Agezilaus i Epaminondas

Jedni wmawiają światu, iż wierzą w to, w co nie wierzą; drudzy, w większej liczbie, wmawiają to w samych siebie, nie umiejąc nawet pojąć, co znaczy wierzyć. Najlepszy z nas nie lęka się go obrazić, tak jak lęka się obrazić swego sąsiada, krewnego, zwierzchnika. A wszelako — wyrzekamy go się nieraz przez prostą wzgardę: jakaż bowiem chęć popycha nas do bluźnierstwa, jeśli nie sama chyba rozkosz obrażenia Boga?

Filozof Antystenes, kiedy go wtajemniczono w misteria i kapłan powiadał mu, iż ci, którzy poświęcają się tej służbie, mogą się spodziewać po śmierci wiekuistych i doskonałych dóbr, rzekł:

Czemuż, skoro w to wierzysz,
sam co rychlej nie umierasz?

Diogenes bardziej szorstko (wedle swego obyczaju) odparł kapłanowi, który go tak samo napominał, aby przystąpił do jego zakonu, zyskując tym korzyści na tamtym świecie:

Żądasz, abym uwierzył, iż Agezilaus i Epaminondas, tak tędzy ludzie, cierpią tam niedolę, ty zasię, któryś jest jeno prostym ciołkiem, na nic nikomu nieprzydatnym, będziesz zbawiony, ponieważ jesteś klechą?

Bierzemy naszą religię jedynie na swój sposób i swymi rękami i nie inaczej, jak przyjmuje się inne religie. Urodziliśmy się w kraju, gdzie była w użyciu; albo też baczymy jej dawność albo powagę tych, co ją ustanowili; albo lękamy się gróźb, jakimi ściga niedowiarków, albo idziemy za jej obietnicami. Te względy mogą być pomocą dla naszej wiary, ale jeno jako uboczne. Są to więzy ludzkie; inna religia, inne świadectwa, poparte podobną obietnicą i groźbą, mogłyby nam tą samą drogą snadno zaszczepić odmienne wierzenia.

Powiada Plato, iż mało jest ludzi tak zatwardziałych w bezbożności, aby gwałtowne niebezpieczeństwo nie przywiodło ich do uznania potęgi bożej. Twierdzenie to nie może wszelako zgoła tyczyć prawdziwego chrześcijanina. Cóż to może być za wiara, którą wszczepiają w nas i gruntują tchórzostwo i słabość? Ucieszna wiara, która w to, w co wierzy, wierzy jeno dlatego, iż nie ma odwagi niewierzenia!

Michel de Montaigne – Próby, tłum. Boy

Egoizm

Każda książka jest zawsze tylko książką; wszystkie słowa są zawsze tylko słowami, nigdy nie są tym, co – z mniejszym lub większym popisem — usiłują opisać.

Jest więzienie. W celi jest więzień, na wieży strażniczej jest strażnik. Ci dwaj są jedną osobą. Więzień jest jednocześnie swoim własnym strażnikiem, strażnik jest jednocześnie swoim własnym więźniem. Ale ci dwaj, więzień i strażnik, nie widzą, że każdy z nich jest jednocześnie jednym i drugim. Kiedy nawet od czasu do czasu zdarza się więźniowi uciec z celi i z gmachu więzienia, to ucieka on ze swoim niewidzialnym strażnikiem na karku i w konsekwencji to, co wydawało mu się być wolnością, okazuje się być jedynie inną formą więzienia. Tak samo strażnik wracający po służbie do domu w miasteczku zabiera pod czapką niewidzialnego więźnia i nocą budzi się spocony i przestraszony, bo śni mu się to, co może śnić się strażnikowi, to mianowicie, że więzień czmychnął z więzienia. Ty jesteś tym więźniem i tym strażnikiem, celą i wieżą strażniczą, całym gmachem więzienia i całą tak zwaną wolnością.

Największa tajemnica to ta, że nie ma żadnej tajemnicy. W rzeczywistości wszystko jest jawne, wszystko jest jasne, wszystko jest czyste, wszystko jest absolutnie przepięknie przejrzyste. Noc jest po to, żeby umrzeć. Dzień jest po to, żeby żyć. Jeden dzień to jest całe życie.

Przed wszystkimi podróżami: w Bieszczady, na Jukatan, do Patagonii, dookoła świata, na biegun północny, południowy, na Księżyc, na Marsa, na Wenus, dokądkolwiek, przed wszystkimi tymi podróżami – jest jedna prawdziwa podróż i absolutna: w głąb siebie.

Edward Stachura – Fabula Rasa (rzecz o egoizmie)

Tak jak wszyscy

Cóź to byłby za triumf dla filozofii – rozjaśnić ciemne drogi opatrzności, zobaczyć, jak przeprowadza ona swe zamiary względem człowieka, następnie nakreślić podług tego jakiś plan postępowania, aby ten biedny dwunożny osobnik, będący wieczną igraszką tej istoty, która, jak powiadają, rządzi nim tak despotycznie, mógł znaleźć jakiś sposób rozumienia zrządzeń opatrzności dotyczących go, drogę, której powinien się trzymać, aby uprzedzić dziwaczne kaprysy fatum, przybierającego wiele różnych nazw, a przecież dotąd jeszcze dokładnie nie określonego.

Wychodząc bowiem od naszych społecznych konwenansów i nie tracąc dla nich nigdy poszanowania, w jakie wdrożono nas przez wychowanie, zobaczymy niestety, że z powodu przewrotności innych natrafialiśmy jedynie na kolce, podczas gdy niegodziwcy zbierali tylko róże; i czyż wtedy ludzie nie posiadający dostatecznie wytrwałej cnoty, tak aby przejść ponad wnioskami płynącymi z tych smutnych okoliczności, nie wymyślą sobie, że lepiej dać się ponieść prądowi, niż mu się opierać, czyż nie powiedzą, że choć piękną jest cnota, to jednak gdy na nieszczęście zbyt słabą się staje, by móc walczyć przeciw występkowi, wybór jej jest najgorszą rzeczą, a w wieku całkowicie znieprawionym najsłuszniej postępować tak jak wszyscy.

Donatien Alphonse François de Sade – Niedole cnoty