Głową w mur

Wstałem z ławki, zacząłem przechadzać się wzdłuż i wszerz po piwnicy i rozmyślać, dla odmiany, o moim przeżytym życiu. Bezładna masa wspomnień wróciła mi na pamięć. Były wśród nich dobre i złe — przynajmniej przedtem na takie je dzieliłem. Wracały twarze i zdarzenia. Uśmiechnąłem się. Jakże zażarcie uganiałem się za szczęściem, za kobietami, za wolnością. I po co? Chciałem wyzwolić Hiszpanię, przystałem do anarchistów, przemawiałem na wiecach: wszystko traktowałem z taką powagą, jakbym był nieśmiertelny.

Odniosłem w tej chwili wrażenie, że mam przed sobą całe moje życie jak na dłoni, i pomyślałem sobie:

Cóż za kłamstwo od początku do końca!

Nic już nie było warte, bo było skończone. Zastanawiałem się, jak mogłem spacerować beztrosko, żartować z dziewczętami: małym palcem bym nie ruszył, gdybym to wiedział. Życie moje leżało przede mną zamknięte, skończone, zawiązane jak worek, a przecież wszystko, co było w nim, w środku, było niedokończone. Przez moment zapragnąłem je osądzić. Chciałbym móc powiedzieć: to było piękne życie. Ale nie można go było osądzić, to był zaledwie szkic życia; przez cały czas wystawiałem tylko weksle na wieczność, niczego nie rozumiejąc.

Gdyby teraz, w stanie, w jakim się znajdowałem, oznajmiono mi, że mogę spokojnie wracać do domu, że jestem wolny, pozostałbym nadal całkowicie obojętny: parę godzin czy parę lat czekania to w gruncie rzeczy wszystko jedno. Właściwie na niczym mi już nie zależało, byłem najzupełniej spokojny.

Jean Paul Sartre – Mur

W niewoli przyzwyczajeń

Czyste doświadczenie informuje o stałym następstwie faktów; ale nie poucza, że jeden fakt wynika z drugiego. Jeśli nacisnąć na spust fuzji, to rozlegnie się strzał; ale naprawdę stwierdzamy tylko, że strzał nastąpił po naciśnięciu spustu, nie zaś, że z niego wyniknął, że był jego skutkiem. Jak dzieje się to, iż po jednym fakcie następuje drugi, tego doświadczenie nie podaje; jeśli więc mamy się trzymać ściśle doświadczenia, to musimy wyrzec się związków przyczynowych i zadowalać się tylko ustalaniem stałych następstw. To była najbardziej niespodziewana i szczególna teza Hume’a.

Nie ma zatem żadnej podstawy do uznawania związków przyczynowych jako koniecznych: ani podstawy rozumowej, ani doświadczalnej. A jednak mimo to w życiu i w nauce zawsze uznajemy je i oczekujemy, że gdy zaszła przyczyna, niechybnie zajdzie też i skutek. Taka postawa umysłu wymaga wytłumaczenia; stanowiła ona z kolei nowe zagadnienie Hume’a: dlaczego, choć nie mamy do tego podstawy, uznajemy istnienie związków przyczynowych?

Czynimy to dlatego, że opieramy się na dawniej zebranym doświadczeniu i doświadczenie to przenosimy na przyszłość. Dotąd po naciśnięciu spustu w fuzji padał strzał, więc sądzimy, że tak będzie i nadal. Ale czyniąc tak, nie zostajemy już w granicach czystego doświadczenia, lecz przekraczamy je. Nie są bynajmniej równoważne te dwa zdania: „Stwierdziłem, iż temu oto przedmiotowi towarzyszył taki skutek” i „Spodziewam się, że innym przedmiotom, które, o ile je znamy, są podobne do tamtego, będą towarzyszyć skutki podobne”. Od jednego z tych zdań do drugiego można by przejść tylko drogą rozumowania, ale czy jest takie rozumowanie? Czy mamy prawo przenosić na przyszłość dawniej zebrane doświadczenia?

Nie ma takiego rozumowania, które upoważniałoby do przenoszenia dotychczasowego doświadczenia na przyszłość. Nie ma sprzeczności w przypuszczeniu, że choć pewne zdarzenie miało jakiś skutek, to zdarzenie doń podobne mieć będzie skutek inny. W przenoszeniu doświadczeń na przyszłość gra rolę nie rozumowanie, lecz czynnik innego zgoła rodzaju; wnioski z przyczyny o skutku nie są wcale rzeczą rozumowania. Są rzeczą przyzwyczajenia.

Stałe powtarzanie się pewnych związków nie zmienia wprawdzie nic w naturze tych związków, ale zmienia nasz do nich stosunek. Wytwarza w umyśle skłonność do oczekiwania dalszych powtórzeń. Skoro przywykliśmy, że po naciśnięciu spustu pada strzał, sądzimy, że tak będzie i nadal. Jest to wszakże podstawa wniosku czysto subiektywna. Wprawdzie skłonność ta ma pewną podstawę obiektywną, mianowicie regularność w zachodzeniu związków, dotąd obserwowaną; ale właśnie ta podstawa sama jest niedostateczna do wyciągania wniosków. Właściwa podstawa wniosku jest nie obiektywna, lecz subiektywna, i jest uczuciowa, nie pojęciowa. Wnioskowanie jest tu aktem wiary, nie wiedzy.

Poczucie konieczności nie jest podstawą wniosków naszych, lecz ich wynikiem; tym jest większe, im więcej wniosków takich wyciągnęliśmy. Poszukiwanie wniosków przyczynowych jest instynktem, który nam dała natura. Dała nam ona instynkt nie dając zrozumienia. Wnioskujemy o rzeczach przyszłych bez znajomości podstaw naszych wniosków tak samo, jak możemy poruszać się nie mając znajomości muskułów. Ale instynkt nie jest poznaniem.

Władysław Tatarkiewicz – Historia filozofii Tom II Filozofia nowożytna do 1830 r.

Jak zdobyć przyjaciół?

Podstawowe techniki kontaktów z ludźmi:

  1. Nie krytykuj, nie potępiaj i nie pouczaj.
  2. Szczerze i uczciwie wyrażaj uznanie.
  3. Wzbudź w innych szczere chęci.

Sześć sposobów, które sprawią, że ludzie będą Cię lubić:

  1. Okazuj ludziom szczere zainteresowanie.
  2. Uśmiechaj się.
  3. Pamiętaj, że nazwisko to dla człowieka najsłodsze i najważniejsze spośród wszystkich słów świata.
  4. Bądź dobrym słuchaczem. Zachęcaj rozmówcę, aby mówił o sobie samym.
  5. Mów o tym, co interesuje Twojego rozmówcę.
  6. Spraw, aby Twój rozmówca poczuł się ważny i zrób to szczerze.

Jak przekonać innych do Twojego sposobu myślenia:

  1. Kłótni nie można wygrać. Jedyny sposób, aby zwyciężyć w kłótni, to jej unikać.
  2. Okaż szacunek dla poglądów rozmówcy. Nigdy mu nie mów: „Nie masz racji.”
  3. Jeśli nie masz racji, przyznaj to szybko i bardzo wyraźnie.
  4. Zacznij od okazania przyjaźni.
  5. Jak najprędzej wydobądź z rozmówcy liczne „tak”.
  6. Pozwól rozmówcy wygadać się.
  7. Daj rozmówcy myśleć, że Twoja idea wyszła od niego.
  8. Szczerze próbuj przyjmować punkt widzenia Twojego rozmówcy.
  9. Okaż zrozumienie i współczuj mu myślami i pragnieniami.
  10. Odwołaj się do jego szlachetności.
  11. Udramatyzuj swoje pomysły.
  12. Rzuć człowiekowi wyzwanie.

Jak zmieniać ludzi nie zrażając ich i nie zniechęcając:

  1. Zacznij od szczerej pochwały i uznania.
  2. Zwracaj uwagę na błędy innych pośrednio.
  3. Zanim skrytykujesz innych, przyznaj się do własnych błędów.
  4. Zadawaj pytania zamiast wydawać rozkazy.
  5. Pozwól ludziom zachować twarz.
  6. Pochwal najmniejsze nawet osiągnięcia. Nie skąp pochwał.
  7. Wystaw ludziom dobrą opinię, której będą musieli sprostać.
  8. Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.
  9. Spraw, aby rozmówca z przyjemnością zrobił to, czego od niego oczekujesz.

Dale Carnegie – Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi