Dramat w pięciu aktach

Nie ma niczego zdumiewającego, czy też niezwykłego, w odgrywaniu religijnego mitu. Faktycznie, można by się spodziewać od chrześcijan imitowania pogaństwa i dramatyzowania Narodzenia, Świętej Wieczerzy, Ukrzyżowania i Zmartwychwstania. Paralele są tu jasne, ale musimy jeszcze ustalić, jak dramat Wieczerzy Chrystusa, Męki, Zdrady, Rozprawy i Ukrzyżowania faktycznie się narodził. Dowód, jaki przedkładam, znajduje się tuż przed oczyma czytelnika we faktycznej narracji ewangelicznej. Znajdował się on tam od zawsze, ale uprzedzenia spowodowane wiekowymi wierzeniami zabraniały zarówno wiernym, jak i niewiernym, dostrzeżenie tego dowodu.

Jak głosi opowieść, Jezus bierze udział wraz ze swymi uczniami w wieczerzy paschalnej. Po bardzo krótkim dialogu odśpiewują oni hymn i podążają w ciemności na Górę Oliwną. Nie wspomina się o niczym, co mogło się wydarzyć lub być mówione po drodze. Scena się po prostu zmienia w scenę na Górze i tam zaczyna się nowa akcja i dialog. Lekka zmiana sceny – i znów bez żadnej aluzji co do jakiejkolwiek rozmowy po drodze – jesteśmy w ogrodzie Getsemanii. Drobny szczegół odnośnie separacji Jezusa od swych uczniów i odejście z trzema z nich, wskazuje zwięźle w oczywisty sposób aranżację dramatyczną, poprzez którą Judasz – będący do tej pory razem ze wszystkimi – ma szansę zniknięcia ze sceny.

W scenie Męki dramatyczne początki akcji powtórnie się uwydatniają. Trzykrotnie Jezus modli się, podczas gdy jego uczniowie śpią. Nikt nie jest więc w stanie zanotować jego słów – niezgodność, która nie wydarzyłaby się, gdyby opowieść była pierwotnie skomponowania tylko do czytania. Na scenie, jednakże, taka trudność w ogóle nie powstaje, gdyż taka samotna modlitwa byłaby słyszana przez publiczność jako monolog.

Potem zaś, bez najmniejszego wyjaśnienia co do tego, co porabiał w przerwie, Judasz wkracza na scenę, dokładnie jak zdarzyło by się to na scenie. Z niemożliwą ciągłością akcja toczy się poprzez noc. Byłoby to zupełnie niepotrzebnym za wyjątkiem dramatycznej fikcji, gdzie jedność czasu – arystotelesowskie ograniczenie akcji w ramach około 24 godzin – była rządzącą zasadą. Jezus jest zabrany w ciemnościach do domu wysokiego kapłana, gdzie zebrała się już razem starszyzna. Fakt, że cały proces sądzenia miał miejsce pośrodku nocy, wskazuje na jego niehistoryczny charakter. Piotr pozostaje na scenie, zapiera się swego pana i oskarżony jest o zdradę poprzez pianie koguta. O tym, co dzieje się z Bogiem-człowiekiem w przerwie, nie ma ani słowa, chociaż to właśnie w tym miejscu nie-dramatyczna narracja powinna śledzić go jak najściślej.

Sceny Ukrzyżowania i Zmartwychwstania, a nawet ostateczne jego pojawienie się w Galilei, są ułożone u Mateusza tak, jakby miały być zaprezentowane na scenie. Ewangelia kończy się nagle słowami zmartwychwstałego Pana. Tam gdzie się kończy gra, urywa się i narracja.

Mamy wtedy klasyczne pięć aktów: 1) Wieczerza, 2) Agonia i Zdrada na Górze, 3) Rozprawa w domu wyższego kapłana, 4) Rozprawa u Piłata, 5) Ukrzyżowanie. Jeśli przypuścimy, że miała to być jedna, ciągła gra, zmartwychwstanie mogło być odrębną akcją o pięciu scenach: 1) usunięcie ciała przez Józefa, 2) pogrzeb, 3) umieszczenie straży żołnierskiej, 4) nadejście kobiet i mowa anioła, 5) pojawienie się zmartwychwstałego Pana. Przemienienie posiada każdą cechę dramatycznej reprezentacji na sposób pogańskich misteriów.

William Robertson Smith – Pogańscy Mesjasze

Dogmat

Arcesilaus_and_CarneadesNajbardziej zdumiewa mnie, gdy widzę, iż cały świat nie jest zdumiony swoją słabością. Wszystko odbywa się poważnie: każdy idzie za swoją koleją, nie dlatego iż w istocie dobrze jest iść za nią, skoro taki obyczaj, ale jak gdyby każdy wiedział pewnie, gdzie jest rozum i sprawiedliwość. Doznajemy zawodu co chwila; i, przez zabawną pokorę, mniemamy że to nasza wina, a nie wina sztuki życia.

Spędziłem długą część życia, mniemając, że istnieje sprawiedliwość i w tym się nie myliłem; istnieje bowiem, o ile Bogu podobało się nam ją odsłonić. Ale ja nie brałem tego tak, i w tym się myliłem: wierzyłem bowiem, że nasza sprawiedliwość jest istotnie sprawiedliwa, i że mam w sobie zdolność poznania jej i sądzenia o niej. Ale złapałem się tyle razy na błędnych sądach, iż wreszcie popadłem w nieufność do siebie, a potem do drugich. Widziałem, iż wszystkie kraje i wszyscy ludzie zmieniają się; i tak, po wielu zmianach sądu dotyczącego prawdziwej sprawiedliwości, poznałem, iż nasza natura jest jeno ustawiczną zmianą, i nie zmieniłem się już od tego czasu; a gdybym się zmienił, potwierdziłbym swoje zapatrywanie.

Sceptyk, który na powrót stał się dogmatykiem.

Blaise Pascal – Myśli

Punkt wyjścia

Dla prostego człowieka byt niezależny świata poza umysłem, a więc istnienie świecącego słońca, twardej ziemi, zimnej wody i tym podobne, nie ulega najmniejszemu wątpieniu; jest to dla niego prawdą niewzruszoną. Dość jest atoli trochę tylko się zastanowić, ażeby spostrzec, że istnieje coś jeszcze pewniejszego, mianowicie, że istnieje moja własna świadomość, bo gdyby tej nie było, nic bym nie wiedział o świecie materialnym. Zdanie to dość jest wymówić, żeby się zaraz przekonać, iż własna moja świadomość może być jedynie odpowiednim punktem wyjścia dla filozoficznego rozmyślania. Zdumiewać się trzeba, że upłynęło tyle stuleci, nim ludzie zrozumieć to zdołali. Dopiero Kartezjusz sławnym swoim cogito, ergo sum uczynił świadomość punktem wyjścia.

Zastanówmy się nad pierwszym objawem naszej świadomości. Pierwszą jej treścią nie może być oczywiście co innego tylko uczucie, które bywa różnego rodzaju: uczucie światła, dźwięku, bólu, przyjemności itp. Uczucia te przybywają do świadomości, wychodzą z niej i zmieniają się bez naszego w tym współudziału. Są one jedyną treścią naszego umysłu; treść ta przedstawia się nam jako coś stworzonego nie przez świadomość, lecz jako rzecz narzucona.

Świadomość tedy przypuszcza, że istnieje jakiś przedmiot zewnętrzny, którego obecność jest konieczną dla wywołania uczucia. Lecz to przypuszczenie egzystencji przedmiotów zewnętrznych, które na pozór odbywa się bez żadnej rozwagi i namysłu, jest właściwie wnioskiem logicznym, bez którego nigdy byśmy nie doszli do pojęcia o świecie zewnętrznym.

Oczywistą przeto jest rzeczą, na podstawie powyższej analizy, iż świata materialnego nie można uważać za zbiór jakichś bytów rzeczywistych, niezależnych od naszego umysłu, mogących istnieć wtedy nawet, gdyby umysł nie myślał i nie wyobrażał sobie niczego.

Adolf E. Fick – Die Welt als Vorstellung. Akademischer Vortrag