Mit Rozumu

Jeśli mózg jest częścią ciała, a rozum częścią zachowań mózgu, wartościowanie epistemologiczne nie może być ocalone, nie może być ocalona prawda.

Mit Rozumu nie przestanie być mitem właśnie; tylko w łudzącym zaślepieniu może być przekuty w część wiedzy. Prawomocność środków dowodowych nie może być dowiedziona wcześniej, nim się ją przyjmie. Wiara w Rozum jest opcją mityczną: jest potrzebna, by człowieczeństwo mogło się ukonstytuować jako obecność Rozumu w świecie nierozumnym. Mit Rozumu ma przeciwdziałać rozpaczliwej zgodzie człowieka na własną przypadkowość.

Pytania o własną przypadkowość można nie zadać, podobnie jak każdego pytania ostatecznego, można bowiem zużyć życie nie wykraczając poza bezpośredniość. Jeśli jednak pytanie o przypadkowość człowieczeństwa pojawia się jako dziura w myśleniu człowieka o sobie, to odpowiedź, która wymusza naszą zgodę na przypadkowość własną, jest rozpaczliwa. Mit Rozumu oczyszcza z rozpaczy, jest racją przeciwko przypadkowości, lecz sam nie może mieć racji.

Mit Rozumu, mit nieprzypadkowości świata może również zapuszczać korzeń w potrzebie solidarności ludzkiej, w doświadczeniu wspólnoty i w możliwości braterstwa ludzi, bo także dla rozumienia tego doświadczenia, dla nasycienia tej potrzeby i dla wiary w tę możliwość mit Rozumu jest nieodzowny. Czy wyrasta z tego złoża właśnie, czy raczej ze strachu i potrzeby bezpieczeństwa własnego – tego w żadnym poszczególnym przypadku, gdzie akt mitotwórczy się spełnia, dowieść prawie niesposób. Czy więc ukrywa się za nim małoduszność ucieczki przed rozpaczą, zła wiara zalęknionych, czy raczej pragnienie wspólnoty i nadzieja spełnionego człowieczeństwa, zależy każdorazowo od jednostkowej świadomości, sprawczyni aktu mitotwórczego.

Każdy jedynie sam przed sobą potrafi ustalić z pewnością, czy mity jego zrodzone są z energii strachu, czy raczej z dyfuzji miłości. Potrzebny jest tedy nieulękły radykalizm samowiedzy, potrzebna jest odwaga odsłaniania bez końca przed sobą własnego motywu, jakości własnego ośrodka rozruchowego, aby wiedzieć, czy mit Rozumu, skoro został przyjęty, niesie w sobie marność źródłowego przerażenia absurdem, czy rozmach poczucia wspólnoty ludzkiej, czy może jedno i drugie.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Przywiązanie

W pewien sposób już za młodu nafaszerowano nas narkotykami. Wychowywano nas, abyśmy potrzebowali ludzi. Do czego? Do tego, by nas akceptowali, chwalili – czyli do tego wszystkiego, co nazywamy sukcesem. Są to słowa nie mające żadnego odniesienia w rzeczywistości. Stanowią pewną konwencję, czyli są czymś wymyślonym, ale nie zdajemy sobie sprawy, że nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Czym jest sukces? Jest to decyzja jakiejś grupy ludzi, że coś jest dobre. Inna grupa może podjąć decyzję, że ta sama rzecz jest zła. To, co uchodzi za dobre w Waszyngtonie może być uznane za złe w klasztorze. Sukces w pewnych kręgach politycznych, w innych uchodzić może za porażkę. Są to konwencje. Ale traktujemy je jako rzeczywistość.

Za młodu zaprogramowano nas, ukierunkowano na szczęście. Nauczono, że aby być szczęśliwym, potrzeba pieniędzy, sukcesu, pięknego lub przystojnego partnera, dobrej pracy, przyjaciół, duchowości, Boga – czy jak inaczej to nazywacie. Dopóki tego nie będziecie mieli, powiedziano wam, nie będziecie szczęśliwi. I to jest to, co nazywamy przywiązaniem. Przywiązanie, to wiara w to, że nie mając czegoś, nie można być szczęśliwym. Jeśli choć raz dasz się o tym przekonać – jesteś skończony.

Anthony de Mello – Przefiltrowana rzeczywistość

Notyfikacja

Aby ujrzeć Boga, wystarczy patrzeć bezpośrednio na świat. Nic nie można stwierdzić o Bogu: jedyna znajomość jest nieznajomością. Pytanie o istnienie Boga jest już absurdem. To radykalne zaprzeczenie prowadzi także do negacji prawdy, że w Biblii znajdują się doniosłe potwierdzenia istnienia Boga. Tekst Pisma Świętego jest informacją, która służy jedynie do osiągnięcia wewnętrznego spokoju. Księgi święte religii w ogólności przeszkadzają, aby ludzie szli za własnym zdrowym rozsądkiem i czynią ich ograniczonymi i agresywnymi. Religie, włącznie z chrześcijańską, są jedną z podstawowych przeszkód w odkryciu prawdy. Ta prawda, zresztą, nie może być nigdy zdefiniowana co do swojej konkretnej treści. Myśleć, że Bóg własnej religii jest jedynym, znaczy poddać się fanatyzmowi.

Jezus jest tylko mistrzem na równi z innymi. Jedyna różnica polega na tym, że Jezus był „przebudzony” i całkowicie wolny, natomiast inni nie. Poucza on, że wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi. Problem przeznaczenia po śmierci nie jest ważny. Powinno interesować nas jedynie życie obecne. W tym życiu jednak, nie można mówić o obiektywnych zasadach moralnych, ponieważ zło jest jedynie nieznajomością. Dobro i zło są widziane jako rozumowe wartościowanie narzucone na rzeczywistość.

Jakiekolwiek credo lub wyznanie wiary, czy to w Boga, czy w Chrystusa, może tylko przeszkadzać w osobistym dostępie do prawdy. Kościół, czyniąc bożka ze Słowa Bożego zawartego w Piśmie Świętym, doprowadził do wypędzenia niejako Boga ze świątyni. W konsekwencji stracił autorytet nauczania w imię Chrystusa.

Kongregacja Nauki Wiary, mając na celu troskę o dobro wiernych, uznała za konieczne stwierdzić niniejszą Notyfikacją, że wyżej przedstawione teorie nie są do pogodzenia z wiarą katolicką i mogą prowadzić do poważnych szkód. W czasie audiencji udzielonej Kardynałowi Prefektowi, Jego Świątobliwość Jan Paweł II zatwierdził niniejszą Notyfikację, uchwaloną na zebraniu plenarnym Kongregacji Nauki Wiary i nakazał jej opublikowanie.

Joseph Ratzinger, Tarcisio Bertone –
Notyfikacja odnośnie do pism ojca Anthony’ego de Mello SJ

Miłość i strach

Ktoś powiedział, że istnieją jedynie dwie rzeczy na świecie: Bóg i strach. Miłość i strach są właśnie tymi dwiema rzeczami. Jest tylko jedno zło na świecie – strach, jest tylko jedno dobro na świecie – miłość. Czasami jedynie inaczej są określane. Niekiedy miłość nazywana jest szczęściem, wolnością, pokojem, radością, Bogiem czy zgoła czymś innym. Ale nieważne, jak ją zwał. I nie ma na świecie takiego zła, które nie pochodziłoby ze strachu.

Ignorancja i strach, ignorancja wypływająca ze strachu. Wszelkie zło pochodzi ze strachu i każdy gwałt z niego się bierze. Osoba rzeczywiście pozbawiona agresji jest osobą, która nie ma w sobie strachu. Gdy obawiasz się czegoś, stajesz się zły. Przypomnij sobie, kiedy ostatni raz byłeś zły. Idź dalej. Pomyśl, kiedy byłeś zły i jaki lęk krył się pod twoją złością. Czego bałeś się stracić? Co miano ci zabrać, iż tak bardzo się bałeś? To tutaj tkwi przyczyna twej złości. Pomyśl o jakiejś złej osobie, być może to ty jesteś źródłem jej strachu. Czy widzisz, jak jest przestraszona? Jest naprawdę wystraszona, bez żartów. Ostatecznie są jedynie dwie rzeczy na świecie: miłość i strach.

Porzucam me rozważania w tym momencie, nieuporządkowane, i skupiam się to na jednej, to na drugiej sprawie, powracając raz po raz do wcześniejszych tematów. Czynię tak dlatego, gdyż myślę, że jest to sposób na uchwycenie tego, o czym mówię. Jeśli nie dotrę do ciebie za pierwszym razem, może uda mi się za drugim, a to, co nie docierało do jednej osoby, może dotrze do drugiej. Omawiam rozmaite sprawy. Choć tak naprawdę mówię o jednej. Nazywa się przebudzenie, nazywa się miłość, duchowość, wolność, świadomość czy jakoś tam jeszcze. Naprawdę idzie tu o tę sama rzecz.

Anthony de Mello – Przebudzenie

Start-up

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli, a nikt nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Nikt też nie cierpiał niedostatku, gdyż właściciele ziemi i domów sprzedawali je, a pieniądze uzyskane ze sprzedaży składali u stóp apostołów. Rozdzielano je wszystkim według potrzeb.

Pewien zaś człowiek o imieniu Ananiasz, wraz z żoną Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony odłożył sobie część uzyskanych pieniędzy, a resztę przyniósł i złożył u stóp apostołów. I rzekł Piotr: „Ananiaszu, czym wypełnił szatan twe serce, że okłamałeś Ducha Świętego i odłożyłeś sobie część pieniędzy? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu”. Słysząc te słowa Ananiasz padł martwy.

Po trzech godzinach nadeszła też jego żona, nie wiedząc, co się stało. I rzekł do niej Piotr: „Powiedz, czy za tyle sprzedaliście ziemię?” „Tak, za tyle” – odpowiedziała. A Piotr do niej: „Dlaczego umówiliście się, aby wystawiać na próbę Ducha Pana? Oto stoją w progu ci, którzy pochowali twego męża. Wyniosą też ciebie”. A ona upadła natychmiast u jego stóp i skonała.

Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli.

Dzieje Apostolskie 4, 32-5, 12