Wytrzymywanie aktem męstwa?

Wydaje się, że wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa. Cnota bowiem dotyczy tego, co jest trudne i dobre, jak powiada Filozof w II księdze Etyki nikomachejskiej. Trudniej jest atakować, aniżeli wytrzymywać. A zatem wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa.

Ponadto, większej możności zdaje się wydawać dokonanie w czymś zmiany, aniżeli nieuleganie zmianie ze strony czegoś innego. Atakowanie jest jednak działaniem na coś innego, wytrzymywanie zaś jest niewzruszonym trwaniem. Skoro więc męstwo wskazuje pewną doskonałość władzy duszy, wydaje się, że bardziej do męstwa przynależy atakowanie aniżeli wytrzymywanie.

Lecz przeciw temu powiada Filozof w III księdze Etyki nikomachejskiej, że określamy ludzi mianem mężnych głównie dzięki temu, jak wytrzymują rzeczy smutne.

Odpowiadam: trzeba stwierdzić, jak zostało wyżej powiedziane, że męstwo bardziej tkwi w opanowaniu strachu, niż w miarkowaniu śmiałości. Trudniej bowiem opanować strach, niż miarkować śmiałość; a to dlatego, że samo niebezpieczeństwo, które jest przedmiotem nieustraszoności i strachu, ma w sobie coś, co miarkuje śmiałość, a zarazem wzmaga strach. Otóż atakowanie należy do męstwa o tyle, o ile męstwo miarkuje śmiałość; wytrzymywanie natomiast jest konsekwencją opanowania strachu. I dlatego bardziej zasadniczym aktem męstwa jest wytrzymywanie, to jest niewzruszone trwanie w niebezpieczeństwach, aniżeli atakowanie.

Św. Tomasz z Akwinu – Suma Teologiczna II-II, Q.126

Podróż

Nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije,
będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. (J 16,2)

Nie będą świadomi, będą natomiast ofiarami wiedzy i informacji. Tomasz z Akwinu ujął to tak: „Ilekroć grzeszą, grzeszą pod pozorem dobra”. Sami się oślepiają: widzą coś jako dobre, choć wiedzą, że to jest złe. Ludzie pogrążeni we śnie czytają święte księgi i w oparciu o nie krzyżują Mesjasza. Racjonalizują, gdyż szukają czegoś pod płaszczykiem dobra.

Nim zostałem oświecony, byłem przygnębiony; po tym, jak zostałem oświecony, nadal jestem przygnębiony. Rozluźnienie i wrażliwość nie mogą stanowić celu. Czy słyszeliście kiedyś o ludziach, którzy stawali się napięci usiłując się zrelaksować? Jeśli jesteś napięty, po prostu obserwuj swe napięcie. Nigdy nie zrozumiecie samych siebie, jeśli będziecie usiłowali się zmienić. Im usilniej staracie się zmienić, tym gorzej to będzie wam się udawało.

Masz, być może, już jakiś plan dotyczący tego, jak stać się świadomym. Twoje ego, na swój przebiegły sposób, usiłuje osiągnąć świadomość. Obserwuj je! Napotkasz na opór, będziesz miał kłopoty. Jeśli ktoś zbyt usilnie stara się być świadomym przez cały czas, to ujawnia pewien poziom lęku. Chce być przebudzonym, ciągle sprawdza, czy już jest przebudzony, czy też jeszcze nie. Jest to forma ascetyzmu, a nie świadomości.

Brzmi to dziwnie w kulturze, w której trening przygotowujący do osiągnięcia celów, docierania dokądś, jest celem nadrzędnym, choć w rzeczywistości nie mamy gdzie iść, bo tam, gdzie chcielibyśmy być, już jesteśmy. Japończycy bardzo ładnie dają temu wyraz w powiedzeniu:

W dniu, w którym zaniechasz podroży,
dotrzesz do celu.

Anthony de Mello – Ukryte programy

Zła wiara

Od wolności i jej wyborów nie ma ucieczki. Możemy zakłamać swą egzystencję i swą wolność utożsamiając się pozornie z jakąś rolą społeczną, z jakimś wyobrażeniem o sobie, ale taka fałszywa świadomość („zła wiara”) nigdy nie uwolni nas od ciężaru, jakim jesteśmy sami dla siebie i jakim są dla nas inni ludzie, stawiający tamę naszej wolności i mający nam za złe, że i my ograniczamy ich wolność. Wyrzeczenie się fałszywej świadomości, łatwej wiary i ideologii, stanięcie z własną wolnością i z życiem – jego paradoksalnością i bezsensem – twarzą w twarz to doświadczenie zatrważające i tragiczne. Ale taka jest nasza powinność, jeśli mamy być wierni prawdzie i samym sobie.

Sartre chciałby nami potrząsać, rozbudzać z błogości lub odrętwienia, wzywa nas do autentyczności i zaangażowania. Ale nic z tego – wszystko to aż nazbyt dobrze nadaje się do bezpiecznych kawiarnianych dysput, które w każdym wypadku muszą poprawiać, a nie pogarszać nasze samopoczucie. To przejaw klęski filozofii, której powaga okazuje się teatralnym gestem, zaś jej autentyczność i zaangażowanie – początkiem politycznej manipulacji. Pewnie nie dorośliśmy jeszcze jako gatunek do tego, by przejmować się własnymi myślami.

Jan Hartman – Sartre i filozofia

Subiektywna pewność

Są pewne rzeczy potrzebne w naszych czasach i pewne rzeczy, których należy unikać. Potrzebne jest współczucie oraz pragnienie, aby ludzkość była szczęśliwa; potrzebny jest głód wiedzy i determinacja, aby unikać przyjemnych mitów; przede wszystkim potrzebna jest odważna nadzieja i zachęta do kreatywności. To, czego należy unikać, a co doprowadziło do krawędzi katastrofy, to okrucieństwo, zazdrość, chciwość, konkurencyjność, poszukiwanie irracjonalnej, subiektywnej pewności oraz to, co freudyści nazywają życzeniem śmierci.

Istotą sprawy (jeśli chcemy stabilnego świata) jest bardzo prosta i staromodna rzecz, tak prosta, że ​​prawie wstydzę się wspomnieć o niej z obawy przed szyderczym uśmiechem, z jakim mądrzy cynicy przywitają moje słowa. To, co mam na myśli – proszę mi wybaczyć, że to wspominam – to miłość, miłość chrześcijańska albo współczucie. Jeśli to odczuwasz, masz powód do istnienia, przewodnik w akcji, powód do odwagi, niezbędną konieczność uczciwości intelektualnej. Jeśli to czujesz, to masz wszystko, czego ktokolwiek powinien potrzebować w imię religii. Chociaż nie znajdziesz szczęścia, nigdy nie doznasz rozpaczy tych, których życie jest bezcelowe i pozbawione sensu, bo zawsze możesz coś zrobić, aby zmniejszyć bezmiar ludzkiej nędzy.

Bertrand Russell – Wpływ nauki na społeczeństwo

Start-up

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli, a nikt nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Nikt też nie cierpiał niedostatku, gdyż właściciele ziemi i domów sprzedawali je, a pieniądze uzyskane ze sprzedaży składali u stóp apostołów. Rozdzielano je wszystkim według potrzeb.

Pewien zaś człowiek o imieniu Ananiasz, wraz z żoną Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony odłożył sobie część uzyskanych pieniędzy, a resztę przyniósł i złożył u stóp apostołów. I rzekł Piotr: „Ananiaszu, czym wypełnił szatan twe serce, że okłamałeś Ducha Świętego i odłożyłeś sobie część pieniędzy? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu”. Słysząc te słowa Ananiasz padł martwy.

Po trzech godzinach nadeszła też jego żona, nie wiedząc, co się stało. I rzekł do niej Piotr: „Powiedz, czy za tyle sprzedaliście ziemię?” „Tak, za tyle” – odpowiedziała. A Piotr do niej: „Dlaczego umówiliście się, aby wystawiać na próbę Ducha Pana? Oto stoją w progu ci, którzy pochowali twego męża. Wyniosą też ciebie”. A ona upadła natychmiast u jego stóp i skonała.

Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli.

Dzieje Apostolskie 4, 32-5, 12