Spacer nad rzeką Hao

Chuang Tzu i Hui Shi przechadzali się mostem na rzece Hao.

– Pływają tam płotki, tak swobodnie! – rzekł Chuang Tzu. – Oto jak ryby są szczęśliwe!
– Nie jesteś rybą. Od kiedy wiesz, że ryby są szczęśliwe?
– Ty nie jesteś mną. Od kiedy wiesz, że nie wiem, iż ryby są szczęśliwe?
– Załóżmy, że nie będąc tobą, nie wiem, tego co ty wiesz. Załóżmy, że nie jesteś rybą; wtedy nie wiesz, iż ryby są szczęśliwe. To kończy sprawę.

Dialog Taoisty z Sofistą

Świadomość

Jeśli nic nie istnieje, nie może istnieć świadomość: świadomość, która nie ma być czego świadoma, stanowi sprzeczność samą w sobie. Świadomość świadoma jedynie samej siebie także jest sprzecznością: zanim zdołałaby zidentyfikować siebie jako świadomość, musiałaby być czegoś świadoma. Jeśli to, co —jak twierdzicie — postrzegacie, nie istnieje, to, co posiadacie, nie jest świadomością.

Ayn Rand – Atlas zbuntowany

Nieśmiertelność

Granicą człowieka jest przyroda. Każda rzecz poza mną jest oznaką mojej skończoności, jest dowodem, że nie jestem bytem absolutnym, że granicą moją jest istnienie innych istot, że zatem nie jestem żadną osobą nieśmiertelną.

Człowiek jest istotą nie tylko przestrzenną, ale na wskroś ziemską, nierozerwalnie związaną z ziemią. Cóż więc za głupota przyznawać takiej istocie wieczne, nadziemskie istnienie! Osobowość jest określona i ograniczona nie tylko cieleśnie lub zmysłowo, ale także duchowo; człowiek ma określone przeznaczenie, stanowisko, zadanie w wielkiej wspólnocie ludzkości, w dziejach; z tym jednak nie da się pogodzić jego trwania bez kresu. Nieśmiertelność w dawnym tego słowa znaczeniu, ów wieczny, bezkresny byt dotyczy tylko nieokreślonej, mglistej duszy, która w rzeczywistości nie istnieje i jest tylko abstrakcją i urojeniem człowieka.

Wiarę w nieśmiertelność spotykamy u większości ludów w okresie ich dzieciństwa i nieokrzesania. Ludy te naprawdę wierzą nie w jakieś inne życie a tylko w to życie, a żywy nieboszczyk jest tylko upersonifikowanym przez człowieka żywego obrazem nieboszczyka. Nieśmiertelność jest właściwie potrzebą ludzi marzycielskich, gnuśnych, których życie polega li tylko na bujaniu w obłokach fantazji.

Ludwig Feuerbach – Wykłady o istocie religii

Duma narodowa

Najmniej wartościowym natomiast rodzajem dumy jest duma narodowa. Kto bowiem nią się odznacza, ten zdradza brak cech indywidualnych, z których mógłby być dumny, bo w przeciwnym wypadku nie odwoływałby się do czegoś, co podziela z tyloma milionami ludzi. Kto ma wybitne zalety osobiste, ten raczej dostrzeże braki własnego narodu, ponieważ ma je nieustannie przed oczyma. Każdy jednak żałosny dureń, który nie posiada nic na świecie, z czego mógłby być dumny, chwyta się ostatniej deski ratunku, jaką jest duma z przynależności do danego akurat narodu; odżywa wtedy i z wdzięczności gotów jest bronić rękami i nogami wszystkich wad i głupstw, jakie naród ten cechują.

Arthur Schopenhauer – Parerga i paralipomena

Dwie projekcje

Dopiero w klasztorze argument Ludwiga Feuerbacha, że ludzie projektują na Boga swoje tęsknoty, stał się dla mnie kwestią osobistą. Przede wszystkim studia psychologiczne zmusiły mnie do zadania sobie pytania: czy Bóg jest dla mnie jedynie ludzką projekcją? Pytanie to zadawałem sobie przede wszystkim na modlitwie. Pojawiło się wtedy czasem pytanie, czy wszystko to nie jest owocem wyobraźni? Wymyślasz sobie Boga, żeby ci było lepiej, żebyś mógł żyć w pokoju i uporać się ze swoimi problemami?

Gdy jednak przemyślałem to pytanie do końca, wydało mi się, że wszystko to jest absurdalne. Gdyby tak było, człowiek nie mógłby niczego poznać. Również ateizm byłby projekcją. Człowiek wymyśla sobie, że nie ma Boga, żeby mógł żyć swobodniej i nie przejmować się niczym, czego wymaga się od niego z zewnątrz. Obie możliwości są zatem projekcjami. Rozwiązaniem byłaby relatywizacja wszelkiego ludzkiego poznania: ostatecznie błądzimy tylko w ciemnościach.

Ale mam też przeświadczenie, że wiara jest bardziej ludzka od ateizmu. W moim przypadku wybór wiary nie oznacza zanegowania rozumu. Dokonuję wysiłku myślenia. Ale dochodzę w nim do pewniej granicy. A przeskoczenie tej granicy oznacza albo wiarę, albo niewiarę. Nie ma trzeciej, pośredniej możliwości.

Innym możliwym rozwiązaniem byłoby w ogóle nie dokonywać wysiłku myślenia. Byłby to dla mnie zgniły, leniwy agnostycyzm: po prostu nie obchodzi mnie pytanie o Boga. Pytanie to jest jednak dla mnie zbyt ważne egzystencjalnie, bym mógł je po prostu zanegować lub obejść.

Anselm Grün, Tomáš Halík – Bóg zagubiony