Dogmat

Arcesilaus_and_CarneadesNajbardziej zdumiewa mnie, gdy widzę, iż cały świat nie jest zdumiony swoją słabością. Wszystko odbywa się poważnie: każdy idzie za swoją koleją, nie dlatego iż w istocie dobrze jest iść za nią, skoro taki obyczaj, ale jak gdyby każdy wiedział pewnie, gdzie jest rozum i sprawiedliwość. Doznajemy zawodu co chwila; i, przez zabawną pokorę, myślimy że to nasza wina, a nie wina sztuki życia.

Spędziłem długą część życia, mniemając, że istnieje sprawiedliwość i w tym się nie myliłem; istnieje bowiem, o ile Bogu podobało się nam ją odsłonić. Ale ja nie brałem tego tak, i w tym się myliłem: wierzyłem bowiem, że nasza sprawiedliwość jest istotnie sprawiedliwa, i że mam w sobie zdolność poznania jej i sądzenia o niej. Ale złapałem się tyle razy na błędnych sądach, iż wreszcie popadłem w nieufność do siebie, a potem do drugich. Widziałem, iż wszystkie kraje i wszyscy ludzie zmieniają się; i tak, po wielu zmianach sądu dotyczącego prawdziwej sprawiedliwości, poznałem, iż nasza natura jest jeno ustawiczną zmianą, i nie zmieniłem się już od tego czasu; a gdybym się zmienił, potwierdziłbym swoje zapatrywanie.

Sceptyk, który na powrót stał się dogmatykiem.

Blaise Pascal – Myśli

Dubito ergo sum

W sobie samych znaleźć możemy obraz Boży, czyli obraz Trójcy najświętszej. Bo i my naprzód jesteśmy; i wiemy o tym, że jesteśmy; i mi­łujemy i to nasze istnienie i tę naszą świadomość. W tych zaś trzech rzeczach wzmiankowanych, nie dręczy nas żaden fałsz.

O tym, że jestem, że wiem o tym i lubię to, jestem najpewniejszy, bez żadnego złudnego wyobrażania sobie obrazów czy widziadeł. Co do tych prawd nie ma żadnej obawy wobec takich zarzutów Akademików, gdy pytają: a cóż będzie, jeśli się mylisz? Jeśli się mylę – to dowód, że jestem. Ten co nie istnieje, nie może się mylić, skoro się mylę, to właśnie dlatego istnieję. Jeśli tedy jestem, skoro się mylę, to jakże mogę się mylić w tym, że jestem, skoro pewnym jest, że istnieję, gdy się mylę. Ponieważ więc byłbym, gdybym się mylił, to choćbym się i mylił, to niewątpliwie nie mylę się w tym, iż wiem, że jestem. Stąd wynika, że i co do tej mojej świadomości, iż jestem, nie mylę się.

Św. Augustyn – Obraz Trójcy świętej w naturze człowieka. Państwo Boże XI, XXVI.

Rozmowa z wieśniakiem

Dla większości ludzi Bóg jest wytwórcą nieśmiertelności. Kiedyś rozmawiając z pewnym wieśniakiem zaproponowałem mu hipotezę, wedle której istniałby Bóg władający niebem i ziemią, Kosmiczna Świadomość, lecz dusza każdego człowieka nie musiałaby wcale być z tej racji nieśmiertelna, w sensie tradycyjnym i konkretnym. On zaś odpowiedział mi:

A po co taki Bóg?

Miguel de Unamuno – O poczuciu tragiczności życia wśród ludzi i wśród narodów

Wąż

Ludzie zajmują na Ziemi bardzo mało miejsca. Gdyby siedem miliardów mieszkańców Ziemi stanęło razem – jeden przy drugim, jak na wiecu – to zmieściliby się z łatwością na publicznym placu o dwudziestu milach długości i dwudziestu milach szerokości. Można by więc całą ludzkość stłoczyć na maleńkiej wysepce Oceanu Spokojnego.

Oczywiście dorośli wam nie uwierzą. Oni wyobrażają sobie, że zajmują dużo miejsca. Wydaje się im, że są tak wielcy jak baobaby. Więc poradźcie im, aby zrobili obliczenia. Kochają się w cyfrach: to im się spodoba. Lecz my nie traćmy czasu na ćwiczenia, które zadaje się za karę.

Po przybyciu na Ziemię Mały Książę był bardzo zdziwiony, nie widząc żywej duszy. Przestraszył się, myśląc, że zabłądził, gdy wtem żółtawy pierścień poruszył się na piasku.
– Dobry wieczór – rzekł Mały Książę na wszelki wypadek.
– Dobry wieczór – powiedział wąż.
– Na jaką planetę spadłem? – spytał Mały Książę.
– Na Ziemię, do Afryki.
– Ach… więc Ziemia nie jest zaludniona?
– Jesteśmy na pustyni. Na pustyni nikogo nie ma. Ziemia jest wielka – odrzekł wąż.
Mały Książę usiadł na kamieniu i wzniósł oczy ku niebu.
– Zadaję sobie pytanie – powiedział – czy gwiazdy świecą po to, aby każdy mógł znaleźć swoją?… Popatrz na moją planetę. Jest dokładnie nad nami. Ale jak bardzo daleko! Gdzie są ludzie? Czuję się trochę osamotniony w pustyni…
– Wśród ludzi jest się także samotnym – rzekł wąż.

Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę

serpent

Chrześcijańskie tabu

Usiłownanie syna, by zająć miejsce boga ojca, stawało się coraz bardziej wyraźne. Wraz z wprowadzeniem uprawy roli wzrosło znaczenie syna w rodzinie patriarchalnej. Ośmielił się on dać nowy wyraz swemu kazirodczemu libido, które znalazło symboliczne zadowolenie w uprawie ziemi. Pojawiły się takie postaci bogów, jak Attis, Adonis, Tammuz i inni, które cieszyły się łaskami bogów macierzystych i dopuszczały się kazirodztwa z matką na złość ojcu.

Ale poczucie winy, które nie zostało zmniejszone przez te stworzenia, wyrażało się w mitach, które karały młodych kochanków bogiń krótkim życiem i karą kastracji lub ściągały na nie gniew boga ojca pojawiającego się w zwierzęcym kształcie. Adonis został zabity przez dzika, święte zwierze Afrodyty; Attis, kochanek Kybele, zmarł skutkiem kastracji. Lament po tych bogach i radość z ich zmartwychwstania weszły w skład rytuału innego boskiego syna, któremu przeznaczone było odnieść trwały sukces.

Kiedy religia Chrystusa zaczęła wkraczać do świata starożytnego, napotkała rywalizację religii Mitry i przez długi okres czasu pozostawało wątpliwe, które bóstwo zostanie zwycięzcą. Świetlista postać młodzieńczego boga perskiego wymknęła się naszemu zrozumieniu. Wyobrażał on syna, który sam składał ofiarę z ojca, w ten sposób uwalniając braci od ponurego współuczestnictwa w tym czynie. Istniał inny sposób zmniejszenia tego poczucia winy, taki mianowicie, jaki wybrał Chrystus. Poświęcił on swe życie i przez to zbawił braci od grzechu pierworodnego.

Teoria grzechu pierworodnego jest pochodzenia orfickiego; została zachowana w misteriach, a stąd przeniknęła do filozoficznych szkół starożytnej Grecji. Ludzie byli potomkami Tytanów, którzy zabili i rozczłonkowali młodego Zeusa-Zagreusa; ciężar zbrodni ich przytłaczał. W micie chrześcijańskim pierwotny grzech człowieka jest niewątpliwie obrazą boga ojca i jeśli Chrystus zbawia ludzkość do ciężaru grzechu pierworodnego, składając swoje własne życie w ofierze, zmusza nas to do wyciągnięcia stąd wniosku, że grzechem tym było morderstwo. A jeśli ofiara czyjegoś życia doprowadza do pogodzenia się z bogiem ojcem, wówczas zbrodnią, którą należy odkupić, może być tylko morderstwo ojca.

Tak więc w doktrynie chrześcijańskiej ludzkość w sposób najbardziej otwarty przyznaje się do winy popełnionej w czasach pierwotnych, ponieważ znalazła ona najpełniejsze odkupienie za ten czyn w ofiarnej śmierci syna. W tym samym czynie, który ofiaruje największą możliwość zadośćuczynienia ojcu, syn także osiąga cel swych pragnień skierowanych przeciwko ojcu. Sam staje się bogiem obok ojca lub raczej zamiast niego. Jako znak tej zmiany ożywiona zostaje ponownie stara uczta totemiczna w formie komunii, w której grupa braci spożywa teraz ciało i krew syna, nie zaś ojca, przez co synowie identyfikują się z nim i sami uzyskują świętość.

Sigmund Freud – Totem i Tabu

The Last Supper