Doskonała wiedza

Budda miał raz powiedzieć: „Rzeczy, o Sariputro, nie istnieją tak, jak się wydaje przywiązanym do nich zwykłym nieoświeconym ludziom”. Sariputra rzekł: „Jakże więc istnieją rzeczy, o Mistrzu?”. Budda odpowiedział: „Istnieją one w taki jedynie sposób, że właściwie nie istnieją. Ponieważ zaś nie istnieją, zwać je należy Avidyā, tj. nieistniejącymi. Do nich są przywiązani zwyczajni nieoświeceni ludzie, którzy sobie wyobrażają, że przedmioty w rzeczy samej istnieją, gdy tymczasem, żaden z nich nie istnieje”.

Potem zapytał Budda świętego ucznia Subuti: „Jak sądzisz, Subuti, czy złudzenie jest jedną rzeczą a cielesność drugą? Czy złudzenie jest jedną rzeczą a uczucie drugą? wyobrażenie drugą? kształt drugą? poznanie drugą?”. Subuti odpowiedział: „Nie, panie!”. Wówczas rzekł Budda: „Natura złudzenia czyni rzeczy tym, czym one są. Dzieje się to w taki sposób, o Subuti, jak gdyby zręczny czarodziej lub uczeń czarodzieja pokazał na rozstajnych drogach mnóstwo ludzi i, pokazawszy ich, kazał im znowu zniknąć”.

Prajnaparamita (Doskonała wiedza)

Punkt wyjścia

Dla prostego człowieka byt niezależny świata poza umysłem, a więc istnienie świecącego słońca, twardej ziemi, zimnej wody i tym podobne, nie ulega najmniejszemu wątpieniu; jest to dla niego prawdą niewzruszoną. Dość jest atoli trochę tylko się zastanowić, ażeby spostrzec, że istnieje coś jeszcze pewniejszego, mianowicie, że istnieje moja własna świadomość, bo gdyby tej nie było, nic bym nie wiedział o świecie materialnym. Zdanie to dość jest wymówić, żeby się zaraz przekonać, iż własna moja świadomość może być jedynie odpowiednim punktem wyjścia dla filozoficznego rozmyślania. Zdumiewać się trzeba, że upłynęło tyle stuleci, nim ludzie zrozumieć to zdołali. Dopiero Kartezjusz sławnym swoim cogito, ergo sum uczynił świadomość punktem wyjścia.

Zastanówmy się nad pierwszym objawem naszej świadomości. Pierwszą jej treścią nie może być oczywiście co innego tylko uczucie, które bywa różnego rodzaju: uczucie światła, dźwięku, bólu, przyjemności itp. Uczucia te przybywają do świadomości, wychodzą z niej i zmieniają się bez naszego w tym współudziału. Są one jedyną treścią naszego umysłu; treść ta przedstawia się nam jako coś stworzonego nie przez świadomość, lecz jako rzecz narzucona.

Świadomość tedy przypuszcza, że istnieje jakiś przedmiot zewnętrzny, którego obecność jest konieczną dla wywołania uczucia. Lecz to przypuszczenie egzystencji przedmiotów zewnętrznych, które na pozór odbywa się bez żadnej rozwagi i namysłu, jest właściwie wnioskiem logicznym, bez którego nigdy byśmy nie doszli do pojęcia o świecie zewnętrznym.

Oczywistą przeto jest rzeczą, na podstawie powyższej analizy, iż świata materialnego nie można uważać za zbiór jakichś bytów rzeczywistych, niezależnych od naszego umysłu, mogących istnieć wtedy nawet, gdyby umysł nie myślał i nie wyobrażał sobie niczego.

Adolf E. Fick – Die Welt als Vorstellung. Akademischer Vortrag

Mechanizm

Człowiek, ciągle rozpatrywany pod czysto ziemskimi względami, zdaje się osiągać szczyty moralnej oraz fizycznej perfekcji. Jego zdolności łączą się zachwycająco, aby wieść go do tego celu. Jego zmysły, bardziej doskonałe niż u niższych gatunków, jego pamięć tak wierna, iż przedstawia mu różne przedmioty, nie dopuszczając, by się pomieszały, jego zdolność sądzenia, pozwalająca je klasyfikować oraz porównywać, jego umysł, każdego dnia odkrywający między nimi nowe związki, wszystko to współdziała, prowadząc go ku kolejnym odkryciom oraz umacniając panowanie.

Tymczasem, pośród swych zdobyczy oraz zwycięstw, ani ujarzmiony świat, ani ustanowione organizacje społeczne, ani ogłoszone prawa, ani zaspokojone potrzeby, ani pomnożone przyjemności nie wystarczają jego duszy. Ciągle rośnie w nim jakieś pragnienie i domaga się czegoś innego. Zbadał, spenetrował, ujarzmił oraz przyozdobił swe ziemskie schronienie, ale jego spojrzenie szuka innej sfery. Stał się panem widzialnej i ograniczonej natury, a pragnie natury niewidzialnej i bez granic. Zatroszczył się o sprawy, które im bardziej są złożone oraz sztuczne, tym wyższego wydają się gatunku. Wszystko poznał, wszystko przeliczył, a czuje się zniechęcony tym, że zajmuje się jedynie interesami i kalkulacjami.

Krzyczy w nim jakiś wewnętrzny głos i mówi mu, że wszystkie te rzeczy to tylko mechanizm, mniej lub bardziej genialny, mniej lub bardziej doskonały, ale nie mogący być kresem lub ograniczeniem jego egzystencji, oraz że to, co wziął za cel, było jedynie szeregiem środków.

Benjamin Constant – O religii

Wszystko jest uczuciem

LichtenbergGdy w różnych okresach życia rozmyśla się o solipsyzmie (który wszystkie ciała materialne uważa za nic więcej, tylko za nasze idee), dzieje się to zwykle w sposób następujący:

  1. Naprzód, jako chłopcy, śmiejemy się z niedorzeczności tego idealizmu.
  2. Później nieco teoria ta wydaje się nam dowcipną i przypuszczalną; dysputujemy też o niej chętnie z osobami, które bądź pod względem wieku, bądź co do wykształcenia znajdują się jeszcze w pierwszym okresie.
  3. W latach dojrzalszych uważamy ją za bardzo trafną, drażnimy nią siebie i innych, ale wydaje się nam ona niegodną zbijania i przeciwną naturze. Człowiek uważa, iż nie warto nad nią rozmyślać, ponieważ zdaje mu się, że się już dosyć nad tym zastanawiał.
  4. Na koniec wszakże, po głębszej rozwadze, ten idealizm staje się dla niego prawdą zgoła niepokonaną.

Gdyż proszę tylko pomyśleć, że jeśli nawet istnieją jakie przedmioty poza naszym umysłem, to my o ich obiektywnej rzeczywistości nic zgoła nie wiemy. Wszystko bowiem otrzymujemy tylko przez nasze wrażenia i wyobrażenia. Przekonanie, że te wrażenia i wyobrażenia wywołane są w naszym umyśle przez zewnętrzne przedmioty, jest przecież niczym więcej tylko znowu naszym wyobrażeniem. Na pokonanie idealizmu nie ma sposobu, zawsze bowiem bylibyśmy tylko idealistami, gdyby nawet istniały dokoła nas przedmioty materialne, ponieważ o istocie tych przedmiotów nic absolutnie wiedzieć nie możemy.

Wszystko jest uczuciem; poznanie rzeczy zewnętrznych byłoby sprzecznością: człowiek nie może wyjść poza siebie. Sądząc, że spostrzegamy przedmioty materialne zewnętrzne, jesteśmy w grubym błędzie, gdyż spostrzegamy tylko siebie, tj. nasze wyobrażenia. Niczego w świecie nie możemy poznać oprócz nas samych i oprócz tych przemian, które w nas zachodzą. Również nie możemy czuć dla kogo innego lub za kogo, jak się to mówi niekiedy: czujemy tylko za siebie. Zdanie to wydaje się dziwnym, lecz po bliższej rozwadze, przestaje być takim. Nikt nie kocha ojca, matki, żony i dzieci, ale kocha jedynie miłe uczucia, które sprawiają mu te osoby; uczucia te pochlebiają albo naszej dumie, albo naszej miłości własnej; kochamy się, tj. siebie w kimś, ale nie kogoś. Inaczej być nie może, kto przeczy temu twierdzeniu, ten go nie rozumie.

Georg Christoph Lichtenberg – Vermischte Schriften

Pourquoi y a-t-il quelque chose plutôt que rien?

Wiary w istnienie świata materialnego niepodobna uzasadnić za pomocą rozumu. Gdy się gubię w rozmyślaniach nad tym przedmiotem, co mi się zdarza zawsze, ilekroć nad nim się zastanawiam, dochodzę do mniemania, że wszystko, co widzimy, jest tylko zjawiskiem, i że poza nami nie ma nic takiego, co by odpowiadało naszym wyobrażeniom, i zawsze powracam do tego pytania króla indyjskiego:

Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?

Jean d’Alembert – List do Voltaire’a

Dla wygody

Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie. Za pewnością jednak nie jawi się na mocy samego swego istnienia. Jest dla nas owocem także bardzo szczególnych przebiegów zdarzeń w tej wyróżnionej części świata, jaką jest nasz mózg.

Czy skłonni jesteśmy sądzić, że ten szczególny zwrot w rozwoju zwierząt wyższych, zwrot, który bynajmniej nie musiał się dokonać, stał się warunkiem niezbędnym po temu, by świat jawił się samemu sobie w błyskach świadomości? Czy w przeciwnym razie nie byłby on sztuką odgrywaną przed pustą widownią, nie postrzeganą przez nikogo, a więc ściśle mó­wiąc – nie istniejącą? Byłoby to bankructwo wizji świata. Konieczności poszukiwania wyjścia z tego ślepego zaułka nie powinna tamować obawa przed przemądrzałymi drwinami racjonalistów.

Erwin Schrodinger – Fizyczne podstawy świadomości

Głową w mur

Wstałem z ławki, zacząłem przechadzać się wzdłuż i wszerz po piwnicy i rozmyślać, dla odmiany, o moim przeżytym życiu. Bezładna masa wspomnień wróciła mi na pamięć. Były wśród nich dobre i złe — przynajmniej przedtem na takie je dzieliłem. Wracały twarze i zdarzenia. Uśmiechnąłem się. Jakże zażarcie uganiałem się za szczęściem, za kobietami, za wolnością. I po co? Chciałem wyzwolić Hiszpanię, uwielbiałem Pi y Margalla, przystałem do anarchistów, przemawiałem na wiecach: wszystko traktowałem z taką powagą, jakbym był nieśmiertelny.

Odniosłem w tej chwili wrażenie, że mam przed sobą całe moje życie jak na dłoni, i pomyślałem sobie: „Cóż za kłamstwo od początku do końca!” Nic już nie było warte, bo było skończone. Zastanawiałem się, jak mogłem spacerować beztrosko, żartować z dziewczętami: małym palcem bym nie ruszył, gdybym to wiedział. Życie moje leżało przede mną zamknięte, skończone, zawiązane jak worek, a przecież wszystko, co było w nim, w środku, było niedokończone. Przez moment zapragnąłem je osądzić. Chciałbym móc powiedzieć: to było piękne życie. Ale nie można go było osądzić, to był zaledwie szkic życia; przez cały czas wystawiałem tylko weksle na wieczność, niczego nie rozumiejąc.

Gdyby teraz, w stanie, w jakim się znajdowałem, oznajmiono mi, że mogę spokojnie wracać do domu, że jestem wolny, pozostałbym nadal całkowicie obojętny: parę godzin czy parę lat czekania to w gruncie rzeczy wszystko jedno. Właściwie na niczym mi już nie zależało, byłem najzupełniej spokojny.

Jean Paul Sartre – Mur

W niewoli przyzwyczajeń

Czyste doświadczenie informuje o stałym następstwie faktów; ale nie poucza, że jeden fakt wynika z drugiego. Jeśli nacisnąć na spust fuzji, to rozlegnie się strzał; ale naprawdę stwierdzamy tylko, że strzał nastąpił po naciśnięciu spustu, nie zaś, że z niego wyniknął, że był jego skutkiem. Jak dzieje się to, iż po jednym fakcie następuje drugi, tego doświadczenie nie podaje; jeśli więc mamy się trzymać ściśle doświadczenia, to musimy wyrzec się związków przyczynowych i zadowalać się tylko ustalaniem stałych następstw. To była najbardziej niespodziewana i szczególna teza Hume’a.

Nie ma zatem żadnej podstawy do uznawania związków przyczynowych jako koniecznych: ani podstawy rozumowej, ani doświadczalnej. A jednak mimo to w życiu i w nauce zawsze uznajemy je i oczekujemy, że gdy zaszła przyczyna, niechybnie zajdzie też i skutek. Taka postawa umysłu wymaga wytłumaczenia; stanowiła ona z kolei nowe zagadnienie Hume’a: dlaczego, choć nie mamy do tego podstawy, uznajemy istnienie związków przyczynowych?

Czynimy to dlatego, że opieramy się na dawniej zebranym doświadczeniu i doświadczenie to przenosimy na przyszłość. Dotąd po naciśnięciu spustu w fuzji padał strzał, więc sądzimy, że tak będzie i nadal. Ale czyniąc tak, nie zostajemy już w granicach czystego doświadczenia, lecz przekraczamy je. Nie są bynajmniej równoważne te dwa zdania: „Stwierdziłem, iż temu oto przedmiotowi towarzyszył taki skutek” i „Spodziewam się, że innym przedmiotom, które, o ile je znamy, są podobne do tamtego, będą towarzyszyć skutki podobne”. Od jednego z tych zdań do drugiego można by przejść tylko drogą rozumowania, ale czy jest takie rozumowanie? Czy mamy prawo przenosić na przyszłość dawniej zebrane doświadczenia?

Nie ma takiego rozumowania, które upoważniałoby do przenoszenia dotychczasowego doświadczenia na przyszłość. Nie ma sprzeczności w przypuszczeniu, że choć pewne zdarzenie miało jakiś skutek, to zdarzenie doń podobne mieć będzie skutek inny. W przenoszeniu doświadczeń na przyszłość gra rolę nie rozumowanie, lecz czynnik innego zgoła rodzaju; wnioski z przyczyny o skutku nie są wcale rzeczą rozumowania. Są rzeczą przyzwyczajenia.

Stałe powtarzanie się pewnych związków nie zmienia wprawdzie nic w naturze tych związków, ale zmienia nasz do nich stosunek. Wytwarza w umyśle skłonność do oczekiwania dalszych powtórzeń. Skoro przywykliśmy, że po naciśnięciu spustu pada strzał, sądzimy, że tak będzie i nadal. Jest to wszakże podstawa wniosku czysto subiektywna. Wprawdzie skłonność ta ma pewną podstawę obiektywną, mianowicie regularność w zachodzeniu związków, dotąd obserwowaną; ale właśnie ta podstawa sama jest niedostateczna do wyciągania wniosków. Właściwa podstawa wniosku jest nie obiektywna, lecz subiektywna, i jest uczuciowa, nie pojęciowa. Wnioskowanie jest tu aktem wiary, nie wiedzy.

Poczucie konieczności nie jest podstawą wniosków naszych, lecz ich wynikiem; tym jest większe, im więcej wniosków takich wyciągnęliśmy. Poszukiwanie wniosków przyczynowych jest instynktem, który nam dała natura. Dała nam ona instynkt nie dając zrozumienia. Wnioskujemy o rzeczach przyszłych bez znajomości podstaw naszych wniosków tak samo, jak możemy poruszać się nie mając znajomości muskułów. Ale instynkt nie jest poznaniem.

Władysław Tatarkiewicz – Historia filozofii Tom II Filozofia nowożytna do 1830 r.

Jak zdobyć przyjaciół?

Podstawowe techniki kontaktów z ludźmi:

  1. Nie krytykuj, nie potępiaj i nie pouczaj.
  2. Szczerze i uczciwie wyrażaj uznanie.
  3. Wzbudź w innych szczere chęci.

Sześć sposobów, które sprawią, że ludzie będą Cię lubić:

  1. Okazuj ludziom szczere zainteresowanie.
  2. Uśmiechaj się.
  3. Pamiętaj, że nazwisko to dla człowieka najsłodsze i najważniejsze spośród wszystkich słów świata.
  4. Bądź dobrym słuchaczem. Zachęcaj rozmówcę, aby mówił o sobie samym.
  5. Mów o tym, co interesuje Twojego rozmówcę.
  6. Spraw, aby Twój rozmówca poczuł się ważny i zrób to szczerze.

Jak przekonać innych do Twojego sposobu myślenia:

  1. Kłótni nie można wygrać. Jedyny sposób, aby zwyciężyć w kłótni, to jej unikać.
  2. Okaż szacunek dla poglądów rozmówcy. Nigdy mu nie mów: „Nie masz racji.”
  3. Jeśli nie masz racji, przyznaj to szybko i bardzo wyraźnie.
  4. Zacznij od okazania przyjaźni.
  5. Jak najprędzej wydobądź z rozmówcy liczne „tak”.
  6. Pozwól rozmówcy wygadać się.
  7. Daj rozmówcy myśleć, że Twoja idea wyszła od niego.
  8. Szczerze próbuj przyjmować punkt widzenia Twojego rozmówcy.
  9. Okaż zrozumienie i współczuj mu myślami i pragnieniami.
  10. Odwołaj się do jego szlachetności.
  11. Udramatyzuj swoje pomysły.
  12. Rzuć człowiekowi wyzwanie.

Jak zmieniać ludzi nie zrażając ich i nie zniechęcając:

  1. Zacznij od szczerej pochwały i uznania.
  2. Zwracaj uwagę na błędy innych pośrednio.
  3. Zanim skrytykujesz innych, przyznaj się do własnych błędów.
  4. Zadawaj pytania zamiast wydawać rozkazy.
  5. Pozwól ludziom zachować twarz.
  6. Pochwal najmniejsze nawet osiągnięcia. Nie skąp pochwał.
  7. Wystaw ludziom dobrą opinię, której będą musieli sprostać.
  8. Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.
  9. Spraw, aby rozmówca z przyjemnością zrobił to, czego od niego oczekujesz.

Dale Carnegie – Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi

Kult pracy

Dziwaczne szaleństwo ogarnęło pracowników w krajach o rozwiniętej cywilizacji kapitalistycznej. To szaleństwo pociąga za sobą osobiste i społeczne niedole, torturujące od trzech wieków zmęczoną ludzkość. Tym szaleństwem jest miłość do pracy, wściekła namiętność pracy aż do wyczerpania sił witalnych osobnika i jego potomstwa. Zamiast przeciwstawić się temu zboczeniu umysłowemu, kapłani, ekonomiści i moraliści uczynili z pracy przedmiot najwyższego kultu. Praca w społeczeństwie kapitalistycznym jest przyczyną niedorozwoju umysłowego i fizycznego. Przypatrzcie się szlachetnemu dzikusowi, którego misjonarze handlu i handlarze religii jeszcze nie zdeprawowali chrześcijaństwem, syfilisem i dogmatem pracy, a potem zwróćcie uwagę na naszego nieszczęsnego sługę maszyny.

Jeśli chcemy w naszej cywilizowanej Europie odnaleźć ślady naturalnej ludzkiej piękności, należy jej szukać u ludów, u których gospodarcze przesądy nie wykorzeniły jeszcze nienawiści do pracy. Dla Hiszpana, w którym prymitywne zwierzę nie zostało jeszcze przytłumione, praca jest najgorszą niewolą. Grecy w okresie największego rozwoju także traktowali pracę z pogardą; tylko niewolnikom dozwolone było pracować. Ćwiczenia cielesne i rozrywki umysłowe – to jedyne zajęcia wolnego człowieka. Jehowa, brodaty i przykry Bóg, dał swym wiernym doskonały przykład idealnego lenistwa: po sześciu dniach pracy odpoczywa po wieczne czasy.

Gdy pracujący wyrwą ze swego serca namiętność do pracy, to nie po to, aby ogłosić Prawa człowieka, które są w rzeczywistości prawami eksploatacji kapitalistycznej, nie po to, by ogłosić Prawo do pracy, będące w rzeczywistości prawem do nędzy, lecz po to, by ukuć żelazne prawo, zakazujące ludziom pracować dłużej niż trzy godziny na dobę. Ale jak żądać od proletariatu, zdeprawowanego moralnością kapitalistyczną, takiej męskiej decyzji… Na wzór Chrystusa, uosabiającego niedolę starożytnych niewolników, proletariat żmudnie wspina się od wieków na Golgotę nędzy.

O lenistwo, zmiłuj się nad naszą tak długo trwającą niedolą! O lenistwo! Matko sztuk pięknych i szlachetnych cnót, bądź balsamem dla cierpiącej ludzkości!

Paul Lafargue – Prawo do lenistwa