Ironia solipsyzmu

Nie posunąłbym się do twierdzenia, że mogłaby bądź powinna istnieć kultura, której publiczna retoryka byłaby ironiczna. Nie potrafię wyobrazić sobie kultury, króra uspołeczniałaby młodzież w taki sposób, by budzić w niej ciągłe wątpliwości co do samego procesu uspołecznienia. Ironia wydaje się czymś z istoty swej prywatnym. Zgodnie z moją definicją, ironistka nie może sobie poradzić bez przeciwstawienia słownika finalnego, który odziedziczyła, słownikowi, który usiłuje sama dla siebie tworzyć. Ironiści nie potrafią się obyć bez czegoś, w co by powiątpiewali, od czego byliby wyobcowani.

Richard Rorty – Przygodność, ironia i solidarność

Śūnyatā

Przede wszystkim buddyzm uznaje wszystkie przedmioty i zjawiska za puste czy inaczej – pozbawione duszy. Koncepcja ta doskonale odnosi się do materii w rozumieniu współczesnej nauki. Wszystkie obiekty materialne zbudowane są z mnóstwa subatomowych cząsteczek, które znajdują się w stanie nieustannych przemian. Mimo iż fizyka określa pewne naturane właściwości tych cząsteczek (masę czy ładunek), są one tak podstawowe i niedostępne naszej bezpośredniej percepcji, że najbardziej logiczne wydaje się postrzegać materię jako rzecz pozbawioną duszy. To sprawiło, że wielu ludzi rozwinęło głębokie poczucie kosmicznego wyobcowania i bezsensu. Tak też fizyk Steven Weinberg ubolewał, że:

Im bardziej wszechświat wydaje się zrozumiały,
tym bardziej wydaje się bezużyteczny.

Richard L. Thompson – Umysł w buddyzmie.
Maja. Świat jako rzeczywistość wirtualna

Imbecyle

Zdaje mi się, że należę do innego gatunku. A oni wychodzą z biur po dniu pracy, spoglądają na domy i skwery zadowolonym okiem, myślą, że to jest ich miasto, „piękna mieszczańska miejscowość”. Nie boją się, czują się u siebie. Nie widzieli nigdy innej wody poza oswojoną, płynącą z kranów, innego światła, poza tym tryskającym z żarówek, kiedy przycisnąć kontakt, znają tylko drzewa – mieszańce, bękarty podtrzymywane palikami. Sto razy dziennie mają dowody, że wszystko odbywa się mechanicznie, że świat jest posłuszny stałym i niezmiennym prawom. Ciała upuszczone w próżni spadają wszystkie z tą samą szybkością, park jest zamykany codziennie o godzinie szesnastej w zimie i o osiemnastej w lecie, ołów topi się w temperaturze 335 stopni, ostatni tramwaj odjeżdża sprzed ratusza o dwudziestej trzeciej pięć. Są spokojni, nieco ponurzy, myślą o jutrze, to znaczy po prostu o nowym dzisiaj; miasta mają tylko jeden dzień, powracają bez zmiany co ranka. Ustraja się go nieco w niedzielę. Imbecyle. Odraża mnie to, gdy pomyślę, że znów zobaczę ich szerokie i spokojne twarze. Ustanawiają prawa, piszą ludowe powieści, żenią się i popełniają krańcowe głupstwo robienia dzieci.

Jean-Paul Sartre – Mdłości

Szczerość myśli

Co zyskałem na tym, że w myślach chciałem pozostać szczery? I czym jest właściwie szczerość myśli? Nie jest to także tylko zwykła próżność, pycha, złudzenie…? Który człowiek – zwierzę w swej istocie – troszczy się takie bezkrwawe abstrakcje, leżąc sytym na ciepłym posłaniu z ukochaną osobą u swego boku, gdy ta koi jego troski, przekształcając istnienie z pierwotnej pustki w wieczny triumf braterstwa i miłości?

Na co zostaliśmy w ogóle stworzeni, jeżeli agonia samotności może stać się naszym losem? Jakże marny był mój młodzieńczy agnostycyzm, choć wszelkie próby, by obalić jego sceptycyzm, okazały się beznadziejne. Nie mogłem już powiedzieć – próbowałem naokrągło: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. To byłaby słabość, jedynie chęć powrotu do ciepłego, opiekuńczego łona.

Skosztowałem owocu z drzewa poznania i gdy teraz tak namiętnie chcę zatopić się z powrotem w jakiejś formie zwierzęcej wiary, nie mogę zrobić nic. Myśli nie pozwalają na nic: wyostrzają i wzmacniają jedynie poczucie bezsilności, beznadziei i wyobcowania. Rzeczy – nawet skały i morza – ja, jesteśmy tą samą ślepą, nieczułą katergorą niebytu, śmierci wiecznej, tym bardziej bolesną przez swą ulotną lekkość.

Jeśli jednak istnienie jest tylko złudzeniem, to może żadna inna rzeczywistość nie jest prawdziwsza, niż być się wydaje: jej wartość tkwi w tym właśnie złudzeniu. Bo gdzie indziej mogłaby być? W świecie zewnętrznym, którego świadomość jest z konieczności częścią naszych ograniczneń?

Nie było jasnej odpowiedzi. Złapałem się w nieprzerwaną, solipsystyczną sieć. Nie mogę się z niej wydostać, dopóki gorzka wiedza o tym, iż jestem świadom – ten ciężar świadomości – nie daje się usunąć.

Harold E. Stearns – Ulica, którą znam

Złudzenia

Wszystko jest piękne, nawet na pewno, jeśli się ma te dwadzieścia parę lat. Wtedy są złudzenia i miłość – i wszystko jest do zdobycia, bo właśnie te głupie dwadzieścia lat. A potem przychodzi życie twarde, bezlitosne, obedrze człowieka do naga z tych złudzeń – i wtedy już nic nie zostaje z tych dwudziestu lat i z tej wiosny, i z tej miłości… Z początku człowiek cierpi, szuka jeszcze swoich złudzeń, potem przestaje cierpieć, tyje, sam sobie pluje w mordę, śmieje się z tego, co było w nim kiedyś najlepsze. Śmieje się, śpiewa głupie piosenki i boi się przyznać, że sam miał kiedyś dwadzieścia lat i wiosnę. A potem już nie ma żadnych marzeń, to już niepotrzebne, tylko tak – z dnia na dzień.

Marek Hłasko – Sowa, córka piekarza