Uparte dziecko

Było sobie raz uparte dziecko, co nie chciało słuchać swojej matki. Nie podobało się to Panu Bogu, zesłał więc na dziecko chorobę, której żaden lekarz nie umiał wyleczyć, i wkrótce zmarło. Kiedy włożono je do grobu i przykryto ziemią, nagle wyciągnęła się w górę rączka i sterczała nad mogiłką. Chociaż wpychano ją wciąż z powrotem i przysypywano świeżą ziemią, rączka coraz to się z grobu wysuwała. Wreszcie matka musiała przyjść z rózgą i dać nią dziecku po ręce. Dopiero wtedy schowało rączkę i leżało już potem spokojnie pod ziemią.

Baśnie braci Grimm

Nienawiść własna Zachodu

Zwycięstwo techniczno-świeckiej, posteuropejskiej cywilizacji, wraz z upowszechnieniem się jej modelu życia i sposobu myślenia, związane jest na całym świecie, a zwłaszcza w pozaeuropejskich rejonach Azji oraz Afryce, z poczuciem, że system wartości Europy, jej kultura i wiara, na której opiera się jej tożsamość, dobiegły kresu i właśnie opuszczają scenę, że teraz nadchodzi czas innych wartości pochodzących z Ameryki prekolumbijskiej, z Islamu, z mistyki azjatyckiej…

Europa, osiągnąwszy apogeum sukcesu, wydaje się być pusta w środku, sparaliżowana w pewnym sensie przez kryzys układu krążenia, kryzys, który jest niebezpieczny dla jej życia, a uciekanie się, niejako, do transplantacji nic nie pomoże, a jedynie wyeliminuje jej tożsamość. Z tą wewnętrzną pustką podstawowych sił duchowych współgra fakt, że nawet etnicznie Europa wydaje się zmierzać ku końcowi.

Ten dziwny brak pragnienia przyszłości! Dzieci, które są przyszłością, stanowią zagrożenie dla teraźniejszości. Dominuje przekonanie, że zabierają one coś z naszego życia; nie są postrzegane jako nadzieja, raczej jako ograniczenie teraźniejszości. Narzuca się nam paralela z Imperium Rzymskim sprzed jego upadku: trwało ono nadal jako wspaniała historyczna struktura, lecz w praktyce utrzymywało się tylko dzieki tym, którzy mieli je zburzyć, gdyż nie posiadało już własnej energii życiowej.

Joseph Ratzinger – Jeżeli Europa nienawidzi samej siebie

Gnuśny dzikus

Człowiek dziki i człowiek żyjący w społeczeństwie tak dalece się różnią w najgłębszych swoich uczuciach i skłonnościach, że to, co dla jednego stanowi najwyższe szczęście, drugiego doprowadziłoby do rozpaczy. Pierwszy pragnie wyłącznie spokoju i wolności; chce on po prostu żyć i nie mieć nic do roboty.

Obywatel, przeciwnie, wciąż czynny, oblewa się potem, miota, dręczy bez przerwy, by sobie znaleźć zajęcia, które jeszcze bardziej go zmęczą; trudzi się i mozoli do śmierci, nawet jej wybiega naprzeciw, byle tylko zdobyć środki do życia, albo wyrzeka się życia dla zyskania nieśmiertelności. Nienawidząc ich, przypochlebia się możnym, a gardząc nimi, bogatym; nie szczędzi nic, aby dopiąć zaszczytu znalezienia się na ich służbie; pyszni się swym poniżeniem i opieką, której od nich doznaje, i, dumny ze swej niewoli, wyniośle odzywa się o tych, którzy z nim nie dzielą tego zaszczytu.

Ileż razy gnuśny ten dzikus wolałby umrzeć, niż żyć życiem tak strasznym, często nawet niezłagodzonym przyjemnością dokonania czegoś dobrego! Ale, by mógł dostrzec cel wszystkich tych trudów, musiałyby słowa „władza” i „rozgłos” dla niego coś znaczyć: musiano by go pouczyć, że istnieje gatunek ludzi, którzy się liczą ze spojrzeniem reszty świata, którzy umieją być szczęśliwi i zadowoleni z siebie samych na podstawie raczej cudzego świadectwa niż swojego własnego. Taka bowiem jest prawdziwa przyczyna wszystkich tych różnic: dziki żyje niejako sam w sobie; człowiek uspołeczniony, zawsze się jakby znajdując poza sobą, umie żyć tylko w opinii drugich i z ich to oceny czerpie całe, chciałoby się powiedzieć, poczucie swego istnienia.

Słowem, jak to ciągle drugich pytając, czym jesteśmy, a nigdy nie mając odwagi samych siebie o to zapytać, wśród całego tego zalewu filozofii, ludzkości, grzeczności, wzniosłych zasad, mamy już tylko czcze i zwodnicze pozory honoru bez cnoty, rozumu bez mądrości, przyjemności bez szczęścia.

J.-J. Rousseau – Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności między ludźmi

Problem znaczenia

Trudności związane z „dowodem prawdziwości” chrześcijaństwa nigdy nie spędzały mi snu z powiek; większość naszych podstawowych przekonań musimy przyjmować na wiarę. Istotnej intelektualnej trudności, przed którą stoi człowiek wierzący czy rzekomo wierzący, nie nastręcza problem dowodu lecz problem znaczenia. Wypowiedzi swoiście religijne wydają mi się pozbawione znaczenia.

A. N. Prior

Raj

Chrześcijaństwo mówi, między innymi, iż wszystkie dobre nauki nie zdadzą się na nic. Trzeba zmienić życie. Chrześcijaństwo, jak sądzę, nie jest doktryną, teorią tego, co wydarzyło się i co się wydarzy z duszą człowieka, lecz jest opisem tego, co naprawdę zdarza się w ludzkim zyciu.

Ludwig Wittgenstein

Przedmowa tłumacza. Grzech epistemiczny
Benjamin R. Tilghman – Wprowadzenie w filozofię religii

Sprawiedliwość

Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wczesnym rankiem umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: „Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam”. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: „Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Idźcie i wy do winnicy!”

A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: „Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych!” Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: „Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty”.

Na to odrzekł jednemu z nich: „Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?”

Mt 20,1-16