Katalog prawd

W dniu, w którym społeczeństwo zaczęło pytać dziennikarzy i zgromadzenia o to, czym jest prawda i czym jest błąd, w tym dniu błąd i prawda pomieszały się we wszystkich rozumach, a społeczeństwo wkroczyło w mrok i upadło pod władzą fikcji. Czując w sobie z jednej strony bezwzględną konieczność poddania się prawdzie i unikania błędu, z drugiej zaś niemożność wykazania, czym jest błąd i czym jest prawda, sporządziło katalog konwencjonalnych i arbitralnych prawd oraz wymyślonych błędów i powiedziało: będę czcić pierwsze, a drugie potępię. W swej wielkiej ślepocie nie rozumiało bowiem, że czcząc pierwsze, a drugie potępiając, nic nie potępia ani nie czci; albo iż jeśli cokolwiek potępia i czci, to tylko siebie.

Nie mów, że nie chcesz walczyć. Już gdy to mówisz, walczysz. Nie mów, że nie wiesz, po której stronie masz walczyć. Bo w tejże chwili skłaniasz się na jedną stronę. Nie zapewniaj, że chcesz być niezależny, myśląc, że takim jesteś, już nim nie jesteś. Nie twierdź, że zachowujesz się obojętnie. To śmieszne. Wymawiając słowo „obojętnie”, już przystąpiłeś do partii. W tej walce między Bogiem a diabłem każdy, kto opowiada się za neutralnością, stoi bezsprzecznie po stronie diabła.

Juan Donoso Cortés – Esej o katolicyzmie, liberalizmie i socjalizmie

Racjonalizacja

Psychoanaliza ujawniła dwuznaczną naturę naszych procesów myślowych. Rzeczywiście siła racjonalizacji – tego falsyfikatu rozumu – stanowi jeden z najbardziej kłopotliwych fenomenów ludzkich. Gdybyśmy się nie przyzwyczaili do niej tak bardzo, wysiłki, jakie człowiek wkłada w racjonalizację, ewidentnie zdawałyby się nam podobne do paranoi. Osoba paranoidalna bywa bardzo inteligentna, potrafi znakomicie wykorzystywać rozum we wszystkich dziedzinach życia, wyjąwszy ten izolowany obszar, gdzie zaangażowany jest wpływ paranoi. Osoba racjonalizująca postępuje dokładnie tak samo.

Człowiek w swym stanie pierwotnym jest zwierzęciem stadnym. Jego działania determinowane są przez instynktowny popęd podążania za przywódcą oraz utrzymywania ścisłego kontaktu z otaczającymi go zwierzętami. W takim więc stopniu, w jakim jesteśmy owcami, nie istnieje większe zagrożenie dla naszego istnienia niż utrata kontaktu ze stadem i izolacja. O tym, co słuszne i niesłuszne, prawdziwe i fałszywe, w całości decyduje stado.

Ale jesteśmy przecież nie tylko owcami. Jesteśmy również ludźmi – wyposażonymi w samoświadomość, wyposażonymi w rozum, którego naturę z istoty określa niezależność od stada. Działania nasze mogą wszak być owocem naszych procesów myślowych, niezależnie od tego, czy przekonanie o ich prawdziwości podzielają inni.

Racjonalizacja jest kompromisem między naszą owczą naturą a naszą ludzką zdolnością do myślenia. Ta druga każe nam sądzić, że wszystko, co zrobimy, powinno sprostać próbie rozumności, to dlatego właśnie skłonni jesteśmy dokładać wszelkich starań, by nasze irracjonalne przekonania i decyzje wydawały się jak najbardziej rozumne. Jednak o tyle, o ile jesteśmy owcami, rozum nie jest naszym autentycznym przewodnikiem, wiedzie nas całkowicie inna zasada – instynkt stadny.

Erich Fromm – Psychoanaliza a religia

Avant-garde

Artysta, który nie posiada wystarczającej oryginalności, aby stworzyć swój własny, niepowtarzalny świat, przyłącza się do awangardy.

Nicolás Gómez Dávila

królik

Widmo

To, co filozof pracowicie usiłuje wyłożyć w abstrakcyjnych i często zawiłych kategoriach, mistyk po prostu widzi. Od czasu do czasu opisuje on swoje doświadczenie przygodności rzeczy stworzonych, powiadając, że świat jest złudzeniem. Tak bez ogródek wyrażona, myśl ta jest, rzecz jasna, nie do przyjęcia dla wiary judaistycznej, chrześcijańskiej czy islamskiej, każda z nich bowiem nieodmiennie głosi realność wszystkiego, co Bóg powołał do istnienia (w przeciwnym razie sam Jezus byłby tylko widmem), jest natomiast tradycyjnie zadomowiona w spuściźnie buddyjskiej i hinduistycznej.

To, co teraźniejsze, przy bliższym badaniu kurczy się do nieuchwytnego punktu, który z definicji znika, gdy tylko próbujemy go schwytać. Tym samym wszystko, co jest „w” czasie, nigdy nie „jest”; można mówić o tym jako o czymś, co było albo będzie, lecz powiedzenia takie mają sens tylko wtedy, gdy zakłada się podmiot postrzegający. Rzeczy, które nie mają pamięci, zawdzięczają swoją ciągłą tożsamość tylko naszym umysłom, w sobie natomiast nie mają przeszłości ani przyszłości, a więc żadnej zgoła tożsamości.

To my obdarzamy trwaniem świat rzeczy podlegających zniszczeniu, i w ten sposób utrzymujemy go w istnieniu; lecz w tym samym akcie umysłowego tworzenia świata zdajemy sobie sprawę z braku tożsamości własnej, jeśli ma ona być czymś więcej niż treścią osobniczej pamięci. To zaś tyle znaczy, że cokolwiek jest, jest bezczasowe. Tak to powracamy do wielkich inicjatorów europejskiej metafizyki, Parmenidesa i Heraklita, którzy z dwóch przeciwnych stron wprawili w ruch tę zawrotną karuzelę pojęć: tego, co się zmienia, nie ma; co jest, jest poza czasem; jeśli nie ma niczego poza czasem, to nic nie istnieje.

Leszek Kołakowski – Jeżeli Boga nie ma

Przyjaciele

Nasze życie też można ująć jako niepotrzebny epizod, zakłócający błogi spokój nicości. W każdym razie nawet ten, komu powiodło się znośnie, poznaje w miarę życia coraz wyraźniej, że w całości wzięte życie jest „rozczarowaniem, zaprzeczeniem, oszustwem” lub mówiąc dobitnie, że nosi ono piętno wielkiej mistyfikacji, by nie rzec: szalbierstwa.

Kiedy dwaj przyjaciele młodości spotykają się po długiej rozłące jako starcy, wówczas dominującym uczuciem, jakie wywołuje w nich wzajemny widok przyjaciela, z którym wiąże się wspomnienie młodości, jest uczucie całkowitego rozczarowania całym życiem, które niegdyś, w różowej jutrzence młodości tak pięknie się przed nimi rozpościerało, tak wiele obiecywało, tak mało zaś dotrzymało. Uczucie to do tego stopnia wybija się na pierwszy plan podczas ich spotkania, że nie czują nawet potrzeby wyrażania go słowami, lecz przyjmują je obaj za cichą przesłankę i toczą na tej bazie dalszą rozmowę.

Kto przeżył dwa lub zgoła trzy pokolenia, temu tak jest na duszy, jak widzowi, który przypatrując się różnym popisom kuglarzy w jarmarcznych budach pozostaje na miejscu i ogląda ten numer dwa lub trzy razy po kolei; sztuczka była, mianowicie, obliczona tylko na widowisko jednorazowe i dlatego nie robi już wrażenia, skoro złudzenie i nowość prysły.

Artur Schopenhauer – Świat jako wola i przedstawienie t.2