Māyā

Każda chwila istnieje dlatego tylko, że usunęłą poprzednią, swego ojca, by równie szybko sama zostać usunięta, podobnie jak przeszłość i przyszłość nie mają większego znaczenia niż dowolny sen, a teraźniejszość jest tylko nierozciągłą i nietrwałą granicą między nimi. W istocie stary to pogląd: Heraklit opłakiwał wieczny przepływ rzeczy; Platon zdeprecjonował w nim przedmiot jako coś, co wiecznie się staje, lecz nigdy nie jest; Spinoza mówił o akcydensach tylko jednej substancji, która sama jedynie istnieje i stale jest; Kant to, co tak poznane, przedstawił jako zjawisko jedynie rzeczy samej w sobie; wreszcie prastara mądrość hinduska powiada:

To Māyā, zasłona ułudy, która przesłania oczy śmiertelnikom i zmusza ich, by widzieli świat, o którym nie można rzec ani że jest, ani że go nie ma, bo jest jak sen, jak odblask słońca w piasku, w którym wędrowiec z daleka dostrzega wodę, albo jak rzucona lina, w której widzi węża.

W Wedach i Puranach porównania takie występują w niezliczonych miejscach. Wszyscy oni nic innego nie mieli na myśli i o niczym innym nie mówili.

Artur Schopenhauer – Świata jako przedstawienia pierwsze rozważanie

Nikt nie wierzy

Załóżmy, że mam pewne wrażenia wzrokowe i dotykowe, które wytwarzają w moim umyśle skojarzenia idei. Na przykład siedząc przy stole w moim gabinecie mam owo wrażenie wzrokowe, które nazywam widzeniem stołu, oraz wrażenie dotykowe, które nazywam dotykaniem czy czuciem stołu. Wywołane zostaje takie skojarzenie, że kiedy mam tego rodzaju wrażenie wzrokowe, obecne jest jako możliwość wrażenie dotykowe. I na odwrót, kiedy mam jedynie wrażenie dotykowe, jak wtedy, gdy pokój jest zupełnie ciemny, istnieje jako możliwość wrażenie wzrokowe. Ponadto, gdy opuszczam pokój, a później doń wchodzę, mam podobne wrażenia.

Stąd tworzy się w moim umyśle tego rodzaju skojarzenie, że kiedy jestem poza pokojem, jestem mocno przeświadczony, iż gdybym w dowolnej chwili ponownie wszedł, powinienem mieć czy mógłbym mieć podobne wrażenia. A dalej, ponieważ te możliwe wrażenia tworzą grupę, a nadto okazuje się, iż owa grupa występuje w rozmaitych stosunkach przyczynowych, nieuchronnie myślę o stałej możliwości wrażeń jako o trwałym przedmiocie fizycznym. Rzeczywiste wrazenia są przemijające i ulotne, ale możliwości wrażeń, połączone jako grupa, pozostają. Definicja materii jako stałej możliwości wrażeń jest jednak dwuznaczna, łatwo bowiem sugeruje ideę stałej podstawy możliwych wrażeń, podstawy, która sama jest niepoznawalna.

Co do nauki, staje się ona badaniem stosunków między moimi wrażeniami. Ale czy można w to uwierzyć, że jeśli anatom patrzy na mózg ludzki, przedmiotem jego badania jest po prostu zbiór jego własnych stanów subiektywnych, rzeczywistych i możliwych? Krótko mówiąc, logicznym wynikiem definiowania przedmiotów fizycznych w kategoriach wrażeń jest solipsyzm. A nikt naprawdę nie wierzy, że solipsyzm jest prawdziwy.

Frederick Copleston – Historia Filozofii, Tom VIII, Od Benthama do Russella

Ból i nuda

Podstawą wszelkiej chęci jest odczuwanie potrzeby, brak, czyli ból, któremu człowiek podlega od początku i już na skutek swej istoty. Jeśli natomiast zabraknie mu przedmiotów, których mógłby chcieć, gdyż zbyt szybkie zaspokojenie natychmiast mu je zabiera, wówczas opada go straszliwa pustka i nuda. Życie jego biegnie wahadłowym ruchem między bólem i nudą, a są to faktycznie jego ostateczne składniki. Wyrazić się to musiało też bardzo osobliwie w taki sposób, że kiedy człowiek przeniósł wszystkie cierpienia i męki do piekła, dla nieba nie pozostało nic poza nudą.

Tym, czym zajmują się wszyscy żyjący i co ich wprawia w ruch, jest dążenie do istnienia. Ale kiedy istnienie mają zapewnione, nie wiedzą, co z nim począć; dlatego drugim, co ich wprawia w ruch, jest dążenie do pozbycia się ciężaru życia, znieczulenia na nie, „zabicia czasu”, tj. ucieczki przed nudą. Zgodnie z tym widzimy, jak prawie wszyscy ludzie są teraz ciężarem sami dla siebie. Nuda sprawia, że istoty tak mało się kochające jak ludzie szukają się gwałtownie nawzajem i przez to staje się źródłem towarzyskości. Tak jak nędza jest nieustannym biczem bożym dla ludu, tak nuda dla wytwornego świata. W życiu mieszczańskim reprezentuje ją niedziela, tak jak sześć dni roboczych nędzę.

Odkąd pojawia się świadomość, człowiek rozumie, że jest kimś, kto chce; z reguły też poznanie jego stale pozostaje w związku z jego wolą. Stara się poznać w pełni najpierw przedmioty swych pragnień, potem odpowiednie środki. Wie teraz, co ma robić i z reguły nie szuka innej wiedzy. Działa i dąży; świadomość, że pracuje wciąż dla osiągnięcia celu, mobilizuje go i czyni efektywnym; jego myśl dotyczy wyboru środków. Tak wygląda życie niemal wszystkich ludzi: chcą, wiedzą, czego chcą, dążą do tego na tyle udatnie, że chroni ich to przed rozpaczą i na tyle nieudolnie, że chroni ich to przed nudą i jej skutkami. Prą do przodu wielce na serio, z ważną miną; dzieci też tak uprawiają swe zabawy.

Artur Schopenhauer – Świata jako woli drugie rozważanie