Mistyfikacja słów

Ogólne kategorie kulturalne, poszczególne systematy, wreszcie język wyrażający je, są już obiektywizacją pewnej klasy, odbiciem nieuświadomionych czy też już zdeklarowanych konfliktów, szczególnym przejawem alienacji. Ten świat jest zewnętrzny: mowa ani kultura nie znajdują się wewnątrz człowieka, nie oddziaływują na jego system nerwowy; to człowiek znajduje się wewnątrz kultury i wewnątrz mowy, innymi słowy na pewnym wydzielonym obszarze pola instrumentów.

Aby móc unaocznić to, co ujawnia, dysponuje więc zarazem nazbyt bogatymi i nazbyt ubogimi elementami. Nazbyt ubogimi: słowa, sposoby rozumowania, metody istnieją w ograniczonej tylko ilości; pomiędzy nimi są dziury, przerwy i jego rodząca się myśl nie może znaleźć odpowiednich znaczeń, które by pozwoliły jej się wysłowić. Nazbyt bogatymi: każde słowo ciągnie za sobą wielość i głębokość znaczeń nadanych mu przez całą epokę; gdy tylko ideolog przemawia, musi powiedzieć więcej i nie to, co chce, epoka kradnie mu jego myśl, podmienia ją na swoją. Musi więc bez przerwy kluczyć, a w końcu i tak wyrażona przez niego myśl jest głęboko wypaczona, bo ulega mistyfikacji słów.

Jean-Paul Sartre – Marksizm i egzystencjalizm

Wódeczka

Współczesne społeczeństwo opiera się całkowicie na wyzysku ogromnych rzesz klasy robotniczej przez znikomą mniejszość ludności, należącą do klasy właścicieli ziemskich i klasy kapitalistów. Jest to społeczeństwo niewolnicze, albowiem „wolni” robotnicy, którzy przez całe życie pracują na kapitał, „mają prawo” jedynie do takich środków egzystencji, jakie niezbędne są do utrzymania przy życiu wytrwarzajacych zysk niewolników, do zabezpieczenia i uwiecznienia niewolnictwa kapitalistycznego.

Religia jest jedną z odmian ucisku duchowego, która wszędzie dławi masy ludowe, przytłoczone wieczną pracą dla innych, biedą i osamotnieniem. Bezsilność klas wyzyskiwanych w walce z wyzyskiwaczami równie nieuchronnie rodzi wiarę w lepsze życie pozagrobowe, jak bezsilność dzikusa w walce z przyrodą rodzi wiarę w bogów, diabłów, cuda itp. Tego, kto przez całe życie pracuje i cierpi nędzę, uczy religia pokory i cierpliwości w życiu ziemskim, pocieszając nadzieją nagrody w niebie.

Religia – to opium ludu. Religia – to rodzaj duchowej gorzałki, w której niewolnicy kapitału topią swe ludzkie oblicze, swoją potrzebę życia, które by choć trochę było godne człowieka.

W. I. Uljanow – Socjalizm a religia

Dramat w pięciu aktach

Nie ma niczego zdumiewającego, czy też niezwykłego, w odgrywaniu religijnego mitu. Faktycznie, można by się spodziewać od chrześcijan imitowania pogaństwa i dramatyzowania Narodzenia, Świętej Wieczerzy, Ukrzyżowania i Zmartwychwstania. Paralele są tu jasne, ale musimy jeszcze ustalić, jak dramat Wieczerzy Chrystusa, Męki, Zdrady, Rozprawy i Ukrzyżowania faktycznie się narodził. Dowód, jaki przedkładam, znajduje się tuż przed oczyma czytelnika we faktycznej narracji ewangelicznej. Znajdował się on tam od zawsze, ale uprzedzenia spowodowane wiekowymi wierzeniami zabraniały zarówno wiernym, jak i niewiernym, dostrzeżenie tego dowodu.

Jak głosi opowieść, Jezus bierze udział wraz ze swymi uczniami w wieczerzy paschalnej. Po bardzo krótkim dialogu odśpiewują oni hymn i podążają w ciemności na Górę Oliwną. Nie wspomina się o niczym, co mogło się wydarzyć lub być mówione po drodze. Scena się po prostu zmienia w scenę na Górze i tam zaczyna się nowa akcja i dialog. Lekka zmiana sceny – i znów bez żadnej aluzji co do jakiejkolwiek rozmowy po drodze – jesteśmy w ogrodzie Getsemanii. Drobny szczegół odnośnie separacji Jezusa od swych uczniów i odejście z trzema z nich, wskazuje zwięźle w oczywisty sposób aranżację dramatyczną, poprzez którą Judasz – będący do tej pory razem ze wszystkimi – ma szansę zniknięcia ze sceny.

W scenie Męki dramatyczne początki akcji powtórnie się uwydatniają. Trzykrotnie Jezus modli się, podczas gdy jego uczniowie śpią. Nikt nie jest więc w stanie zanotować jego słów – niezgodność, która nie wydarzyłaby się, gdyby opowieść była pierwotnie skomponowania tylko do czytania. Na scenie, jednakże, taka trudność w ogóle nie powstaje, gdyż taka samotna modlitwa byłaby słyszana przez publiczność jako monolog.

Potem zaś, bez najmniejszego wyjaśnienia co do tego, co porabiał w przerwie, Judasz wkracza na scenę, dokładnie jak zdarzyło by się to na scenie. Z niemożliwą ciągłością akcja toczy się poprzez noc. Byłoby to zupełnie niepotrzebnym za wyjątkiem dramatycznej fikcji, gdzie jedność czasu – arystotelesowskie ograniczenie akcji w ramach około 24 godzin – była rządzącą zasadą. Jezus jest zabrany w ciemnościach do domu wysokiego kapłana, gdzie zebrała się już razem starszyzna. Fakt, że cały proces sądzenia miał miejsce pośrodku nocy, wskazuje na jego niehistoryczny charakter. Piotr pozostaje na scenie, zapiera się swego pana i oskarżony jest o zdradę poprzez pianie koguta. O tym, co dzieje się z Bogiem-człowiekiem w przerwie, nie ma ani słowa, chociaż to właśnie w tym miejscu nie-dramatyczna narracja powinna śledzić go jak najściślej.

Sceny Ukrzyżowania i Zmartwychwstania, a nawet ostateczne jego pojawienie się w Galilei, są ułożone u Mateusza tak, jakby miały być zaprezentowane na scenie. Ewangelia kończy się nagle słowami zmartwychwstałego Pana. Tam gdzie się kończy gra, urywa się i narracja.

Mamy wtedy klasyczne pięć aktów: 1) Wieczerza, 2) Agonia i Zdrada na Górze, 3) Rozprawa w domu wyższego kapłana, 4) Rozprawa u Piłata, 5) Ukrzyżowanie. Jeśli przypuścimy, że miała to być jedna, ciągła gra, zmartwychwstanie mogło być odrębną akcją o pięciu scenach: 1) usunięcie ciała przez Józefa, 2) pogrzeb, 3) umieszczenie straży żołnierskiej, 4) nadejście kobiet i mowa anioła, 5) pojawienie się zmartwychwstałego Pana. Przemienienie posiada każdą cechę dramatycznej reprezentacji na sposób pogańskich misteriów.

William Robertson Smith – Pogańscy Mesjasze