Dowód na istnienie Boga

Przedmioty zmysłowe nie mogą istnieć inaczej jak tylko w umyśle. Stąd nie wnioskuję, że przedmioty te nie mają rzeczywistego istnienia, tylko widząc, że nie zależą od moich myśli i że ich istnienie nie polega na tym, iż są postrzegane przeze mnie, wnioskuję, że musi być jakiś inny umysł, w którym one istnieją; toteż rzeczą równie pewną jak istnienie świata rzeczywistego, jest to, że istnieje nieskończony wszechobecny Duch, który obejmuje świat i jest jego podporą.

– Jak to!? Przecież to nic innego, jak to, co utrzymują wszyscy chrześcijanie, a nawet w ogóle wszyscy, którzy wierzą, że jest Bóg i że on zna i rozumie wszystko.

– Doskonale, ale w tym właśnie tkwi różnica. Ludzie zwykle dlatego wierzą w to, że Bóg zna i postrzega wszystkie rzeczy, ponieważ wierzą w istnienie Boga; ja zaś bezpośrednio i w sposób konieczny wioskuję o istnieniu Boga, ponieważ wszystkie przedmioty zmysłowe muszą być postrzegane przez Niego.

– Ale skoro wszyscy wierzymy w tę samą rzecz, to cóż nas obchodzi, jak doszliśmy do tej wiary?

– Ale my nie zgadzamy się co do samej tezy. Filozofowie bowiem, jakkolwiek uznają, iż wszystkie cielesne przedmioty postrzegane są przez Boga, to jednak przypisują im istnienie absolutne, różne do tego, że są postrzegane przez jakikolwiek umysł – czego ja nie czynię. Poza tym, czyż nie ma różnicy między powiedzeniem: Jest Bóg, a zatem postrzega On wszystkie przedmioty, a powiedzeniem: Przedmioty zmysłowe istnieją realnie, skoro zaś istnieją realnie, muszą być z konieczności rzeczy postrzegane przez nieskończony umysł; a zatem istnieje umysł nieskończony.

Ten drugi wywód daje nam bezpośrednio i wprost na podstawie jak najbardziej oczywistego założenia dowód istnienia Boga. To, że z samego istnienia świata zmysłowego można w sposób konieczny wnioskować o istnieniu nieskończonego umysłu jest przywilejem tych tylko, którzy doszli do tej prostej refleksji, że:

1. świat jest tym, co postrzegamy za pomocą naszych zmysłów
2. za pomocą zmysłów postrzegamy tylko idee
3. żadna idea nie może istnieć inaczej jak w umyśle

A teraz bez wszelkiego pracowitego wgłębiania się w nauki, bez wszelkich subtelności rozumowych, bez nudnych i długich dyskusji możesz przystąpić do walki z najbardziej gorliwym obrońcą ateizmu i zwyciężyć go.

George Berkeley – Trzy dialogi między Hylasem i Filonusem. Dialog drugi

Zakazane

Filozofia jest życiem dobrowolnym wśród lodów i szczytów — poszukiwaniem wszystkiego, co obce i godne pytania w istnieniu, wszystkiego, co moralność dotąd pod klątwą dzierżyła. Z długiego doświadczenia, które mi dała taka wędrówka po zakazanym, nauczyłem się patrzeć inaczej, niżby sobie życzono, na przyczyny, z których moralizowano i idealizowano dotychczas: ukryte dzieje filozofów, psychologia ich wielkich imion wyszła mi na jaw.

Ile prawdy znosi, na ile prawdy waży się duch?

— to coraz bardziej stawało się dla mnie właściwym wartości miernikiem. Błąd (— wiara w ideał —) nie jest ślepotą, błąd jest tchórzostwem. Każda zdobycz, każdy krok naprzód w poznaniu wynika z odwagi, z twardości względem siebie, ze schludności względem siebie. Nie obalam ideałów, wkładam jeno rękawiczki przed nimi. Nitimur in vetitum: pod tym znakiem zwycięży moja filozofia, bo zakazywano dotąd zasadniczo zawsze tylko prawdy.

Nie jestże Zaratustra tedy kusicielem? Lecz cóż to on sam przecie mówi, gdy po raz pierwszy znów w samotność wraca swoją? Właśnie przeciwieństwo tego, co by jakiś »mędrzec«, »święty«, »zbawiciel świata« i inny décadent rzekł w takim wypadku:

Sam idę, uczniowie moi! I wy odejdźcie precz! Tak chcę!
Zła to odpłata nauczycielowi, gdy się zawsze jeno
uczniem pozostaje. Nie szukaliście jeszcze siebie,
więc znaleźliście mnie. Tak czynią wszyscy wyznawcy;
przeto tak mało warta wszelka wiara.

Fryderyk Nietzsche – Ecce Homo

Rozszczepienie bytu

Dziś chciałbym Państwu przedstawić pewną podstawową ideę filozoficzną, jedną z najtrudniejszych. Nie można jej pominąć, w niej bowiem ugruntowany jest sens myślenia prawdziwie filozoficznego. Idea ta musi być zrozumiała również w formie najprostszej, chociaż jej rozwinięcie okazuje się sprawą skomplikowaną. Spróbuję ją tutaj naszkicować.

Filozofia zaczęła się od pytania o to, co jest. Odpowiedzi na to pytanie bywały osobliwie rozbieżne. Głoszono, że pierwszym bytem jest życie, a istnienie nieożywione — jego odpadem; albo że jest tym bytem duch, zaś wszystkie rzeczy to przejawy, wyobrażenia ducha, który jakby śni świat. Powstał w ten sposób wielki ciąg światopoglądów. Argumenty wysuwane w ciągu tysiącleci przez zwalczające się nawzajem szkoły nie zdołały wykazać, który z tych punktów widzenia jest prawdziwy.

Dlaczego tak się dzieje? Wszystkim tym poglądom wspólne jest jedno: w ich ujęciu byt jest różnym ode mnie przedmiotem, ku któremu się zwracam, kiedy o nim myślę. Ten prafenomen naszego świadomego istnienia jest czymś tak oczywistym, że prawie nie odczuwamy jego zagadki, nigdy bowiem nie próbujemy go kwestionować.

To, co myślę, o czym mówię, jest zawsze czymś innym niż ja sam — jest przeciwstawnym mi przedmiotem, ku któremu ja, podmiot, się zwracam. Jeśli przedmiotem mojego myślenia uczynię samego siebie, ja sam staję się niejako czymś innym. Zarazem jednak jestem w dalszym ciągu moim ja, które myśli samo siebie, choć samo nie daje się ująć jako przedmiot w sposób adekwatny, gdyż warunkiem wszelkiego uprzedmiotowienia zawsze pozostaje podmiot.

Tę podstawową cechę naszego myślącego istnienia nazywamy rozszczepieniem na podmiot i przedmiot. Całe nasze świadome życie na jawie przebiega w takim rozszczepieniu. Na nic wszelkie uniki i wykręty — myśląc zawsze w nim tkwimy, zawsze zwracamy się ku jakiemuś przedmiotowi — czy to będzie realność naszych doznań zmysłowych, czy pomyślany przedmiot idealny, np. liczba albo figura, czy jakaś treść fantastyczna, czy zgoła wyobrażenie czegoś niemożliwego. Za każdym razem jakaś treść mojej świadomości przeciwstawia mi się jako przedmiot — zewnętrzny lub wewnętrzny.

Poruszając się wśród zjawisk tego świata uświadamiamy sobie, że sam byt nie mieści się ani w przedmiocie, który zawsze zawęża nasze pole widzenia, ani w ograniczonym horyzoncie naszego świata jako ogółu wszystkich zjawisk. Uprzytomnienie sobie tego w podstawowej operacji filozoficznej unieważnia wszelką rzekomą wiedzę o bycie i obala wszystkie metafizyki, o ile uznają one za sam byt coś istniejącego w świecie — choćby to coś było bardzo wielkie i bardzo istotne. Mylenie przedmiotu jako takiego z właściwym bytem to istota wszelkiego dogmatyzmu; jego szczególną postacią jest zabobon, który symbole w ich materialnej cielesności traktuje realnie.

Dopiero uświadamiając sobie rozszczepienie na podmiot i przedmiot jako podstawową cechę naszego myślącego istnienia, zyskujemy wolność filozofowania. Ta myśl odrywa nas od wszystkiego, co jest; zmusza do odwrotu ze ślepych zaułków skostnienia; dokonuje w nas gruntownej przemiany. Komuś, kto szukał oparcia w absolutnym charakterze rzeczy i w przedmiotowej epistemologii, utrata tych pozycji wydaje się równoznaczna z nihilizmem. Wszystko, co swoją określoność — a więc i skończoność — zawdzięcza językowi i przedmiotowości, traci wyłączne prawo do rzeczywistości i prawdy.

Filozofując musimy przejść przez ten nihilizm, który jest raczej uwolnieniem myśli dla właściwego bytu. Z odrodzenia naszej istoty w filozofowaniu wyrasta ograniczony sens i wartość wszelkich rzeczy skończonych — zarazem jednak wyłania się podstawa, umożliwiająca swobodne obcowanie z rzeczami. Tracimy grunt złudnych pewników, i zamiast upaść — wzlatujemy; to, co wydawało się przepaścią, staje się przestrzenią wolności; z przemienionej pozornej nicości przemawia do nas właściwy byt.

Karl Jaspers – Wprowadzenie do filozofii