Ja

Poczucie „ja” człowieka dorosłego nie mogło być takie samo od samego początku. Musiało ono przejść proces ewolucji, której rzecz jasna niepodobna dowieść, którą jednak dałoby się zrekonstruować z pewną dozą prawdopodobieństwa. Niemowlę nie odróźnia jeszcze od świata zewnętrznego swego „ja” traktowanego jako źródło płynących doń doznań. Wystawione na różne pobudki, niemowlę uczy się tego na drodze powolnego procesu. Jak największe wrażenie musi na nim robić fakt, że pewne źródła pobudzenia, w których później rozpoznaje własne narządy, mogą w każdej chwili być dlań źródłem doznań, podczas gdy inne – a wśród nich to, czego pożąda najbardziej: pierś matczyna – okresowo mu umykają i mogą zostać ponownie sprowadzone jedynie za pomocą rozdzierającego krzyku.

W ten sposób „obiekt” staje naprzeciw „ja” zrazu jako coś, co znajduje się „na zewnątrz”, jako coś, co można skłonić do pojawienia się dopiero za pomocą jakiejś szczególnej akcji. Następny asumpt do oderwania się „ja” od masy doznań, a zatem do uznania jakiegoś „zewnętrza”, jakiegoś świata zewnętrznego, dają częste, różnorodne i nieuniknione doznania bólu i braku rozkoszy. Pojawia się tendencja, by wszystko, co może stać się źródłem braku rozkoszy, odróźnić od „ja”, wyrzucić na zewnątrz, utworzyć czyste „ja” nastawione wyłącznie na działanie rozkoszy – „ja”, któremu przeciwstawia się obce, groźne zewnętrze.

Uczymy się metody, w jaki sposób z pomocą zamierzonego ukierunkowania aktywności zmysłowej i odpowiedniej akcji mięśni odróżniać to, co wewnętrzne – i należące do „ja” – od tego, co zewnętrzne – i pochodzące ze świata zewnętrznego, w ten sposób czynimy piewszy krok na drodze do ustanowienia zasady rzeczywistości, która ma zdominować dalszy rozwój.

A zatem w ten sposób „ja” odrywa się od świata zewnętrznego, mówiąc zaś bardziej poprawnie: pierwotne „ja” zawiera wszystko, później zaś wytrąca świat zewnętrzny. Nasze dzisiejsze poczucie „ja” jest zatem jedynie skarlałą resztką uczucia znacznie bardziej rozległego, ba – wszechogarniającego, uczucia, które odpowiało ścisłemu związkowi „ja” z otoczeniem.

Sigmund Freud – Kultura jako źródło cierpień

O życiu ponadzmysłowym

Uczeń rzekł: Jest to blisko czy daleko?

Mistrz powiedział: To jest w tobie, i jeśli jesteś w stanie na godzinę oderwać się od wszystkich twoich pragnień i zmysłów, wówczas usłyszysz niewysłowione słowo.

Uczeń rzekł: Jak mogę słyszeć, skoro oderwę się od zmysłów i pragnień?

Mistrz odpowiedział: Kiedy odrywasz się od zmysłów i pragnień twojej osoby, wtedy objawia się w tobie wieczyste słyszenie, widzenie i mówienie. Przeszkadzają ci twoje własne słyszenie, pragnienie i widzenie, dlatego nie widzisz ani nie słyszysz.

Uczeń rzekł: Czym mam widzieć i słyszeć, skoro znajduje się poza naturą i kreaturą?

Mistrz odpowiedział: Kiedy milkniesz, wtedy jesteś tym, czym byłeś przed stworzeniem natury i kreatury, z tego uczyniłeś swoją naturę i kreaturę: Wtedy słyszysz i widzisz tym, czym widziałeś i słyszałeś, zanim zaczęło się twoje własne chcenie, widzenie i słyszenie.

Jakub Boehme – Rozmowa Mistrza i Ucznia

Myśl 211.

Pocieszni jesteśmy, że szukamy wytchnienia w towarzystwie podobnych nam, nędznych jak my, bezsilnych jak my: nie pomogą nam, umiera się samemu. Trzeba tedy czynić, jak gdyby człowiek był sam; a wówczas czyżbyśmy budowali wspaniałe domy etc.? Szukalibyśmy bez chwili wahania prawdy; a jeśli zaniedbujemy tego, to dowód, że wyżej cenimy szacunek ludzi niż szukanie prawdy.

Blaise Pascal – Myśli

Mózg w naczyniu

Eksperyment myślowy tzw. brain in a vat polegać ma na zamknięciu mózgu w naczyniu oraz podłączeniu do aparatury stymulującej odbieranie bodźców. Aparatura ta (lub naukowiec za jej pośrednictwem) generuje doskonale spójną iluzję istnienia osób, przedmiotów codziennego doświadczenia (faktycznie jednak wszystkie doznania są następ­stwem impulsów elektrycznych wysyłanych przez komputer). Można pójść dalej i założyć, że wszyscy ludzie (wszystkie organizmy zmysłowe) są mózgami (układami nerwowymi) w naczyniach, podłączonymi do systemu generującego zbiorową halucynację.

Hilary Putnam

Życie w lesie

Przynajmniej tę przewagę miałem w swoim sposobie życia nad tymi, którzy zmuszeni byli szukać rozrywek za granicą, w towarzystwie czy teatrze, że samo moje życie stanowiło dla mnie rozrywkę i zawsze miało mi coś nowego do zaoferowania. Było sztuką teatralną o wielu odsłonach i bez zakończenia. Gdybyśmy istotnie zawsze żyli i porządkowali swoje życie według ostatniego i najlepszego ze sposobów, jakiego się nauczyliśmy, nigdy by nas nie nękała nuda. Trzymaj się podszeptów własnego ducha, a cię nie zawiedzie, i w każdej godzinie roztoczy przed tobą nowe perspektywy.


Czas to jedynie strumień, w którym łowię ryby. Czerpię z niego, lecz pijąc, dostrzegam piaszczyste dno. Płytka woda toczy się leniwym nurtem, wieczność jednak nie przemija. Napiłbym się, czerpiąc głębiej, łowiłbym ryby w niebiosach, których dno usiano gwiazdami. Nie potrafię zliczyć do jednego. Nie znam pierwszej litery alfabetu. Zawsze żałuję, że nie jestem tak mądry jak w dzień narodzin.

Henry David Thoreau – Walden, czyli życie w lesie