Cztery rodzaje złudzeń

Idole i fałszywe pojęcia, które opanowały już rozum ludzki i głęboko w nim zapuściły korzenie, nie tylko w ten sposób osaczają umysły ludzi, że prawda z trudem tylko znajduje do nich dostęp, lecz nawet po otwarciu i uzyskaniu dostępu, znowu stawać będą na drodze i przeszkadzać, jeżeli ludzie, z góry ostrzeżeni, w miarę swych możliwości przed nimi się nie zabezpieczą.

Cztery są rodzaje idoli osaczających umysły ludzkie. Nadaliśmy im w wykładzie naszym nazwy; mianowicie pierwszy rodzaj to idole plemienia (idola tribus), drugi to idole jaskini (idola specus), trzeci – idole rynku (idola fori), czwarty – idole teatru (idola theatri).

1. Złudzenia plemienne mają swe źródło w samej naturze ludzkiej, w samym plemieniu, czyli rodzie ludzkim. Fałszem bowiem jest twierdzenie, że zmysły ludzkie są miarą rzeczy. Przeciwnie, wszystkie percepcje, zarówno zmysłowe, jak i umysłowe, są dostosowane do człowieka, a nie do wszechświata. Rozum ludzki podobny jest do zwierciadła, które będąc nierówne (dla promieni wysyłanych przez przedmioty) swoje właściwości na te przedmioty przenosi, przez co je zniekształca i zmienia.

2. Idole jaskini to złudzenia jednostki ludzkiej. Albowiem każda jednostka ma pewnego rodzaju jaskinię, czyli pieczarę osobistą, która załamuje i zniekształca światło naturalne. A dzieje się to bądź na skutek właściwej każdemu jednostkowej jego natury, bądź na skutek wychowania i przestawania z innymi, bądź przez lekturę książek i autorytet osób, które się czci i podziwia.

3. Są jeszcze złudzenia wynikające niejako z wzajemnej bliskości i obcowania rodzaju ludzkiego, które nazywamy idolami rynku, ponieważ tam właśnie ludzie przestają i współdziałają ze sobą. Ludzie bowiem obcują ze sobą przez rozmowy; wyrazy zaś dobiera się stosownie do tego, jak je pospólstwo pojmuje. Toteż zły i niezręczny dobór wyrazów w dziwny sposób krępuje umysł. Słowa całkowicie zadają gwałt rozumowi, wszystko mącą i przywodzą ludzi do niezliczonych jałowych kontrowersji i wymysłów.

4. Są wreszcie złudzenia, które weszły do umysłów ludzkich z rozmaitych doktryn filozoficznych, a także z przewrotnych prawideł dowodzenia; nazywamy je idolami teatru. Albowiem ile wynaleziono i przyjęto systemów filozoficznych, tyle, naszym zdaniem, stworzono i wystawiono sztuk, które przedstawiają urojone i dla sceny wymyślone światy. I znowu mamy tu na myśli nie tylko całe systemy filozoficzne, lecz również wiele naczelnych zasad i twierdzeń naukowych, które nabrały mocy przez tradycję, łatwowierność i niedbalstwo.

Rozum ludzki ma tę właściwość, że skłonny jest przyjmować większy porządek i większą prawidłowość w świecie, niż naprawdę znajduje, i jakkolwiek w przyrodzie istnieje wiele rzeczy jedynych w swoim rodzaju i całkiem od siebie różnych, to jednak rozum wymyśla między nimi paralele, odpowiedniości i stosunki, które w rzeczywistości nie istnieją.

Albowiem człowiek łatwiej wierzy w to, co wolałby, aby było prawdziwe. Stąd to pochodzi, że odrzuca rzeczy trudne, gdyż brak mu cierpliwości w prowadzeniu badań; rzeczy trzeźwe, ponieważ ograniczają nadzieję; głębie przyrody z powodu przesądów; poglądy przeciwne pospolitemu mniemaniu, ze względu na opinię gminu. Lecz największa niewątpliwie przeszkoda i zboczenie rozumu ludzkiego pochodzi z ociężałości, nieudolności i złudzeń zmysłów.

Francis Bacon – Novum Organum

Notyfikacja

Aby ujrzeć Boga, wystarczy patrzeć bezpośrednio na świat. Nic nie można stwierdzić o Bogu: jedyna znajomość jest nieznajomością. Pytanie o istnienie Boga jest już absurdem. To radykalne zaprzeczenie prowadzi także do negacji prawdy, że w Biblii znajdują się doniosłe potwierdzenia istnienia Boga. Tekst Pisma Świętego jest informacją, która służy jedynie do osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Księgi święte religii w ogólności przeszkadzają, aby ludzie szli za własnym zdrowym rozsądkiem i czynią ich ograniczonymi i agresywnymi. Religie, włącznie z chrześcijańską, są jedną z podstawowych przeszkód w odkryciu prawdy. Ta prawda, zresztą, nie może być nigdy zdefiniowana co do swojej konkretnej treści. Myśleć, że Bóg własnej religii jest jedynym, znaczy poddać się fanatyzmowi.

Jezus jest tylko mistrzem na równi z innymi. Jedyna różnica polega na tym, że Jezus był „przebudzony” i całkowicie wolny, natomiast inni nie. Poucza on, że wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi. Problem przeznaczenia po śmierci nie jest ważny. Powinno interesować nas jedynie życie obecne. W tym życiu jednak, nie można mówić o obiektywnych zasadach moralnych, ponieważ zło jest jedynie nieznajomością. Dobro i zło są widziane jako rozumowe wartościowanie narzucone na rzeczywistość.

Jakiekolwiek credo lub wyznanie wiary, czy to w Boga, czy w Chrystusa, może tylko przeszkadzać w osobistym dostępie do prawdy. Kościół, czyniąc bożka ze Słowa Bożego zawartego w Piśmie Świętym, doprowadził do wypędzenia niejako Boga ze świątyni. W konsekwencji stracił autorytet nauczania w imię Chrystusa.

Kongregacja Nauki Wiary, mając na celu troskę o dobro wiernych, uznała za konieczne stwierdzić niniejszą Notyfikacją, że wyżej przedstawione teorie nie są do pogodzenia z wiarą katolicką i mogą prowadzić do poważnych szkód. W czasie audiencji udzielonej Kardynałowi Prefektowi, Jego Świątobliwość Jan Paweł II zatwierdził niniejszą Notyfikację, uchwaloną na zebraniu plenarnym Kongregacji Nauki Wiary i nakazał jej opublikowanie.

Joseph Ratzinger, Tarcisio Bertone –
Notyfikacja odnośnie do pism ojca Anthony’ego de Mello SJ

Rzeczywistość

Lata mijały. Napisałem ponad trzydzieści ksiązek i sto opowiadań, ale wciąż potrafiłem określić, czym jest rzeczywistość i co naprawdę istnieje. Pewnego razu kanadyjska studentka poprosiła mnie, abym zdefinował pojęcie rzeczywistości na potrzeby jej referatu z filozofii. Chciała odpowiedź jednym zdaniem. Pomyślałem nad tym i w końcu powiedziałem:

Rzeczywistość to coś, co nie znika,
gdy przestajesz w to wierzyć.

To wszystko, co mogłem wymyślić. Było to w 1972 r. i jak dotąd nie udało mi się zdefiniować rzeczywistości w bardziej precyzyjny sposób. A problem jest realny, to nie jest tylko intelektualny żart.

Ponieważ żyjemy dziś w społeczeństwie, w którym fałszywe realia wytwarzane są przez media, rządy, wielkie korporacje, przez grupy religijne i polityczne. Dlatego pytam w moich tekstach: co jest prawdziwe? Jesteśmy nieustannie bombardowani pseudo-rzeczywistościami tworzonymi przez przebiegłych ludzi, używających wyrafinowanych narzędzi. Rozumiem ich motywy, lecz nie ufam ich mocy. A mają jej wiele. Jest to zadziwiająca moc: moc tworzenia wszechświatów – uniwersum dla umysłu. Znam się na tym, bo sam robię to samo. Moją pracą jest kreowanie światów jako podstaw dla moich kolejnych powieści. A muszę je tworzyć tak, by nie rozpadły się dwa dni później.

Gdy tylko zaczniesz pytać, co jest ostatecznie prawdziwe, od razu stykasz się z nonsensem. Zenon z Elei udowodnił, że ruch jest niemożliwy (właściwie wyobrażał sobie, że to udowodnił, brakowało mu czegoś, co technicznie nazywa się teorią granic). David Hume, największy sceptyk ze wszystkich sceptyków, raz zauważył:

Grupa sceptyków spotkała się, aby ogłosić prawdziwość sceptycyzmu jako filozofii, jednak z zebrania wszyscy uczestnicy wyszli przez drzwi, a nikt przez okno.

Tak pojmuję uwagę Hume’a, że to wszystko to tylko słowa: poważni filozofowie nie brali na serio tego, co mówili. Sądzę jednak, że kwestia określenia tego, co realne, to ważny i istotny problem. W nim mieści się inny problem: definicja autentycznego człowieka.

Ponieważ nieustanne bombardowanie pseudo-realiami szybko tworzy nieautentycznych, fałszywych ludzi – tak fałszywych, jak informacje, które otaczają nas ze wszystkich stron. Te dwa problemy są naprawdę jednym, łączą się w tym samym punkcie: fałszywe rzeczywistości tworzą fałszywych ludzi. Ci będą następnie tworzyć fałszywe rzeczywistości i sprzedawać je innym ludziom, ostatecznie przekształcając ich w obcych samym sobie. Koniec końców, fałszywi ludzie tworzą fałszywe rzeczywistości, następnie sprzedają je innym fałszywym ludziom. Taka monstrualna wersja Disneylandu.

Philip K. Dick – Jak stowrzyć świat, by nie rozpadł się po dwóch dniach

Anarchista

Mię­dzy chrześcijaninem i anarchistą można położyć znak równości: ich cel, ich instynkt dąży do zburzenia. Owi święci anarchiści zrobili sobie »bogobojność« z tego, by zburzyć »świat«, to znaczy Imperium Romanum, aby nie został kamień na kamieniu, aż Germanie i inne chamy stali się panami gruzów. Chrześcijanin i anarchista: obaj décadents, obaj niezdolni działać inaczej, niż rozprzęgając, trując, zaprawiając goryczą, wysysając krew, obaj z instynktem śmiertelnej nienawiści do wszystkiego, co stoi, co jest wielkie, jest trwale, co życiu przyszłość przyrzeka.

To tajemne robactwo, przypełzające wśród nocy, mgły i dwuznaczności do wszystkich jednostek i wysysające z każdej jednostki powagę w sprawie rzeczy prawdziwych, instynkt w ogóle do rzeczy realnych, ta tchórzliwa, niewieścia i cukrowo-słodka zgraja czyniła stopniowo »dusze« obcymi tej niezmiernej budowie, — owe wartościowe, męsko-dostojne natury, które w sprawie Rzymu czuły swą własną powagę, swą własną dumę. Potulne skradanie się, tajemniczość konwentyklów, posępne wyobrażenia, jak piekło, jak ofiara z niewinnego, jak unio mystica w piciu krwi, przede wszystkiem powolne podniecanie ognia zemsty, zemsty czandali, — to stało się panem Rzymu, ten sam rodzaj religii, który zwalczał już Epikur w jego przedistnieniowej formie.

Trzeba czytać Lukrecjusza, by pojąć, co zwalczał Epikur, nie pogaństwo, lecz »chrześcijaństwo«, to znaczy zepsucie dusz pojęciem winy, kary i nieśmiertelności. — Zwalczał podziemne kulty, całe chrześcijaństwo w stanie utajonym, — przeczyć nieśmiertelności było wtedy już prawdziwym zbawieniem. — I Epikur byłby zwyciężył, każdy szanowny duch w państwie rzymskim był Epikurejczykiem: wtedy zjawił się Paweł…

Paweł, w ciało i geniusz zmieniona nienawiść czandali do Rzymu, do świata, Żyd wieczny par excellence… Odgadł on, w jaki sposób można przy pomocy małego, sekciarskiego ruchu chrześcijańskiego na uboczu judaizmu wzniecić »pożar świata«, w jaki sposób można z pomocą symbolu »Boga na krzyżu« skupić w ogromną moc wszystko u dołu leżące, wszystko tajemnie buntownicze, całe dziedzictwo anarchistycznych wichrzeń w państwie.

Na zrozumieniu tego polega geniusz Pawła. Instynkt jego był w tym tak pewny, że wszystkie wyobrażenia, którymi czarowały owe religie czandalów, włożył z bezlitosnym pogwałceniem prawdy w usta »Zbawiciela« – swego wynalazku, i nie tylko w usta — że zrobił z niego coś, co zrozumieć mógł także kapłan Mitry. Oto czym była jego droga do Damaszku: pojął on, że potrzebuje wiary w nieśmiertelność, by »świat« pozbawić wartości, że pojęcie »piekła« zapanuje jeszcze nad Rzymem, — że »zaświatem« zabije się życie.

Fryderyk Nietzsche – Antychryst

Rózgi

Kto zatem na serio twierdzi, że wątpi o wszystkim, szkoda z nim gadać, bo to nie człowiek. Jest on, jak się wyraża Arystoteles, podobny do pnia (φυτού ὅμοιος). To nie materiał na filozofa. On się raczej przekomarza, by się przekomarzać. Filozof żydowski, Saadija Fajjumi z X wieku, w dziele swym “Nauka wiary a filozofia”, radzi takich morzyć głodem i bić rózgami tak długo, aż przyznają, że odczuwają świadomie i na pewno głód i ból. Zaiste skuteczny środek, by ich przyprowadzić do opamiętania.

Franciszek Kwiatkowski – Filozofia wieczysta