Moc słów

Moc słów ściśle łączy się z wywołanymi przez nie obrazami i nie zależy od ich rzeczywistego znaczenia. Słowa o jak najbardziej nieokreślonym znaczeniu oddziałują z o wiele większą siłą aniżeli te, których znaczenie dokładnie pojmujemy. Tak np. słowa: demokracja, równość, wolność itd. oddziałują bardzo silnie, chociaż ich znaczenie jest tak niejasne i nieuchwytne, że na ich określenie potrzeba by spisywać całe tomy. A przecież każdy dziś wie, że słowa te mają moc magiczną, jak gdyby ich użycie rozwiązywało za jednym zamachem wszystkie dręczące zagadki. Słowa te stanowią syntezę wszystkich nieświadomych dążeń i nadzieję ich urzeczywistnienia; przy czym dążenia te są zazwyczaj narzucane tłumowi.

Rozumowanie i najsilniejsza argumentacja tracą swą moc w walce z pewnymi słowami i hasłami. Wobec tłumu wymawia się te słowa z pewnym namaszczeniem, co tłum w mgnieniu oka podchwytuje i przybiera postawę pełną szacunku. Są i tacy, którzy słowom tym przypisują moc nadprzyrodzoną; wywołują one w duszach obrazy niejasne, która to niejasność potęguje ich tajemniczą moc. To jakby bóstwa ukryte w świątyni, do których zwykły śmiertelnik nie przystępuje bez drżenia.

Słowo to tylko bodziec wywołujący w duszy pewne wyobrażenia, których treść zależy w pierwszym rzędzie od sposobu i siły wypowiedzenia. Imię wolności i braterstwa — słów ukochanych przez tłumy — udało się Jakobinom zaprowadzić taki despotyzm, jaki jest możliwy jedynie w Dahomeju, stworzyć najkrwawszy trybunał i uśmiercać tysiące ludzi tak, jak to robiono w starożytnym Meksyku.

Każdy mąż stanu powinien rzeczom, których tłumy nie mogą ścierpieć, a których istnienia dla dobra narodu nie da się wyrugować, nadawać nowe nazwy i dbać, by były popularne lub przynajmniej obojętne. Moc słów jest tak wielka, że nawet najbardziej znienawidzona rzecz, skoro otrzyma nową, powabną nazwę, zostanie radośnie przyjęta.

Gustave Le Bon – Psychologia tłumu

Najlepszy z możliwych światów

Twierdzenie, że wierzenia nie mają w sobie ani ziarenka prawdy, a zarazem, że ważną czy nawet naczelną rolą społeczną religii jest zaspokajanie potrzeb poznawczych, jest logicznie bez zarzutu. Nigdy nie brak argumentów dla uzasadnienia doktryny, w którą z jakichkolwiek powodów chce się wierzyć.  

Oczywiście wiara nie byłaby potrzebną, gdyby bieg spraw świata stosował się wprost i niezawodnie do norm sprawiedliwości, oznaczałoby to bowiem, że żyjemy w Raju. Adam i Ewa nie wierzyli w istnienie Boga w tym sensie, w jakim mieli wierzyć ich potomkowie, jako że żyli oni w rzeczywistej teokracji, pod bezpośrednimi i widzialnymi rządami Boga.

Nie ma czegoś takiego jak racjonalny kult. Jeśli mówimy o Boskich przymiotach i dziełach jako o obiektach dających się pojęciowo oddzielić, to tylko dlatego, że w ten sposób nasz skończony umysł próbuje uchwycić Nieskończoność, której zrozumieć nie potrafi.

Żadnej ze stron nie przekonały i prawdopodobnie nigdy nie przekonają argumenty strony przeciwnej, co jest zresztą wspólnym losem wszystkich fundamentalnych zagadnień filozofii w ostatnich dwudziestu pięciu stuleciach.

Leszek Kołakowski – Jeśli Boga nie ma

Napływ metojków do miast

Wydawało się, że wszystkie możliwe rozwiązania zostały zaproponowane i że innych wymyślić się nie da: zasada jest jedna, jest tych zasad wiele, nieskończenie wiele albo wręcz zasady nie istnieją; wszystko jest w ruchu, wszystko jest nieruchome; wszystko zależy od rozumnego zarządzenia umysłu, wszystko wywodzi się z mechanicznego ruchu; i w ten sposób można było dalej wyliczać antytezy.

Przypomnijmy przede wszystkim powolny, ale nieuchronny kryzys arystokracji, któremu towarzyszył coraz większy wzrost władzy demosu, ludu; ciągle nasilający się napływ metojków do miast, zwłaszcza do Aten; rozszerzenie się handlu, który przekraczając ciasne granice poszczególnych miast, każde z tych miast wiązał z szerszym światem; rozchodzenie się wiadomości i doświadczeń zdobytych przez podróżników, co prowadziło do nieuchronnej konfrontacji zwyczajów, obyczajów i praw ze zwyczajami, obyczajami i prawami zupełnie odmiennymi. Musiało to stać się przesłanką dla relatywizmu, wywołując przekonanie, iż to, co było uważane za wiecznie ważne, nie było bynajmniej uważanie za wartościowe w innych środowiskach i innych okolicznościach.

[W V w. p.n.e.] sofiści umieli w doskonały sposób podjąć te wymagania ciężkich czasów, w których żyli, potrafili je uwyraźnić, nadać im kształt i sprawić, że przemówiły. To tłumaczy, dlaczego mieli tak wielkie powodzenie przede wszystkim u młodych. Sofiści odpowiadali na rzeczywiste zapotrzebowanie chwili. Młodym, którym nie odpowiadały już ani tradycyjne wartości, które im proponowała stara generacja, ani sposób, w jaki to robiła, mówili słowa nowe, na które oni czekali.

Giovanni Reale – Historia filozofii starożytnej

Neti! neti!

Począwszy od epoki upaniszad Indie odrzucają świat taki, jaki jest i obniżają wartość życia, które ukazuje się oczom mędrca jako krótkotrwałe, bolesne i złudne. Koncepcja taka nie prowadzi ani do nihilizmu, ani do pesymizmu. Odrzuca się ten świat i obniża wartość tego życia, ponieważ wiadomo, że istnieje coś innego poza stawaniem się, przemijaniem i cierpieniem. „Neti! neti!” — woła mędrzec w upaniszadach: „Nie, nie! Nie jesteś tym, nie jesteś również tamtym!”. Innymi słowy nie należysz do kosmosu upadłego, takiego, jakim go widzisz teraz, nie musisz być koniecznie wciągnięty w to „stworzenie”.

Przyczyną cierpienia ludzkiego jest złudzenie. Istotnie, człowiek wierzy, iż życie psychomentalne — czynności jego zmysłów, uczucia, myśli i pragnienia — jest identyczne z duchem, z jego jaźnią. Miesza w ten sposób dwie rzeczywistości całkowicie autonomiczne i przeciwstawne, między którymi nie ma żadnego prawdziwego związku, lecz tylko relacje iluzoryczne, ponieważ doświadczenie psychomentalne nie należy do ducha, lecz do natury. Nędzy życia ludzkiego nie spowodował jakiś grzech pierworodny ani kara boska, lecz niewiedza. I to nie jakakolwiek niewiedza, lecz tylko nieświadomość prawdziwej natury ducha, niewiedza, która sprawia, że mylimy ducha z doświadczeniem psychomentalnym.

„Wyzwolić się” z cierpienia to cel wszystkich filozoficznych i mistycznych systemów indyjskich. Czy się to wyzwolenie osiąga bezpośrednio przez „poznanie” w wyniku studiów na przykład wedanty albo sankhji, czy też z pomocą technik — jak większość szkół buddyjskich, które wraz z jogą w nie wierzą — faktem jest, że żadna wiedza nie ma wartości, jeśli nie zmierza do „zbawienia” człowieka. „Przez poznanie”, to znaczy przez odsunięcie się, dzięki czemu odnajdzie on swoje własne centrum, zespoli się ze swym „prawdziwym duchem” (purusa, atman). Poznanie zmienia się w ten sposób w medytację, a metafizyka staje się soteriologią.

Żadna filozofia ani żadna gnoza indyjska nie grzęźnie w rozpaczy. Przeciwnie — objawienie „bólu” jako prawa egzystencji można uważać za warunek sine qua non wyzwolenia. Ów ból powszechny ma więc w istocie wartość pozytywną, pobudzającą. Przypomina bez przerwy mędrcowi i ascecie, że pozostaje im jedyny środek osiągnięcia wolności i świętości — odsunięcie się od świata, oderwanie od dóbr i ambicji, całkowite odosobnienie.

Mircea Eliade – Joga. Nieśmiertelność i wolność

Przedmioty sprzeczne

W marzeniach sennych wszyscy przeżywamy przedmioty sprzeczne. Jesteśmy nieraz we śnie w jakimś pokoju, a właściwie nie w pokoju, tylko na ulicy, mówimy do człowieka, który się okazuje rośliną lub gmachem, nie przestając być człowiekiem. W dalszym ciągu prócz nonsensów logicznych przeżywamy bez zdziwienia nonsensy przyrodnicze, fantastycznie posklejane postacie i zdarzenia, robimy cuda i doznajemy ich z niezwykłą łatwością, a przede wszystkim bez śladu zdziwienia, powątpiewania, niepokoju, bez potrzeby kontroli ze strony innych zmysłów i drugich istot myślących.

W domu bierzemy do ręki Owidiusza i przeżywamy wraz z nim zbitki z drzew i ludzi, przemiany osób w kamienie i zwierzęta, wstępowanie bóstw w ciała ludzkie i zwierzęce i wtedy nie rażą nas wcale — owszem: bawią i zajmują syreny, chimery, smoki, anioły, diabły, metamorfozy, inkarnacje i wniebowstąpienia.

W wierzeniach religijnych mamy również niewyczerpaną kopalnię zbitek o cechach wyłączających się tak jaskrawo: mamy męki niewinne w imię sprawiedliwości, a nawet miłości, mamy odpowiedzialność bez winy, a obok niemożliwości logicznych i paradoksów moralnych nieskończony szereg niemożliwości przyrodniczych w formie cudów i legend. Cały ten świat, tak żywy w okresie dzieciństwa i naturalny w umyśle ludzi pierwotnych, zgodny z całością dziecięcego, bajkowego poglądu na rzeczy — utrzymuje się w bardzo wielu umysłach dojrzałych.

Władysław Witwicki – Z filozofii nauki

Wielki Inkwizytor

Rozstrzygnij sam, kto miał słuszność: Ty czy tamten, który Cię pytał? Przypomnij sobie pierwsze pytanie; chociaż nie dosłownie, ale sens jego głosi: «Chcesz iść między ludzi i idziesz z pustymi rękami, z jakąś obietnicą wolności, której oni w swojej prostocie i przyrodzonej skłonności do nieładu nie mogą pojąć, której boją się i lękają albowiem nie ma i nie było nic bardziej nieznośnego dla człowieka i dla ludzkiej społeczności niż wolność! Czy widzisz te głazy w nagiej, rozpalonej pustyni? Przemień je w chleby, a pójdzie za Tobą cała ludzkość, jak trzoda, wdzięczna Ci i posłuszna, chociaż wiecznie drżąca, że możesz odjąć rękę Swoją i przepadną im chleby Twoje.»

Ale nie chciałeś pozbawić człowieka wolności, cóż to bowiem za wolność, pomyślałeś, jeśli posłuszeństwo kupione jest chlebem? Odparłeś, że nie samym chlebem żyje człowiek, ale czy wiesz, że w imię tego chleba powstanie przeciw Tobie duch ziemi i będzie z Tobą walczył, i pokona Cię. Czy wiesz, że wieki miną i ludzkość oznajmi przez usta swojej mądrości i nauki, że nie ma zbrodni, a więc i nie ma grzechów, że są tylko głodni? Skończy się na tym, że przyniosą nam swoją wolność do naszych nóg i powiedzą: «Weźcie nas raczej w niewolę, ale dajcie nam jeść.»

Zrozumieją wreszcie sami, że wolność i chleb ziemski pod dostatkiem dla każdego — nie dadzą się pogodzić, albowiem nigdy, nigdy nie potrafią rozdzielić go między siebie! Przekonają się również, że nie mogą być nigdy wolni, ponieważ są słabi, występni, nędzni i zbuntowani. Przyrzekłeś im chleb niebieski, lecz znowu powtarzam: czy może się on równać w oczach słabego, wiecznie występnego i wiecznie niewdzięcznego rodzaju ludzkiego z chlebem ziemskim?

Co zawiniła słaba dusza, że nie była w stanie przyjąć tak straszliwych darów? Czy przyszedłeś tylko do wybranych i gwoli nich? Ale jeżeli tak jest, to jest w tym tajemnica, której nie zrozumiemy. A jeżeli to tajemnica, wówczas i my mamy prawo głosić tajemnicę i pouczać ich, że nie wolny wybór serc ich jest istotny i nie miłość, lecz tajemnica, której powinni podporządkować się ślepo, nawet na przekór sumieniu. I tośmy zrobili. Poprawiliśmy Twoje bohaterstwo i oparli je na cudzie, tajemnicy i autorytecie. I ludzie ucieszyli się, że poprowadzono ich znowu jak trzodę i że z ich serc zdjęto wreszcie tak straszliwy dar, który im tyle męki przysporzył.

Najbardziej to męczący i nieustanny frasunek człowieka: mając wolność szukać czym prędzej tego, przed kim można się pokłonić. Lecz pokłonić się chce człowiek przed tym, co już jest niewątpliwe, tak niewątpliwe, aby wszyscy ludzie od razu zgodzili się na wspólny pokłon.

Fiodor Dostojewski – Bracia Karamazow

System wartości

Według sceptyków greckich, zasadniczo nie różniących się niczym od swych kolegów nowożytnych, dobrem, dostępnym dla prawdziwego filozofa, nie jest ani szczęście, ani rozkosz, ani mądrość, ani żaden cel inny, ale jedynie rodzaj duchowego letargu tzw. ataraksja (dosłownie: nieustraszoność). Żeby zaś osiągnąć to dobro, winien mędrzec ćwiczyć się w cnotach następujących: w jak największej obojętności na wszystko (adiafora), w beznamiętności (apátheia), w powstrzymywaniu się od wszelkiego stanowczego sądu (epoché) oraz w milczeniu (afazja).

Władysław Dębicki – Wielkie bankructwo umysłowe

Ideały

Mówi się nam, że wszelkie ścieżki prowadzą do prawdy – ścieżki, którymi dążą hindusi, chrześcijanie czy muzułmanie – że wszystkie one wiodą do tej samej bramy. Jeżeli spojrzeć na to trzeźwo, jest to oczywistą niedorzecznością. Do prawdy nie wiodą żadne ścieżki, bo to jest pięknem prawdy, że jest ona żywa. Ścieżka może prowadzić do rzeczy martwej, gdyż rzecz martwa tkwi w jednym miejscu, jest statyczna.

Gdy ujrzycie, że prawda jest czymś żywym, poruszającym się, nie znającym spoczynku, że nie ma ona świątyni, meczetu czy kościoła, że nie może was do niej zaprowadzić żadna religia, żaden nauczyciel, żaden filozof, nikt w ogóle, wtedy też zrozumiecie, że żywym elementem prawdy jest to, czym obecnie jesteście – wasz gniew, wasza brutalność, wasza przemoc, rozpacz, cierpienie i smutek. Zrozumienie tego wszystkiego jest prawdą i możecie ją pojąć tylko wtedy, gdy dowiecie się, jak należy na te problemy w waszym życiu patrzeć. Nie można tego ujrzeć przez pryzmat ideologii, słów, uczucia nadziei czy strachu.

Widzicie więc, że nie możecie się na nikim oprzeć. Nie ma przewodnika, nie ma nauczyciela, nie ma autorytetu. Jesteście tylko wy – wasz stosunek do innych ludzi i do świata – poza tym nie ma nic. Zrozumienie tego albo wywoła w was wielką rozpacz, z której zrodzi się cynizm i rozgoryczenie, albo też spoglądając prosto w twarz rzeczywistości, ujrzycie, że nikt inny, tylko wy jesteście odpowiedzialni za świat, za siebie samych, za to, co myślicie, co czujecie i co robicie. Zniknie wtedy wszelkie litowanie się nad sobą. Zazwyczaj bowiem dobrze się czujemy, mogąc zrzucić winę na innych ludzi, a jest to tylko forma litowania się nad sobą samym.

Gdy działacie według swoich zasad, wówczas nie jesteście uczciwi. Działając zgodnie z tym, co według was powinniście robić, nie jesteście sobą. Mieć ideały to głupota. Jeśli macie jakieś ideały, wierzenia lub zasady, to nie możecie żadną miarą spojrzeć na siebie bezpośrednio.

Jiddu Krishnamurti – Wolność od znanego

Jedno

MelissusArgument ten stanowi najważniejszy dowód tego, że tylko Jedno istnieje. Jeśliby istniały ziemia i woda, i powietrze, i ogień, i żelazo, i złoto, i z jednej strony to, co żywe, a z drugiej to, co martwe, i to, co czarne, i to, co białe – to trzeba, aby każda z tych rzeczy była taka, jaka ukazała się nam po raz pierwszy, i żeby się nie przemieniła ani nie stawała inna, lecz żeby każda była zawsze taka, jaka jest. Otóż my przecież mówimy, że widzimy i słyszymy w sposób prawidłowy.

Z drugiej strony wydaje się nam, że ciepłe staje się zimne i że zimne staje się ciepłe, że twarde staje się miękkie, a miękkie staje się twarde, że to, co żywe, umiera, i że żywe powstaje z tego, co nie jest żywe, i że wszystkie rzeczy się przekształcają, i że to, co było, nie jest takie samo jak to, co jest teraz.

Wynika z tego, że my ani nie widzimy, ani nie poznajemy rzeczy, które są. Okazuje się, że wszystkie one się zmieniają i stają inne, niż je za każdym razem widzieliśmy. Jest zatem oczywiste, że nie widzieliśmy w sposób poprawny, i że rozliczne rzeczy niesłusznie jawią się jako liczne. Jeśliby bowiem były naprawdę, to by się nie zmieniały, lecz każda musiałaby być taka, jaką wydawała się być. Jeśliby istniało wiele rzeczy, to musiałyby one być takie, jakie jest Jedno.

Melissos

Wiara tłumu

Tłum, będąc zdolnym do uczuć tylko prostych i przesadnych, przyjmuje lub odrzuca sugerowane mu poglądy, wierzenia i idee albo jako absolutną prawdę, albo jako absolutną nieprawdę. To tyczy się przede wszystkim wierzeń, które nie powstają drogą rozumowania, lecz są narzucone za pomocą sugestii. Każdy wie dobrze, jak nietolerancyjne są wierzenia religijne i jak przemożny wpływ wywierają na duszę tłumu. Nieuniknioną właściwością ludzi o silnie rozwiniętym uczuciu religijnym jest fanatyzm, wierzą oni bowiem, że tylko oni są w posiadaniu klucza do rajskich bram przyszłego żywota. Myślą, że w ten sposób zaciągają się na wierną służbę uwielbianemu bóstwu, które — ich zdaniem — domaga się od nich złożenia sobie w ofierze wszystkich myśli i czynów.

Autorytaryzm i nietolerancja są uczuciami dla tłumu jasnymi, tak że skwapliwie on je przyjmuje i dąży do jak najszybszego ich urzeczywistnienia. Wobec siły tłum staje się potulny, a na uczucie dobroci jest zupełnie niewrażliwy, gdyż dobroć uważa za objaw słabości. Tłum nigdy nie wielbił dobrych władców; kochał na ogół okrutników, którzy uciskali go z całą bezwzględnością.

Tłum, będąc zdolny do mordu, podpalenia i każdej innej zbrodni, równocześnie jest w stanie wytężyć swe siły dla dokonania czynów wzniosłych i bezinteresownych, o wiele wspanialszych od tych, na jakie może się zdobyć jednostka. Każde odwołanie się do miłości Ojczyzny, do uczuć religijnych, do poczucia honoru oddziałuje na tłum, który jest zdolny do bezgranicznych poświęceń. Ile tłumów zginęło bohatersko w obronie wierzeń oraz idei, haseł, których często prawie nie rozumiały!

Gustave Le Bon – Psychologia tłumu