Podróż sentymentalna

Według najstarszych wierzeń chińskich, indoirańskich i afrykańskich, siedzibami bóstw stwórczych, Najwyższej Tajemnicy, było niebo, pojmowane jako kamienne sklepienie. Być może wiara ta sięga owych czasów, gdy człowiek zabierał się do zdobienia jaskiń, do badania ich trzewi, gdy pełzał w mroku skalnych korytarzy poszukując zagadki bytu, wyjaśnienia wszystkiego, gdy patrząc, jak z ziemi wyrasta nowe życie, oddawał ziemi życie zmarłych – ich ciała, gdy w jego umyśle jawiła się niejasna myśl o życiu pośmiertnym, bo czyż możliwe jest, aby życie odchodziło donikąd? Donikąd? – on tego nie mógł pojąć.

Instynkt mówił mu, że ziemia i życie mają ze sobą jakiś związek. Jaki? Odpowiedzi szukał może w głębinach jaskiń, pytania stawiał niebiosom, które od czasu do czasu zsyłają ogień, deszcz, wicher. Czy niebo jest wielkim sklepieniem, podobnym do sklepień jaskiń? A jeśli tak, to niebo musi zawierać wielkie tajemnice, podobnie jak te, które kryją się w niedostępnym wnętrzu ziemi.

Był już bliski znalezienia siedzib przyszłych bogów, których musi stworzyć, aby dać podwaliny wiedzy o świecie i o swoim gatunku. 35 000 lat temu człowiek jeszcze nie wiedział, jak będą wyglądali jego bogowie.

Jerzy Cepik – Jak człowiek stworzył bogów

Zabawa w chowanego

Oto przypowieść, alegoria, która pochodzi z Indii, z Upaniszad i ma już kilka tysięcy lat. W symboliczny sposób udziela ona odpowiedzi na podstawowe pytanie dla wszystkich religii i filozofii (kim jestem i czym to jest?), a czyni to w sposób przystępny dla każdego.

Na początku świata był tylko Brahma. Ponieważ był on wszystkim, co w ogóle istniało, a przez to w pełni znał siebie samego, Brahma wnet zdał sobie sprawę, że ta pełnia świadomości staje się w końcu bardzo nudna… gdy wiesz wszystko, co można wiedzieć, to nie ma zaskoczenia i nic nie może cię już zainteresować. To jak czytanie tej samej książki siedemdziesiąt osiem milionów razy. W każdym razie, ponieważ był on wszechmocny, wszechwiedzący oraz  wszechobecny, Brahma postanowił stworzyć przeciwwagę dla siebie samego, aby w ten sposób wprowadzić element zaskoczenia, intrygi i dramaturgii dla swej własnej egzystencji. Pomyślał:

Co by było, gdyby zapomnieć, kim naprawdę jestem?

Wymyślił więc kosmiczną zabawę w chowanego. Zgodnie z zasadami tej gry, Brahma udał, że wydzielił części siebie samego z całości, tak że wszelkie byty stały się z pozoru odrębne. W tej części zabawy „schował się”. Następnie, jako niby odrębna świadomość w każdej z tych złudnie wydzielonych części – a poprzez ich pozornie niezależny, indywidualny punkt widzenia – „poszukaje” on sposobu by odkryć, kim naprawdę jest, czyli oczywiście – że jest wszystkim.

Wyobraź sobie, że widzisz siebie z nieskończonej ilości różnych perspektyw, z których każda jest początkowo nieświadoma jej związku z całą resztą. Wyobraź sobie, że chodzisz spać i śnisz inne życie każdej nocy, zawsze trwające mniej lub więcej lat, za każdym razem z pełnym zakresem i różnorodnością życia emocjonalnego oraz szczegółów śmierci. Wyobraź sobie, że masz ten sam sen, ale odgrywasz w nim inną rolę każdej nocy, widząc za każdym razem różnymi oczami. No więc zgadnij, kim są te pozornie oddzielne części? Ponieważ istnieje tylko jeden „Ja Jestem” we wszechświecie, jedna świadomość, to wszystko jest zabawą w chowanego i każdy z nas jest w takim samym stanie: Ja jestem Tym i Ty jesteś Tym.

Roger Stephens – Niebezpieczna książka

Kościół

Cóż to takiego „kościół”? – zapytał surowo Belzebub, nie chcąc wierzyć, że jego słudzy okazali się mądrzejsi od niego.

Kościół to jest coś takiego, że gdy ludzie kłamią i czują, że im się nie wierzy, wtedy, powołując się na Boga, mówią: „Jak Boga kocham, prawdą jest to, co ja mówię”; to właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, że ludzie, którzy uznali się za kościół, nabierają przekonania, że są nieomylni, i dlatego nie mogą się już potem wyrzec żadnego, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa.

Tworzy się zaś kościół w taki sposób: ludzie wmawiają w siebie i w innych, że nauczyciel ich, Bóg, po to, by objawione przez niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumaczone, wybrał szczególnych ludzi i oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę władzę, mogą dokładnie tłumaczyć jego naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołem, twierdzą, że są w posiadaniu prawdy nie dlatego, że to, co głoszą jest prawdą, a dlatego, iż uważają siebie za jedynych prawowitych spadkobierców uczniów samego nauczyciela – Boga. Ogłosili, że świętym wykładem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali każde słowo w nich zawarte za dzieło Ducha Świętego.

Tak więc wysypali na prostą, zrozumiałą prawdę taką kupę rzekomo świętych prawd, że stało się niemożliwością przyjąć je wszystkie i znaleźć pośród nich tę, która ludziom jest potrzebna.

Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

Relacja podmiotu i przedmiotu myśli jako antynomia klas samozwrotnych

Uroboros
Inaczej mówiąc, to próba poddania immanentnej krytyce stanowiska, z którego pytanie z Sein und Zeit zostało postawione. Próba ta powinna wyjaśnić, w jakiej mierze krytyczne pytanie o to, co jest rzeczą myślenia, samo stanowi konieczny i nieodłączny element myśli.

Martin Heidegger – Koniec filozofii i zadanie myślenia

Unnum

Przeczytałem wiele pism, zarówno mistrzów pogańskich, jak też proroków Starego i Nowego Testamentu, uważnie i z wielką gorliwością poszukując najwznioślejszej i najlepszej cnoty, za pomocą której człowiek by mógł najmocniej i najściślej się związać z Bogiem, przez łaskę stać się tym, czym On jest z natury, oraz osiągnąć największe podobieństwo do tego obrazu, jakim był w Nim przed stworzeniem świata, gdy nie istniała między nim a Bogiem żadna różnica.

A kiedy tak zgłębiam wszystkie pisma, jak tylko pozwala mi na to mój rozum i jego zdolności poznawcze, nie znajduję niczego lepszego nad czyste odosobnienie. To wznosi się ponad wszystko, gdyż każda inna cnota ma jakieś odniesienie do stworzeń, podczas gdy odosobnienie jest od nich wszystkich oddzielone. Dlatego Chrystus powiedział do Marty: Unnum est necessarium (Łk 10, 42), co znaczy: Marto, kto chce być wolny od troski i czysty, musi mieć jedno, to jest odosobnienie.

Johannes Eckhart – O odosobnieniu


Łk 10,38-42
38 Podczas ich drogi wstąpił do pewnej wsi. Przyjęła Go kobieta imieniem Marta. 39 Miała siostrę imieniem Maria. Ta usiadła u stóp Pana i słuchała Jego słów. 40 Marta natomiast zajmowała się wystawną obsługą. Przystanąwszy powiedziała: „Panie, nic Cię to nie obchodzi, że moja siostra zostawiła mnie samą przy obsłudze? Powiedz jej, aby mi pomogła”. 41 Pan rzekł jej na to: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o tak wiele, 42 a tylko jedno jest potrzebne.”

Māyā

Każda chwila istnieje dlatego tylko, że usunęłą poprzednią, swego ojca, by równie szybko sama zostać usunięta, podobnie jak przeszłość i przyszłość nie mają większego znaczenia niż dowolny sen, a teraźniejszość jest tylko nierozciągłą i nietrwałą granicą między nimi. W istocie stary to pogląd: Heraklit opłakiwał wieczny przepływ rzeczy; Platon zdeprecjonował w nim przedmiot jako coś, co wiecznie się staje, lecz nigdy nie jest; Spinoza mówił o akcydensach tylko jednej substancji, która sama jedynie istnieje i stale jest; Kant to, co tak poznane, przedstawił jako zjawisko jedynie rzeczy samej w sobie; wreszcie prastara mądrość hinduska powiada:

To Māyā, zasłona ułudy, która przesłania oczy śmiertelnikom i zmusza ich, by widzieli świat, o którym nie można rzec ani że jest, ani że go nie ma, bo jest jak sen, jak odblask słońca w piasku, w którym wędrowiec z daleka dostrzega wodę, albo jak rzucona lina, w której widzi węża.

W Wedach i Puranach porównania takie występują w niezliczonych miejscach. Wszyscy oni nic innego nie mieli na myśli i o niczym innym nie mówili.

Artur Schopenhauer – Świata jako przedstawienia pierwsze rozważanie

Niedbałość nie do zniesienia

Błażej Pascal - francuski matematyk, fizyk i religijny filozof

Wiadomo dostatecznie, w jaki sposób poczynają sobie ludzie mający te poglądy. Mniemają, iż dołożyli wiele wysiłku, aby się oświecić, kiedy obrócili kilka godzin na czytanie którejś z ksiąg Pisma i zadali jakiemuś duchownemu kilka pytań o prawdy wiary. Po czym chełpią się, że szukali nadaremnie w księgach i u ludzi. Ale zaprawdę powiem im to, co mówiłem często, że taka niedbałość jest nie do zniesienia. Nie chodzi tu o błahą sprawę obcej osoby, aby sobie poczynać w ten sposób: chodzi o nas samych i nasze wszystko.

Niech dowiedzą się bodaj, jaka jest ta religia, którą zwalczają, zanim ją będą zwalczać. Gdyby ta religia chełpiła się, że widzi jasno Boga, że ogląda Go wręcz i bez zasłony – można by ją zwalczać, mówiąc, że nie ma nic w świecie, co by świadczyło o takiej oczywistości. Ale skoro ona powiada przeciwnie, że ludzie znajdują się w ciemnościach i dalecy od Boga, że ukrył się ich poznaniu, że nawet sam daje sobie w Piśmie to miano D e u s  a b s c o n d i t u s (Iz 45,15) [tj. Bóg ukryty] — jakież tedy mogą przedstawić argumenty, kiedy okazując jawną niedbałość o szukanie prawdy, krzyczą, że nic jej im nie okazuje?

Blaise Pascal – Myśli

Wariat

Słyszeliście pewnie o tym szaleńcu, który w jasne przedpołudnia zapalał latarnię, biegał po rynku i nie przestawał krzyczeć: «Szukam Boga! Szukam Boga!» – Jako że akurat zebrało się tam wielu takich, którzy w Boga nie wierzyli, śmiechom nie było końca. Czyżby Bóg gdzieś przepadł? – rzekł jeden. Zagubił się jak dziecko? – rzekł drugi. A może trzyma się w ukryciu? Boi się nas? Wsiadł na statek? Wywędrował? – tak krzyczeli i śmieli się jeden przez drugiego.

Szaleniec skoczył między nich i przeszył ich wzrokiem. «Co się stało z Bogiem? – zawołał. – Powiem wam! Uśmierciliśmy go – wy i ja! My wszyscy jesteśmy jego mordercami! Ale jak tego dokonaliśmy? Jak zdołaliśmy wypić morze? Kto dał nam gąbkę, żeby wymazać cały horyzont? Cóżeśmy zrobili, odwiązując Ziemię od jej Słońca? W jakim kierunku się teraz porusza? Dokąd my zdążamy? Dokądkolwiek, byle dalej od wszelkich słońc? Czy ten ruch nie jest ustawicznym upadkiem? Czy nie błąkamy się niczym po nieskończonej nicości? Czy wokół nie zieje pusta przestrzeń? Czy nie zrobiło się zimniej? Czy nie nadchodzi wciąż noc i noc? Czy nie trzeba przed południem zapalać latarni? Największa moc i świętość, jaką świat dotąd posiadał, wykrwawiła się pod ciosami naszych noży – kto zetrze z nas tę krew? Jaka woda zdoła nas oczyścić? Jakie ceremonie pokutne, jakie święte igrzyska będziemy musieli wymyślić? Czy wielkość tego czynu nas nie przerasta? Czy nie musimy sami stać się bogami, aby się przynajmniej wydawało, że byliśmy godni tego czynu dokonać?»

Tu szaleniec umilkł i znów przyjrzał się słuchaczom – ci również milczeli i patrzyli na niego ze zdumieniem. Wreszcie cisnął latarnię na ziemię, aż się rozbiła i zgasła. «Przychodzę za wcześnie – rzekł – jeszcze nie czas na mnie. To niebywałe zdarzenie jest jeszcze w drodze i wędruje – jeszcze nie dotarło do ludzkich uszu. Grom i błyskawica potrzebują czasu, światło gwiazd potrzebuje czasu, czyny nawet już dokonane potrzebują czasu, aby je zobaczono i usłyszano. Ten czyn jest jeszcze bardziej ludziom odległy niż najdalsze gwiazdy – a przecież sami go dokonali!»

Opowiadają jeszcze, że szaleniec tego samego dnia wdzierał się do różnych kościołów i intonował swoje requiem aeternam deo. Wyprowadzony i indagowany, odpowiadał nieodmiennie tylko:

Czym są jeszcze te kościoły, jeśli nie grobowcami i kamieniami nagrobnymi Boga?

Friedrich Nietzsche – Wiedza radosna

Solipsyzm Zen

Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: „ja”, „ja chcę tego”, „ja jestem jak tamto”. Ale nikt nie rozumie tego „ja”. Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz? Jeżeli będziesz uczciwie pytał: „Kim jestem?” wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to „umysłem nie-wiem”. Zen jest utrzymywaniem tego umysłu „nie-wiem” zawsze i wszędzie.

Seung Sahn