Sto talarów

Stawiać trójkąt a przecie odmawiać mu trzech kątów jest sprzecznością, ale usunąć trójkąt wraz z jego trzema kątami – nie ma w tym nic sprzecznego. Tak samo jest i z pojęciem bezwzględnie koniecznego jestestwa. Bóg jest wszechmocny — jest to sąd konieczny. Wszechmocy nie można usunąć, jeżeli przyjmujecie bóstwo, tj. jestestwo nieskończone, z pojęciem którego tamto jest identyczne. Ale jeśli powiem: Bóg nie istnieje, to nie jest dana ani wszechmoc, ani jakie bądź inne o nim orzeczenie, gdyż wraz z podmiotem zostały usunięte, i w tej myśli nie wykazuje się sprzeczność by najmniejsza.

Jeśli tedy wezmę podmiot (Bóg) razem ze wszystkimi jego orzeczeniami i powiem: Bóg jest, to nie stwierdzam żadnego nowego orzeczenia do pojęcia o Bogu, lecz tylko podmiot sam w sobie wraz ze wszystkimi jego orzeczeniami, a mianowicie rzecz w odniesieniu do mojego pojęcia. Oboje muszą zawierać dokładnie toż samo, a zatem do pojęcia, wyrażającego jeno możliwość, nie może nic innego przybyć przez to, że jego przedmiot pomyślę sobie (wyrażeniem: on jest) jako wręcz dany. I takim sposobem czynnik rzeczywisty nie zawiera w sobie nic więcej, jak możliwy tylko.

Sto rzeczywistych talarów nie zawierają ani odrobiny więcej niż sto możliwych. Bo ponieważ te oznaczają pojęcie, tamte zaś przedmiot i jego stwierdzenie samego w sobie, to w razie, gdyby ten zawierał w sobie więcej niż tamto, pojęcie moje nie wyrażałoby całego przedmiotu, więc też nie byłoby pojęciem jemu odpowiednim. Atoli w moim stanie majątkowym sto rzeczywistych talarów znaczy więcej niż samo pojęcie o ich możliwości.

Choćby tedy pojęcie nasze o przedmiocie mieściło nie wiem co i nie wiem ile, to musimy przecie z niego się wydostać, by przedmiotowi przyznać istnienie. Wobec przedmiotów zmysłowych dokonywa się to przez złączenie z jakim bądź spostrzeżeniem moim wedle praw empirycznych; ale co do przedmiotów czystego myślenia nie ma żadnego zgoła środka poznania ich istnienia, gdyż trzeba by je było poznać całkiem a priori; nasza zaś świadomość wszelkiej egzystencji (czy to przez spostrzeganie bezpośrednie, czy też za pośrednictwem wniosków, wiążących coś ze spostrzeganiem) należy najzupełniej do jedności doświadczenia; a istnienie za obrębem tego pola nie może być wprawdzie ogłoszonym wręcz za niemożliwe, lecz jest przypuszczeniem, którego niczym nie możemy usprawiedliwić.

Pojęcie najwyższego jestestwa jest ideą w pewnej mierze bardzo pożyteczną, lecz dlatego właśnie, że jest ideą tylko, nie przydaje się wcale ku temu, by za jej pośrednictwem jedynie rozszerzyć poznanie nasze ze względu na to, co istnieje. Przy tym tedy tak sławnym ontologicznym (kartezjańskim) dowodzie istnienia jestestwa najwyższego za pomocą pojęć okazał się daremnym trud i mozół, a człowiek nie zdołałby się z samych jeno idei wzbogacić w wiedzę tak samo, jak kupiec w majątek, gdyby dla polepszenia swego stanu chciał do zawartości swej kasy dołączyć zer kilka.

Immanuel Kant – Krytyka czystego rozumu

Zła wiara

Od wolności i jej wyborów nie ma ucieczki. Możemy zakłamać swą egzystencję i swą wolność utożsamiając się pozornie z jakąś rolą społeczną, z jakimś wyobrażeniem o sobie, ale taka fałszywa świadomość („zła wiara”) nigdy nie uwolni nas od ciężaru, jakim jesteśmy sami dla siebie i jakim są dla nas inni ludzie, stawiający tamę naszej wolności i mający nam za złe, że i my ograniczamy ich wolność. Wyrzeczenie się fałszywej świadomości, łatwej wiary i ideologii, stanięcie z własną wolnością i z życiem – jego paradoksalnością i bezsensem – twarzą w twarz to doświadczenie zatrważające i tragiczne. Ale taka jest nasza powinność, jeśli mamy być wierni prawdzie i samym sobie.

Sartre chciałby nami potrząsać, rozbudzać z błogości lub odrętwienia, wzywa nas do autentyczności i zaangażowania. Ale nic z tego – wszystko to aż nazbyt dobrze nadaje się do bezpiecznych kawiarnianych dysput, które w każdym wypadku muszą poprawiać, a nie pogarszać nasze samopoczucie. To przejaw klęski filozofii, której powaga okazuje się teatralnym gestem, zaś jej autentyczność i zaangażowanie – początkiem politycznej manipulacji. Pewnie nie dorośliśmy jeszcze jako gatunek do tego, by przejmować się własnymi myślami.

Jan Hartman – Sartre i filozofia

Alienacja

Punktem wyjscia jest pytanie eschatologiczne:

Jak sprawić, by człowiek doszedł
do pojednania z samym sobą?

Inaczej: jak znieść obcość miedzy człowiekiem a światem? Dla Hegla pojednanie świadomości i bytu możliwe jest dzięki temu, że świadomość przechodząc udrękę drogi krzyżowej, jaką cała historia stanowi, osiąga ostateczne zrozumienie świata jako własnej eksterioryzacji, przyswaja sobie ów świat jako własną prawdę i znosi jego przedmiotowy charakter.

Marks widzi, jak Hegel, perspektywę ostatecznego pojednania człowieka ze światem, z samym sobą i innymi. Wbrew Heglowi, a z Feuerbachem, nie szuka tej perspektywy w uznaniu bytu za wytwór samowiedzy, lecz w odkryciu źródeł alienacji w samej ziemskiej sytuacji człowieka i w jej pokonaniu. Wbrew Feuerbachowi, z kolei, szuka źródeł alienacji nie w działaniach samej świadomości mitotwórczej, która wyobcowuje ludzkie wartości umieszczając je w Bogu, lecz samą świadomość mitotwórczą uważa za wtórny produkt alienacji pracy.

Praca wyobcowana jest następstwem podziału pracy, który z kolei powstał w wyniku postępu technologicznego. Proces alienacji był więc nieuchronnym składnikiem dziejowego rozwoju. Wbrew Feuerbachowi, a zgodnie z Heglem, widzi tedy Marks w alienacji nie tylko jej niszczące i przeciwludzkie wyniki, ale uważa ją za warunek przyszłego wszechstronnego rozwoju człowieczeństwa, chociaż – wbrew Heglowi – cały dotychczasowy rozwój nie jest dlań postępującym zdobywaniem wolności, lecz raczej rosnącą degradacją, która w rozwiniętym społeczeństwie kapitalistycznym doszła oto do dna.

Alienacja polega na tym, że człowiek ujarzmiony jest przez własne swoje wytwory, które przybierają postać rzeczową: towarowy charakter produktów i jego wyraz w postaci pieniądza sprawiają, że społeczny proces wymiany regulowany jest przez okoliczności niezawisłe od ludzkiej woli. Własność prywatna i instytucje polityczne (państwo) są produktami alienacji. Państwo stwarza fikcyjną wspólnotę, gdzie stosunki międzyludzkie realizują się nieuchronnie w antagonizmie skłoconych egoizmów. Niewola zbiorowości, poddanej przemocy własnych produktów, ciągnie za sobą izolację wzajemną jednostek.

Leszek Kołakowski – Główne nurty marksizmu t. I, Rekapitulacja

Sceptycyzm i paradoksy

– Zastanawiałem się nad losem, który od dawna spotyka tych ludzi, którzy, czy to chcąc się odróżnić od pospolitego tłumu, czy też dzięki niezwykłemu sposobowi myślenia, w różnych czasach twierdzili, że zgoła w nic nie wierzą lub że wierzą w najdziwniejsze rzeczy w świecie. To zresztą mogłoby być obojętne, gdyby ich sceptycyzm i paradoksy nie pociągały za sobą skutków niekorzystnych dla całej ludzkości. Uważam bowiem za szkodliwe, żeby ludzie, którzy całkowicie oddali się poszukiwaniu wiedzy, głosili zupełną niewiedzę wszystkiego lub wysuwali pojęcia niezgodne z prostymi i ogólnie przyjętymi zasadami. Widząc to bowiem, ludzie, mający mniej wolnego czasu na te rozmyślania, będą skłonni podawać w wątpliwość najważniejsze prawdy, które dotychczas uważali za święte i bezpieczne.

– W zupełności zgadzam się z tobą, jeśli chodzi o niezdrowe skłonności tych przesadnych wątpień niektórych filozofów i fantastyczne pomysły innych. Zaszedłem nawet w tym kierunku myśli tak daleko, iż zarzuciłem wiele z tych wzniosłych pojęć, które nabyłem w ich szkołach, przyjmując zamiast nich powszechnie przyjęte poglądy. I daję Ci słowo, że od czasu tego zerwania z metafizycznymi pojęciami i powrotu do prostych wskazań natury i zdrowego rozsądku spostrzegam, iż umysł mój o tyle się rozjaśnił, iż z łatwością rozumiem wiele rzeczy, które przedtem były dla mnie tajemnicą i zagadką.

– Cieszę się bardzo, że nie były prawdziwe te opowiadania, które słyszałem o tobie.

– Proszę, cóż to było?

– Przedstawiano cię pewnego razu wieczorem w rozmowie jako człowieka wyznającego najdziwaczniejszy pogląd, jaki kiedykolwiek powstał w umyśle ludzkim. Mianowicie, że nie istnieje na świecie taki przedmiot jak materia.

George Berkeley – Trzy dialogi między Hylasem i Filonusem. Dialog pierwszy

Dowód na istnienie Boga

Przedmioty zmysłowe nie mogą istnieć inaczej jak tylko w umyśle. Stąd nie wnioskuję, że przedmioty te nie mają rzeczywistego istnienia, tylko widząc, że nie zależą od moich myśli i że ich istnienie nie polega na tym, iż są postrzegane przeze mnie, wnioskuję, że musi być jakiś inny umysł, w którym one istnieją; toteż rzeczą równie pewną jak istnienie świata rzeczywistego, jest to, że istnieje nieskończony wszechobecny Duch, który obejmuje świat i jest jego podporą.

– Jak to!? Przecież to nic innego, jak to, co utrzymują wszyscy chrześcijanie, a nawet w ogóle wszyscy, którzy wierzą, że jest Bóg i że on zna i rozumie wszystko.

– Doskonale, ale w tym właśnie tkwi różnica. Ludzie zwykle dlatego wierzą w to, że Bóg zna i postrzega wszystkie rzeczy, ponieważ wierzą w istnienie Boga; ja zaś bezpośrednio i w sposób konieczny wioskuję o istnieniu Boga, ponieważ wszystkie przedmioty zmysłowe muszą być postrzegane przez Niego.

– Ale skoro wszyscy wierzymy w tę samą rzecz, to cóż nas obchodzi, jak doszliśmy do tej wiary?

– Ale my nie zgadzamy się co do samej tezy. Filozofowie bowiem, jakkolwiek uznają, iż wszystkie cielesne przedmioty postrzegane są przez Boga, to jednak przypisują im istnienie absolutne, różne do tego, że są postrzegane przez jakikolwiek umysł – czego ja nie czynię. Poza tym, czyż nie ma różnicy między powiedzeniem: Jest Bóg, a zatem postrzega On wszystkie przedmioty, a powiedzeniem: Przedmioty zmysłowe istnieją realnie, skoro zaś istnieją realnie, muszą być z konieczności rzeczy postrzegane przez nieskończony umysł; a zatem istnieje umysł nieskończony.

Ten drugi wywód daje nam bezpośrednio i wprost na podstawie jak najbardziej oczywistego założenia dowód istnienia Boga. To, że z samego istnienia świata zmysłowego można w sposób konieczny wnioskować o istnieniu nieskończonego umysłu jest przywilejem tych tylko, którzy doszli do tej prostej refleksji, że:

1. świat jest tym, co postrzegamy za pomocą naszych zmysłów
2. za pomocą zmysłów postrzegamy tylko idee
3. żadna idea nie może istnieć inaczej jak w umyśle

A teraz bez wszelkiego pracowitego wgłębiania się w nauki, bez wszelkich subtelności rozumowych, bez nudnych i długich dyskusji możesz przystąpić do walki z najbardziej gorliwym obrońcą ateizmu i zwyciężyć go.

George Berkeley – Trzy dialogi między Hylasem i Filonusem. Dialog drugi