Drogowskazy

Drogowskazy zdają się pokazywać różne drogi; sposób bycia, jaki jeden wzór doradza lub zachwala, drugi wzór gani lub wyśmiewa. Co by więc człowiek ponowoczesny nie uczynił, nigdy nie nabierze pewności, że uczynił to, co trzeba. Zawsze pozostanie osad goryczy – że się czegoś zaniedbało, że się szansy nie wykorzystało, że można było z okoliczności wykrzesać więcej. Żaden wybór nie przyniesie całkowitej satysfakcji: każdy czegoś dostarczy, ale i czegoś innego pozbawi. Jest więc człowiek ponowoczesny skazany na niepewność, dominujące poczucie zagubienia, wieczne z siebie niezadowolenie. Jeśli jego przodek, człowiek nowoczesny, pysznił się zwartością życia jakby z jednej bryły wyciosanego, człowiek ponowoczesny jest rozdarty; miota się wśród nie pasujących do siebie strzępków doznań, doświadczeń i przygód, z których na próżno stara się (jeśli nie stracił jeszcze nadziei i nie machnął ręką) zlepić sensowny obraz życia z „celem” i „kierunkiem”.

Zygmunt Bauman – Dwa szkice o moralności ponowoczesnej

Rzeczywistość

Lata mijały. Napisałem ponad trzydzieści ksiązek i sto opowiadań, ale wciąż potrafiłem określić, czym jest rzeczywistość i co naprawdę istnieje. Pewnego razu kanadyjska studentka poprosiła mnie, abym zdefinował pojęcie rzeczywistości na potrzeby jej referatu z filozofii. Chciała odpowiedź jednym zdaniem. Pomyślałem nad tym i w końcu powiedziałem:

Rzeczywistość to coś, co nie znika,
gdy przestajesz w to wierzyć.

To wszystko, co mogłem wymyślić. Było to w 1972 r. i jak dotąd nie udało mi się zdefiniować rzeczywistości w bardziej precyzyjny sposób. A problem jest realny, to nie jest tylko intelektualny żart.

Ponieważ żyjemy dziś w społeczeństwie, w którym fałszywe realia wytwarzane są przez media, rządy, wielkie korporacje, przez grupy religijne i polityczne. Dlatego pytam w moich tekstach: co jest prawdziwe? Jesteśmy nieustannie bombardowani pseudo-rzeczywistościami tworzonymi przez przebiegłych ludzi, używających wyrafinowanych narzędzi. Rozumiem ich motywy, lecz nie ufam ich mocy. A mają jej wiele. Jest to zadziwiająca moc: moc tworzenia wszechświatów – uniwersum dla umysłu. Znam się na tym, bo sam robię to samo. Moją pracą jest kreowanie światów jako podstaw dla moich kolejnych powieści. A muszę je tworzyć tak, by nie rozpadły się dwa dni później.

Gdy tylko zaczniesz pytać, co jest ostatecznie prawdziwe, od razu stykasz się z nonsensem. Zenon z Elei udowodnił, że ruch jest niemożliwy (właściwie wyobrażał sobie, że to udowodnił, brakowało mu czegoś, co technicznie nazywa się teorią granic). David Hume, największy sceptyk ze wszystkich sceptyków, raz zauważył:

Grupa sceptyków spotkała się, aby ogłosić prawdziwość sceptycyzmu jako filozofii, jednak z zebrania wszyscy uczestnicy wyszli przez drzwi, a nikt przez okno.

Tak pojmuję uwagę Hume’a, że to wszystko to tylko słowa: poważni filozofowie nie brali na serio tego, co mówili. Sądzę jednak, że kwestia określenia tego, co realne, to ważny i istotny problem. W nim mieści się inny problem: definicja autentycznego człowieka.

Ponieważ nieustanne bombardowanie pseudo-realiami szybko tworzy nieautentycznych, fałszywych ludzi – tak fałszywych, jak informacje, które otaczają nas ze wszystkich stron. Te dwa problemy są naprawdę jednym, łączą się w tym samym punkcie: fałszywe rzeczywistości tworzą fałszywych ludzi. Ci będą następnie tworzyć fałszywe rzeczywistości i sprzedawać je innym ludziom, ostatecznie przekształcając ich w obcych samym sobie. Koniec końców, fałszywi ludzie tworzą fałszywe rzeczywistości, następnie sprzedają je innym fałszywym ludziom. Taka monstrualna wersja Disneylandu.

Philip K. Dick – Jak stowrzyć świat, by nie rozpadł się po dwóch dniach

Wiara w naukę

Dziewiczy stan waloru absolutnego, niezachwianie dowiedzionej pewności wszystkiego, co należy do matematyki, minął na zawsze; nastała era zagadnień spornych i doszło do tego, że większość ludzi różniczkuje i całkuje nie dlatego, że rozumie, co czyni, lecz dlatego, że wierzy, bo wyniki były dotąd zawsze trafne. Jeszcze gorzej ma się rzecz z astronomią i mechaniką, a w dziedzinie fizyki i chemii tkwimy w hipotezach jak pośród roju pszczół. I nie może być inaczej. W fizyce mamy do czynienia z ruchem cząsteczek, w chemii – z tworzeniem się cząsteczek z atomów, a jeżeli interferencja fal świetlnych nie jest bajką, nie mamy żadnych absolutnie widoków na oglądanie kiedykolwiek tych ciekawych rzeczy własnymi oczami. Ostateczne prawdy ostatniej instancji stają się tu z biegiem czasu osobliwie rzadkie.

Lecz oto mamy przed sobą jeszcze jednego co najmniej takiego proroka, który jak zwykle wpada w patos najwyższego oburzenia moralnego, gdy inni zaprzeczają, by jakąkolwiek jednostkę stać było na objawienie ostatecznej prawdy ostatniej instancji. Zaprzeczenie takie, ba, samo już powątpiewanie, to stan słabości, niesamowity zamęt, nicość, wyjaławiający sceptycyzm gorszy od czystego nihilizmu, skłębiony chaos i tak dalej w podobnym stylu. Jak u wszystkich proroków, mamy tu do czynienia nie z krytycznym, naukowym badaniem i oceną, lecz z wybuchem potępienia moralnego.

Fryderyk Engels – Anty Dühring

Po drugiej stronie lustra

– Nie mogę w to uwierzyć! – powiedziała Alicja.
– Nie możesz? – spytała z politowaniem Królowa. – No, spróbuj jeszcze raz! Zrób głęboki wdech i zamknij oczy.
Alicja roześmiała się. – Nie ma celu próbować – odrzekła – nikt nie może uwierzyć w rzeczy niemożliwe.
– Wydaje mi się, że niewiele masz wprawy – powiedziała Królowa. – Gdy byłam w twoim wieku, wprawiałam się co dnia przez pół godziny. Ach, czasem udawało mi się uwierzyć w sześć niemożliwych rzeczy już przed śniadaniem.

Lewis Carroll – O tym, co Alicja odkryła po drugiej stronie lustra

Ironia solipsyzmu

Nie posunąłbym się do twierdzenia, że mogłaby bądź powinna istnieć kultura, której publiczna retoryka byłaby ironiczna. Nie potrafię wyobrazić sobie kultury, króra uspołeczniałaby młodzież w taki sposób, by budzić w niej ciągłe wątpliwości co do samego procesu uspołecznienia. Ironia wydaje się czymś z istoty swej prywatnym. Zgodnie z moją definicją, ironistka nie może sobie poradzić bez przeciwstawienia słownika finalnego, który odziedziczyła, słownikowi, który usiłuje sama dla siebie tworzyć. Ironiści nie potrafią się obyć bez czegoś, w co by powiątpiewali, od czego byliby wyobcowani.

Richard Rorty – Przygodność, ironia i solidarność