można poznać jedynie własnymi oczami. Jakże można go poznać oczyma innych? Wyzwolenie można osiągnąć tylko dzięki spostrzeżeniu tożsamości ducha jednostkowego z Duchem powszechnym. Nie można go osiągnąć ani dzięki jodze, ani dzięki sankhji [filozofii spekulatywnej], ani też dzięki ceremoniom religijnym, ani wreszcie dzięki samej uczoności.

Choroby nie leczy się przez wymawianie nazwy lekarstwa, lecz przez zażywanie lekarstwa. Wyzwolenia nie osiąga się przez powtarzanie słowa „Brahman”, lecz przez bezpośrednie doświadczenie Brahmana. Atman jest Świadkiem poszczególnego umysłu i jego działań. Jest on wiedzą absolutną. Mędrcem jest człowiek, który rozumie, że istotą Brahmana i atmana jest Czysta Świadomość, i który uświadamia sobie ich absolutną tożsamość. Tożsamość Brahmana i  atmana potwierdzają setki świętych tekstów.

Prawdę o Brahmanie można zrozumieć intelektualnie. Ale nawet w tych, którzy go tak rozumieją – pragnienie osobowej odrębności jest potężne i głęboko zakorzenione, albowiem istnieje od czasu nie mającego początku. Ono stwarza pojęcie: „Ja jestem tym, kto działa, ja jestem tym, kto doświadcza”. Pojęcie to jest przyczyną niewoli, jaką przynosi uwarunkowane istnienie, narodziny i śmierć. Usunąć je może jedynie poważny wysiłek, aby zawsze żyć w jedności z Brahmanem. Wykorzenienie tego pojęcia i pragnienia osobowej odrębności mędrcy nazywają Wyzwoleniem.

Niewiedza jest tym, co sprawia, że utożsamiamy się z ciałem, z  „ja”, zmysłami lub czymkolwiek, co nie jest atmanem. Mędrcem jest człowiek, który przezwycięża tę niewiedzę przez oddanie się atmanowi. Jeśli jakiś człowiek podąża 1. drogami świata lub 2. drogą ciała lub też 3. drogą tradycji – to nie może się w nim zrodzić poznanie Rzeczywistości. Mędrcy powiadają, że ta trojaka droga jest jak żelazny łańcuch krępujący stopy człowieka, który pragnie uciec z więzienia tego świata. Ten, kto uwalnia się z tego łańcucha, osiąga Wyzwolenie.

Adi Śankara – विवेकचूडामणि

Głową w mur

Wstałem z ławki, zacząłem przechadzać się wzdłuż i wszerz po piwnicy i rozmyślać, dla odmiany, o moim przeżytym życiu. Bezładna masa wspomnień wróciła mi na pamięć. Były wśród nich dobre i złe — przynajmniej przedtem na takie je dzieliłem. Wracały twarze i zdarzenia. Uśmiechnąłem się. Jakże zażarcie uganiałem się za szczęściem, za kobietami, za wolnością. I po co? Chciałem wyzwolić Hiszpanię, uwielbiałem Pi y Margalla, przystałem do anarchistów, przemawiałem na wiecach: wszystko traktowałem z taką powagą, jakbym był nieśmiertelny.

Odniosłem w tej chwili wrażenie, że mam przed sobą całe moje życie jak na dłoni, i pomyślałem sobie: „Cóż za kłamstwo od początku do końca!” Nic już nie było warte, bo było skończone. Zastanawiałem się, jak mogłem spacerować beztrosko, żartować z dziewczętami: małym palcem bym nie ruszył, gdybym to wiedział. Życie moje leżało przede mną zamknięte, skończone, zawiązane jak worek, a przecież wszystko, co było w nim, w środku, było niedokończone. Przez moment zapragnąłem je osądzić. Chciałbym móc powiedzieć: to było piękne życie. Ale nie można go było osądzić, to był zaledwie szkic życia; przez cały czas wystawiałem tylko weksle na wieczność, niczego nie rozumiejąc.

Gdyby teraz, w stanie, w jakim się znajdowałem, oznajmiono mi, że mogę spokojnie wracać do domu, że jestem wolny, pozostałbym nadal całkowicie obojętny: parę godzin czy parę lat czekania to w gruncie rzeczy wszystko jedno. Właściwie na niczym mi już nie zależało, byłem najzupełniej spokojny.

Jean Paul Sartre – Mur

Tęsknota za ojcem

Jeśli chodzi o potrzeby religijne, to wydaje mi się, że twierdzenie, iż biorą się one z infantylnej bezradności i obudzonej przez nią tęsknoty za ojcem, jest bezsporne, tym bardziej że uczucie to nie stanowi prostej kontynuacji czegoś, co występowało w życiu dziecka, lecz jest stale podtrzymywane przez lęk przed przemożną siłą przeznaczenia.

Sigmund Freud – Kultura jako źródło cierpnień

totemitabu

Māyā

Każda chwila istnieje dlatego tylko, że usunęłą poprzednią, swego ojca, by równie szybko sama zostać usunięta, podobnie jak przeszłość i przyszłość nie mają większego znaczenia niż dowolny sen, a teraźniejszość jest tylko nierozciągłą i nietrwałą granicą między nimi. W istocie stary to pogląd: Heraklit opłakiwał wieczny przepływ rzeczy; Platon zdeprecjonował w nim przedmiot jako coś, co wiecznie się staje, lecz nigdy nie jest; Spinoza mówił o akcydensach tylko jednej substancji, która sama jedynie istnieje i stale jest; Kant to, co tak poznane, przedstawił jako zjawisko jedynie rzeczy samej w sobie; wreszcie prastara mądrość hinduska powiada:

To Māyā, zasłona ułudy, która przesłania oczy śmiertelnikom i zmusza ich, by widzieli świat, o którym nie można rzec ani że jest, ani że go nie ma, bo jest jak sen, jak odblask słońca w piasku, w którym wędrowiec z daleka dostrzega wodę, albo jak rzucona lina, w której widzi węża.

W Wedach i Puranach porównania takie występują w niezliczonych miejscach. Wszyscy oni nic innego nie mieli na myśli i o niczym innym nie mówili.

Artur Schopenhauer – Świata jako przedstawienia pierwsze rozważanie

Człowiek miarą wszechrzeczy

Prawda ma się tak, jak napisałem: że miarą jest każdy z nas; tego, co istnieje, i tego co nie. Niezmiernie się przecież różnią jeden z nas od drugiego tym właśnie, że dla jednego coś innego istnieje i wydaje mu się, a dla drugiego znowu coś innego.

A jeśli ci o mądrość chodzi i o mędrca, to najdalszy jestem od twierdzenia, że ich w ogóle nie ma, tylko właśnie takiego człowieka nazywam mądrym, który, jeśli się komukolwiek z nas coś wydaje złem i jest złem, rzecz potrafi odwórcić i sprawić, że się ta rzecz wydawać będzie dobrą i będzie dobra. Lekarz zmienia stany za pomocą lekarstw, a sofista – za pomocą słów. Bo człowieka, który fałszywie sądzi, nikt nigdy nie doprowadzi do tego, żeby później prawdziwie sądził, bo ani sądów nie ma tam, gdzie rzeczy nie ma, ani też sądzić nie można inaczej, niż się czuje, a to, co się czuje, jest zawsze prawdziwe.

To będą też tylko widziadła, choć je niektórzy – niedoświadczeni – nazywają prawdą. A ja uważam, że lepsze są jedne mniemania od drugich, ale prawdziwsze wcale nie. Tak oto mądrzejsi są jedni od drugich i nikt nie żywi mniemania mylnego, a ty – chcesz, czy nie chcesz – zgodzić się musisz, że miarą jesteś sam. Ostaje się, w tym wszystkim ta moja myśl.

Platon – Teajtet