Najlepszy z możliwych światów

Twierdzenie, że wierzenia nie mają w sobie ani ziarenka prawdy, a zarazem, że ważną czy nawet naczelną rolą społeczną religii jest zaspokajanie potrzeb poznawczych, jest logicznie bez zarzutu. Nigdy nie brak argumentów dla uzasadnienia doktryny, w którą z jakichkolwiek powodów chce się wierzyć.  

Oczywiście wiara nie byłaby potrzebną, gdyby bieg spraw świata stosował się wprost i niezawodnie do norm sprawiedliwości, oznaczałoby to bowiem, że żyjemy w Raju. Adam i Ewa nie wierzyli w istnienie Boga w tym sensie, w jakim mieli wierzyć ich potomkowie, jako że żyli oni w rzeczywistej teokracji, pod bezpośrednimi i widzialnymi rządami Boga.

Nie ma czegoś takiego jak racjonalny kult. Jeśli mówimy o Boskich przymiotach i dziełach jako o obiektach dających się pojęciowo oddzielić, to tylko dlatego, że w ten sposób nasz skończony umysł próbuje uchwycić Nieskończoność, której zrozumieć nie potrafi.

Żadnej ze stron nie przekonały i prawdopodobnie nigdy nie przekonają argumenty strony przeciwnej, co jest zresztą wspólnym losem wszystkich fundamentalnych zagadnień filozofii w ostatnich dwudziestu pięciu stuleciach.

Leszek Kołakowski – Jeśli Boga nie ma

Napływ metojków do miast

Wydawało się, że wszystkie możliwe rozwiązania zostały zaproponowane i że innych wymyślić się nie da: zasada jest jedna, jest tych zasad wiele, nieskończenie wiele albo wręcz zasady nie istnieją; wszystko jest w ruchu, wszystko jest nieruchome; wszystko zależy od rozumnego zarządzenia umysłu, wszystko wywodzi się z mechanicznego ruchu; i w ten sposób można było dalej wyliczać antytezy.

Przypomnijmy przede wszystkim powolny, ale nieuchronny kryzys arystokracji, któremu towarzyszył coraz większy wzrost władzy demosu, ludu; ciągle nasilający się napływ metojków do miast, zwłaszcza do Aten; rozszerzenie się handlu, który przekraczając ciasne granice poszczególnych miast, każde z tych miast wiązał z szerszym światem; rozchodzenie się wiadomości i doświadczeń zdobytych przez podróżników, co prowadziło do nieuchronnej konfrontacji zwyczajów, obyczajów i praw ze zwyczajami, obyczajami i prawami zupełnie odmiennymi. Musiało to stać się przesłanką dla relatywizmu, wywołując przekonanie, iż to, co było uważane za wiecznie ważne, nie było bynajmniej uważanie za wartościowe w innych środowiskach i innych okolicznościach.

Sofiści umieli w doskonały sposób podjąć te wymagania ciężkich czasów, w których żyli, potrafili je uwyraźnić, nadać im kształt i sprawić, że przemówiły. To tłumaczy, dlaczego mieli tak wielkie powodzenie przede wszystkim u młodych. Sofiści odpowiadali na rzeczywiste zapotrzebowanie chwili. Młodym, którym nie odpowiadały już ani tradycyjne wartości, które im proponowała stara generacja, ani sposób, w jaki to robiła, mówili słowa nowe, na które oni czekali.

Giovanni Reale – Historia filozofii starożytnej

Neti! neti!

Począwszy od epoki upaniszad Indie odrzucają świat taki, jaki jest i obniżają wartość życia, które ukazuje się oczom mędrca jako krótkotrwałe, bolesne i złudne. Koncepcja taka nie prowadzi ani do nihilizmu, ani do pesymizmu. Odrzuca się ten świat i obniża wartość tego życia, ponieważ wiadomo, że istnieje coś innego poza stawaniem się, przemijaniem i cierpieniem. „Neti! neti!” — woła mędrzec w upaniszadach: „Nie, nie! Nie jesteś tym, nie jesteś również tamtym!”. Innymi słowy nie należysz do kosmosu upadłego, takiego, jakim go widzisz teraz, nie musisz być koniecznie wciągnięty w to „stworzenie”.

Przyczyną cierpienia ludzkiego jest złudzenie. Istotnie, człowiek wierzy, iż życie psychomentalne — czynności jego zmysłów, uczucia, myśli i pragnienia — jest identyczne z duchem, z jego jaźnią. Miesza w ten sposób dwie rzeczywistości całkowicie autonomiczne i przeciwstawne, między którymi nie ma żadnego prawdziwego związku, lecz tylko relacje iluzoryczne, ponieważ doświadczenie psychomentalne nie należy do ducha, lecz do natury. Nędzy życia ludzkiego nie spowodował jakiś grzech pierworodny ani kara boska, lecz niewiedza. I to nie jakakolwiek niewiedza, lecz tylko nieświadomość prawdziwej natury ducha, niewiedza, która sprawia, że mylimy ducha z doświadczeniem psychomentalnym.

„Wyzwolić się” z cierpienia to cel wszystkich filozoficznych i mistycznych systemów indyjskich. Czy się to wyzwolenie osiąga bezpośrednio przez „poznanie” w wyniku studiów na przykład wedanty albo sankhji, czy też z pomocą technik — jak większość szkół buddyjskich, które wraz z jogą w nie wierzą — faktem jest, że żadna wiedza nie ma wartości, jeśli nie zmierza do „zbawienia” człowieka. „Przez poznanie”, to znaczy przez odsunięcie się, dzięki czemu odnajdzie on swoje własne centrum, zespoli się ze swym „prawdziwym duchem” (purusa, atman). Poznanie zmienia się w ten sposób w medytację, a metafizyka staje się soteriologią.

Żadna filozofia ani żadna gnoza indyjska nie grzęźnie w rozpaczy. Przeciwnie — objawienie „bólu” jako prawa egzystencji można uważać za warunek sine qua non wyzwolenia. Ów ból powszechny ma więc w istocie wartość pozytywną, pobudzającą. Przypomina bez przerwy mędrcowi i ascecie, że pozostaje im jedyny środek osiągnięcia wolności i świętości — odsunięcie się od świata, oderwanie od dóbr i ambicji, całkowite odosobnienie.

Mircea Eliade – Joga. Nieśmiertelność i wolność

Przedmioty sprzeczne

W marzeniach sennych wszyscy przeżywamy przedmioty sprzeczne. Jesteśmy nieraz we śnie w jakimś pokoju, a właściwie nie w pokoju, tylko na ulicy, mówimy do człowieka, który się okazuje rośliną lub gmachem, nie przestając być człowiekiem. W dalszym ciągu prócz nonsensów logicznych przeżywamy bez zdziwienia nonsensy przyrodnicze, fantastycznie posklejane postacie i zdarzenia, robimy cuda i doznajemy ich z niezwykłą łatwością, a przede wszystkim bez śladu zdziwienia, powątpiewania, niepokoju, bez potrzeby kontroli ze strony innych zmysłów i drugich istot myślących.

W domu bierzemy do ręki Owidiusza i przeżywamy wraz z nim zbitki z drzew i ludzi, przemiany osób w kamienie i zwierzęta, wstępowanie bóstw w ciała ludzkie i zwierzęce i wtedy nie rażą nas wcale — owszem: bawią i zajmują syreny, chimery, smoki, anioły, diabły, metamorfozy, inkarnacje i wniebowstąpienia.

W wierzeniach religijnych mamy również niewyczerpaną kopalnię zbitek o cechach wyłączających się tak jaskrawo: mamy męki niewinne w imię sprawiedliwości, a nawet miłości, mamy odpowiedzialność bez winy, a obok niemożliwości logicznych i paradoksów moralnych nieskończony szereg niemożliwości przyrodniczych w formie cudów i legend. Cały ten świat, tak żywy w okresie dzieciństwa i naturalny w umyśle ludzi pierwotnych, zgodny z całością dziecięcego, bajkowego poglądu na rzeczy — utrzymuje się w bardzo wielu umysłach dojrzałych.

Władysław Witwicki – Z filozofii nauki

Cud † Tajemnica † Autorytet

Rozstrzygnij sam, kto miał słuszność: Ty czy tamten, który Cię pytał? Przypomnij sobie pierwsze pytanie; chociaż nie dosłownie, ale sens jego głosi: «Chcesz iść między ludzi i idziesz z pustymi rękami, z jakąś obietnicą wolności, której oni w swojej prostocie i przyrodzonej skłonności do nieładu nie mogą pojąć, której boją się i lękają albowiem nie ma i nie było nic bardziej nieznośnego dla człowieka i dla ludzkiej społeczności niż wolność! Czy widzisz te głazy w nagiej, rozpalonej pustyni? Przemień je w chleby, a pójdzie za Tobą cała ludzkość, jak trzoda, wdzięczna Ci i posłuszna, chociaż wiecznie drżąca, że możesz odjąć rękę Swoją i przepadną im chleby Twoje.»

Ale nie chciałeś pozbawić człowieka wolności, cóż to bowiem za wolność, pomyślałeś, jeśli posłuszeństwo kupione jest chlebem? Odparłeś, że nie samym chlebem żyje człowiek, ale czy wiesz, że w imię tego chleba powstanie przeciw Tobie duch ziemi i będzie z Tobą walczył, i pokona Cię. Czy wiesz, że wieki miną i ludzkość oznajmi przez usta swojej mądrości i nauki, że nie ma zbrodni, a więc i nie ma grzechów, że są tylko głodni? Skończy się na tym, że przyniosą nam swoją wolność do naszych nóg i powiedzą:

Weźcie nas raczej w niewolę, ale dajcie nam jeść.

Zrozumieją wreszcie sami, że wolność i chleb ziemski pod dostatkiem dla każdego — nie dadzą się pogodzić, albowiem nigdy, nigdy nie potrafią rozdzielić go między siebie! Przekonają się również, że nie mogą być nigdy wolni, ponieważ są słabi, występni, nędzni i zbuntowani. Przyrzekłeś im chleb niebieski, lecz znowu powtarzam: czy może się on równać w oczach słabego, wiecznie występnego i wiecznie niewdzięcznego rodzaju ludzkiego z chlebem ziemskim?

Co zawiniła słaba dusza, że nie była w stanie przyjąć tak straszliwych darów? Czy przyszedłeś tylko do wybranych i gwoli nich? Ale jeżeli tak jest, to jest w tym tajemnica, której nie zrozumiemy. A jeżeli to tajemnica, wówczas i my mamy prawo głosić tajemnicę i pouczać ich, że nie wolny wybór serc ich jest istotny i nie miłość, lecz tajemnica, której powinni podporządkować się ślepo, nawet na przekór sumieniu. I tośmy zrobili. Poprawiliśmy Twoje bohaterstwo i oparli je na cudzie, tajemnicy i autorytecie. I ludzie ucieszyli się, że poprowadzono ich znowu jak trzodę i że z ich serc zdjęto wreszcie tak straszliwy dar, który im tyle męki przysporzył.

Najbardziej to męczący i nieustanny frasunek człowieka: mając wolność szukać czym prędzej tego, przed kim można się pokłonić. Lecz pokłonić się chce człowiek przed tym, co już jest niewątpliwe, tak niewątpliwe, aby wszyscy ludzie od razu zgodzili się na wspólny pokłon.

Fiodor Dostojewski – Bracia Karamazow