Nieprzyzwoitość filozofii

Zwyczajną nieprzyzwoitością jest występowanie z teorią, która, jakkolwiek prawdziwa, zachęca do niebezpiecznych i szkodliwych praktyk. Po cóż przetrząsać owe zakamarki natury, z których wydobywają się jeno wyziewy zatruwające nasze dusze? Prawdy szkodliwe dla społeczeństwa, jeśli takowe się pojawią, zawsze ustąpią pola krzepiącym i użytecznym kłamstwom.

David Hume – Essays

Bracia

Mędrcy, co swe serca mądrością zbadali, wiedzą, że to co jest, bratem jest tego, co nie jest. Lecz w końcu któż wie i kto powiedzieć może, skąd wszystko to przyszło i jak nastąpiło stworzenie? Bogowie sami późniejsi są niż stworzenie, więc któż naprawdę wie, skąd się ono wzięło? Skąd wszelkie stworzenie swój początek bierze? On, czy był tym, który je ukształtował, czy nie, on, który to wszystko ogląda z najwyższego nieba, on wie — a może też nie wie i on?

Rygweda, Hymn 129

Niepoznawalność Boga

Usunąć wszelkie określenia i właściwości to tyle, co znieść samą istotę. Istota pozbawiona określeń jest istotą bezprzedmiotową, istota bezprzedmiotowa – niczym. Dla człowieka naprawdę religijnego Bóg nie jest istotą pozbawioną określeń, gdyż jest on dla niego istotą niewątpliwie istniejącą, rzeczywistą. Brak określeń i identyczna z  tym niepoznawalność Boga jest wytworem nowych czasów, wytworem nowoczesnej niewiary.

Niepoznawalność i nieokreśloność Boga można ogłosić i ustanowić jako dogmat tylko tam, gdzie sprawa ta nie budzi już zainteresowania jako przedmiot poznania, gdzie człowiek zajęty jest tylko rzeczywistością, gdzie tylko to, co rzeczywiste, posiada dlań znaczenie przedmiotu istotnego, absolutnego, boskiego. Człowiek przez twierdzenie o niepoznawalności Boga usprawiedliwia przed resztką swego sumienia religijnego swe zapomnienie o Bogu, swe oddanie się światu. Neguje Boga praktycznie, czynem – wszystkie jego zmysły i myśli są przepełnione doczesnością – ale nie neguje go teoretycznie: nie występuje przeciw egzystencji Boga, pozwala mu istnieć. Egzystencja ta jednak wcale go nie dotyka i nie przeszkadza.

Negacja określonych, pozytywnych orzeczników istoty boskiej jest równoznaczna z zaprzeczeniem samej religii – jest właściwie tylko subtelnym, ukrytym ateizmem. Rzekomo religijna obawa, by przypisując Bogu określone właściwości nie uczynić zeń istoty skończonej, jest tylko areligijnym życzeniem, by przestać się Bogiem zajmować, by usunąć go ze swych myśli.

Twierdzenie więc, że istnieje wprawdzie inne, niebiańskie życie, ale czym i jakie ono jest pozostanie na tym świecie niezbadane, jest wynalazkiem sceptycyzmu religijnego, który absolutnie nie rozumie religii, ponieważ zupełnie oddalił się od jej istoty.

Ludwig Feuerbach – Istota religii w ogólności. Niebo chrześcijańskie

Pogarda

RochefoucauldPogarda bogactw była u filozofów ukrytym pragnieniem pomszczenia swej wartości za niesprawiedliwość losu, przez gardzenie tymi właśnie dobrami, których on im odmówił; była to uboczna droga dojścia do poważania, którego przez bogactwo osiągnąć nie mogli.

Nienawiść do będących w łaskach nie jest niczym innym, jak miłością łask. Przykrość z ich nieposiadania pociesza się i łagodzi pogardą, płaconą tym, którzy je posiadają; i odmawiamy im swych hołdów, nie mogąc odjąć im tego, co ściąga im hołdy całego świata.

François de La Rochefoucauld – Rozważania i uwagi moralne

Era ulotnej wiary

Era ulotnej wiary to efekt oddziaływania rewolucji technotronicznej na dotychczasowe ideologie i światopoglądy. Myśli człowieka są silnie powiązane z tym, czego on doświadcza. Nie jest to relacja przygodna lecz wzajemnie na siebie oddziałująca: doświadczenie wpływa na myśl, a myśl warunkuje interpretację doświadczenia.

Współcześnie dominuje model wysoce indywidualistycznych, nieustrukturyzowanych i zmiennych zapatrywań. Instytucjonalne wierzenia, jako połączenie idei i instytucji, dla wielu z nas nie są już ani potrzebne, ani ważne. Równocześnie sceptycyzm, który tak bardzo przyczynił się do podważenia zinstytucjonalizowanej wiary, ściera się z nowym trendem akcentującym entuzjazm i zaangażowanie.

Rezultatem tego są okresy chwilowych mód, szybko zmieniających się pzekonań, gdzie namiętności dostarczają jednoczącego spoiwa, zapewnianego dawniej przez instytucje, a wyblakłe, rewolucyjne hasła przeszłości dodają otuchy w obliczu zupełnie odmiennych perspektyw.

Zbigniew Brzeziński – Między dwoma wiekami.
Rola Ameryki w erze technotronicznej