Mechanizm

Człowiek, ciągle rozpatrywany pod czysto ziemskimi względami, zdaje się osiągać szczyty moralnej oraz fizycznej perfekcji. Jego zdolności łączą się zachwycająco, aby wieść go do tego celu. Jego zmysły, bardziej doskonałe niż u niższych gatunków, jego pamięć tak wierna, iż przedstawia mu różne przedmioty, nie dopuszczając, by się pomieszały, jego zdolność sądzenia, pozwalająca je klasyfikować oraz porównywać, jego umysł, każdego dnia odkrywający między nimi nowe związki, wszystko to współdziała, prowadząc go ku kolejnym odkryciom oraz umacniając panowanie.

Tymczasem, pośród swych zdobyczy oraz zwycięstw, ani ujarzmiony świat, ani ustanowione organizacje społeczne, ani ogłoszone prawa, ani zaspokojone potrzeby, ani pomnożone przyjemności nie wystarczają jego duszy. Ciągle rośnie w nim jakieś pragnienie i domaga się czegoś innego. Zbadał, spenetrował, ujarzmił oraz przyozdobił swe ziemskie schronienie, ale jego spojrzenie szuka innej sfery. Stał się panem widzialnej i ograniczonej natury, a pragnie natury niewidzialnej i bez granic. Zatroszczył się o sprawy, które im bardziej są złożone oraz sztuczne, tym wyższego wydają się gatunku. Wszystko poznał, wszystko przeliczył, a czuje się zniechęcony tym, że zajmuje się jedynie interesami i kalkulacjami.

Krzyczy w nim jakiś wewnętrzny głos i mówi mu, że wszystkie te rzeczy to tylko mechanizm, mniej lub bardziej genialny, mniej lub bardziej doskonały, ale nie mogący być kresem lub ograniczeniem jego egzystencji, oraz że to, co wziął za cel, było jedynie szeregiem środków.

Benjamin Constant – O religii