Śūnyatā

Przede wszystkim buddyzm uznaje wszystkie przedmioty i zjawiska za puste czy inaczej – pozbawione duszy. Koncepcja ta doskonale odnosi się do materii w rozumieniu współczesnej nauki. Wszystkie obiekty materialne zbudowane są z mnóstwa subatomowych cząsteczek, które znajdują się w stanie nieustannych przemian. Mimo iż fizyka określa pewne naturane właściwości tych cząsteczek (masę czy ładunek), są one tak podstawowe i niedostępne naszej bezpośredniej percepcji, że najbardziej logiczne wydaje się postrzegać materię jako rzecz pozbawioną duszy. To sprawiło, że wielu ludzi rozwinęło głębokie poczucie kosmicznego wyobcowania i bezsensu. Tak też fizyk Steven Weinberg ubolewał, że:

Im bardziej wszechświat wydaje się zrozumiały, tym bardziej wydaje się bezużyteczny.

Richard L. Thompson – Umysł w buddyzmie.
Maja. Świat jako rzeczywistość wirtualna

Szczerość myśli

Co zyskałem na tym, że w swoich myślach chciałem pozostać szczery? I jak właściwie rozumieć szczerość myśli? Czy nie jest to także tylko próżność, pycha i złudzenie? Który człowiek – zwierzę w swej istocie – troszczy się takie bezkrwawe abstrakcje, leżąc syty na ciepłym posłaniu z ukochaną osobą u swego boku, gdy ta koi jego troski, przekształcając istnienie z pierwotnej pustki w wieczny triumf braterstwa i miłości? Na co zostaliśmy w ogóle stworzeni, jeżeli agonia samotności może stać się naszym losem? Jakże marny był mój młodzieńczy agnostycyzm, choć wszelkie próby, by obalić jego sceptycyzm, okazały się beznadziejne. Nie mogłem już powiedzieć – próbowałem naokrągło: „Ojcze nasz, któryś jest w niebie”. To byłaby słabość, chęć powrotu do ciepłego, opiekuńczego łona.

Skosztowałem owocu z drzewa poznania i gdy teraz tak namiętnie chciałem zatopić się z powrotem w jakiejś formie zwierzęcej wiary, nie mogłem zrobić nic. Myśli nie pozwalały na nic: wyostrzały i wzmacniały jedynie poczucie bezsilności, beznadziei i wyobcowania. Rzeczy, nawet skały, morza, i ja byliśmy tą samą ślepą, nieczułą katergorą niebytu, śmierci wiecznej, tym bardziej bolesną dla nas przez swą ulotną lekkość.

Jeśli jednak istnienie jest tylko złudzeniem, to może żadna inna rzeczywistość nie jest prawdziwsza, niż wydaje się być, a jej wartość tkwi w tym właśnie złudzeniu. Bo gdzie indziej mogłaby być? W świecie zewnętrznym, którego świadomość jest, z konieczności, częścią naszych ograniczneń? Nie było jasnej odpowiedzi. Złapałem się w odwieczną, solipsystyczną sieć. Nie mogę się z niej wydostać tak długo, jak gorzka wiedza o tym, iż jestem świadom – ten ciężar świadomości – nie daje się usunąć.

Harold E. Stearns – Ulica, którą znam

Złudzenia

Wszystko jest piękne, nawet na pewno, jeśli się ma te dwadzieścia parę lat. Wtedy są złudzenia i miłość – i wszystko jest do zdobycia, bo właśnie te głupie dwadzieścia lat. A potem przychodzi życie twarde, bezlitosne, obedrze człowieka do naga z tych złudzeń – i wtedy już nic nie zostaje z tych dwudziestu lat i z tej wiosny, i z tej miłości… Z początku człowiek cierpi, szuka jeszcze swoich złudzeń, potem przestaje cierpieć, tyje, sam sobie pluje w mordę, śmieje się z tego, co było w nim kiedyś najlepsze. Śmieje się, śpiewa głupie piosenki i boi się przyznać, że sam miał kiedyś dwadzieścia lat i wiosnę. A potem już nie ma żadnych marzeń, to już niepotrzebne, tylko tak – z dnia na dzień.

Marek Hłasko – Sowa, córka piekarza