Obłęd

Torowanie nowych dróg myśli, łamanie uświęonych zabobonów i zwyczajów jest niemal wszędzie dziełem obłędu. Coś, co samego nowej myśli przedstawiciela nie napawało wyrzutami sumienia, lecz czcią i grozą, zniewalało go, by zostawał prorokiem i męczennikiem.

„Jak zostać obłąkanym, gdy się nim nie jest i nie śmie się obłędu udawać”? – nad tą okropną myślą zastanawiali się niemal wszyscy wybitniejsi ludzie dawniejszych cywilizacji; wytworzyła się w ten sposób tajemna nauka o środkach i wskazaniach dietetycznych oraz rozwinęło się uczucie niewinności, ba, nawet świętości takich rozmyślań i zamiarów. Przepisy jak zostać u Indian znachorem, u chrześcijan średniowiecznych świętym, u Grenlandczyków angekokiem, u Brazylijczyków pajem, są w istocie te same: niedorzeczne posty, nieustanna powściągliwość płciowa, pobyt na pustyni, wstępowanie na góry lub na słupy.

Któż odważy się zajrzeć w pustkowie najboleśniejszych i najniepotrzebniejszych mąk duchowych, w których niszczeli po wszystkie czasy snadź najpłodniejsi ludzie! Posłuchać takich westchnień tych samotnych i rozdartych dusz:

Ach, ześlijcież obłęd, bogowie!
Obłęd, bym uwierzył wreszcie w siebie!
Dajcie drgawki i szały, nagłe ciemności i olśnienia,
zatrwóżcie ziąbem i żarem, jakiego nie doznał jeszcze
żaden śmiertelny, zgiełkiem i pojawieniem się widziadeł,
sprawcie, bym wył, skomlał i pełzał jak zwierz:
lecz niech uwierzę w siebie!

Targa mną zwątpienie, zabiłem prawo,
prawo przeraża mnie gdyby trup człowieczy;
jeślim nie wart więcej od tego prawa,
to jestem najnikczemniejszym ze wszystkich ludzi.
Skądże pochodzi ten nowy duch, który jest we mnie,
jeżeli nie od was? Dowiedźcież mi, żem wasz;
jeno obłęd dowiedzie mi tego.

I niestety, żarliwość ta aż nazbyt często dopinała celu: w czasach, kiedy rzekomym dowodem na korzyść chrześcijaństwa była największa ilość pustelników i świętych, istniały w Jerozolimie wielkie domy obłąkanych dla wykolejonych świętych.

Fryderyk Nietzsche – Jutrzenka. Myśli o przesądach moralnych

Urlop

Pogrążony w czasie, do siebie jako do istoty niepodległej czasowi wiecznie tęskniący, człowiek czuje się zagrożony przemijaniem i niewiadomą nicością jutra. Nie uświadamiając sobie tego, chce uciec od siebie, o sobie samym zapomnieć. By nie czuć się osamotniony i obcy w świecie, stwarza sobie fikcję obowiązku wobec czegoś, czego właściwie nie ma, co jest nieważne, ale co sam sobie wytworzył i czemu – nie przyznając się do tego – nadaje pozór doniosłości i istnienia. Odłogiem pozostawia samego siebie, by służyć czemuś innemu. Zamiast być przez pozostanie przy sobie, przez uchwycenie siebie w każdym bólu i w każdej radości, i w każdym wysiłku i zwycięstwie, zatraca się bezpowrotnie. Nie wie, jak wiele traci. Myśli, że buduje świat dookoła siebie i siebie w tym świecie, a tymczasem tłumi tylko własny lęk przed grożącą mu pustką.

Jest głęboko nieszczęśliwy, gdy czuje się w jakiejś sytuacji sprowadzony do poziomu zwierzęcia lub gdy widzi, że wszystkie jego siły i cały wysiłek nie pozwalają mu przekroczyć naprawdę granic wyznaczonych przez Przyrodę. Poczyna tedy żyć ponad stan swych sił i swoją naturę przyrodzoną: tworzy sobie nowy świat, nową rzeczywistość dokoła siebie i w sobie samym. Zmienia Przyrodę ujarzmiając ją (rolnictwo, technika) i nadaje jej zarazem pewien sens, którego ona sama w sobie nie posiada. Tworzy dzieła sztuki – literatury, muzyki itd. – stwarza naukę, filozofię, religię a także historię samego siebie i ludzkości.

Całe bogactwo różnych wartości rozpościera się wówczas przed jego oczyma i zobowiązuje go do różnych czynów wobec jego bliźnich, wobec przyjaciół i wrogów. Życie jego zaczyna mieć jakieś zadanie i cel i nabywa pewnego sensu i znaczenia, którego nie miało w samej pierwotnej Naturze. Życie to staje się odpowiedzialne. Człowiek zdobywa zasługi i obciąża się winami. Żyje w świecie odmiennym od Natury i prawie całkiem zapomina, że u podłoża całej tej nowej rzeczywistości kryje się Natura obojętna na wszelką wartość i nieczuła na szczęście i niedolę człowieka.

Człowiek tak żyjąc może być szczęśliwy i dobry i może uzyskać styczność z czymś, co mu się wydaje czymś większym i doskonalszym niż on sam i niż cała ludzkość i co przewyższa wszelkie idee i najszlachetniejsze ideały człowieka, a także wszelkie doskonałości bytu skończonego w ogóle, to jest z Bogiem. Jest przeto gotów poświęcić swe życie i nawet samo swe istnienie dla realizowania ideałów w poczuciu pełnej odpowiedzialności wobec Boga.

Zapomina, że jego byt i jego życie zależy od tego, co się dzieje w Przyrodzie, i myśli, że może przewyższyć i zwyciężyć samą Naturę. I jedynie od czasu do czasu przypomina sobie swą własną naturę zwierzęcia, w której nie może rozpoznać samego siebie.

Roman Ingarden – Książeczka o człowieku

Dwa wyjścia

Duch mój jest jakby czczą ramą, obejmującą zatarte obrazy; wydaje mi się on skrzynką do zjawisk, podmiotem bez określonej indywidualności. Fantasmagoria duszy kołysze mnie, niby joga pustelnika indyjskiego; wszystko staje się dla mnie dymem, parą, iluzją, nawet własne me życie.

Wszelka cywilizacja jest jakby snem, trwającym tysiąc lat, w którym niebo i ziemia, natura i historia ukazują się w świetle fantastycznym i przedstawiają dramat, wytworzony przez halucynacje duszy.

Sceptycyzm jest może najrozumniejszym stanowiskiem, ale, wyzwalając nas od błędu, zabija on życie. Dojrzałość umysłu polega, być może, na tym, ażeby dobrowolnie brać udział w przymusowej grze życia, zachowując pozory kogoś, co grę tę traktuje poważnie. Taka dobrowolna rezygnacja, uzupełniona przez lekki uśmiech ironii, zachowuje nam przynajmniej pozory swobody. Kto wpadł już w potrzask życia, powinien los swój znosić pogodnie; opór nie prowadzi do niczego, co najwyżej – do szaleństwa. Rezygnacja pełna pokory – czyli stanowisko religii – lub też pogodne rozczarowanie z pewną domieszką ironii – oto jedyne dwa wyjścia.

Henri Frédéric Amiel – Dziennik osobisty