Wszystko jest uczuciem

LichtenbergGdy w różnych okresach życia rozmyśla się o solipsyzmie (który wszystkie ciała materialne uważa za nic więcej, tylko za nasze idee), dzieje się to zwykle w sposób następujący:

  1. Naprzód, jako chłopcy, śmiejemy się z niedorzeczności tego idealizmu.
  2. Później nieco teoria ta wydaje się nam dowcipną i przypuszczalną; dysputujemy też o niej chętnie z osobami, które bądź pod względem wieku, bądź co do wykształcenia znajdują się jeszcze w pierwszym okresie.
  3. W latach dojrzalszych uważamy ją za bardzo trafną, drażnimy nią siebie i innych, ale wydaje się nam ona niegodną zbijania i przeciwną naturze. Człowiek uważa, iż nie warto nad nią rozmyślać, ponieważ zdaje mu się, że się już dosyć nad tym zastanawiał.
  4. Na koniec wszakże, po głębszej rozwadze, ten idealizm staje się dla niego prawdą zgoła niepokonaną.

Gdyż proszę tylko pomyśleć, że jeśli nawet istnieją jakie przedmioty poza naszym umysłem, to my o ich obiektywnej rzeczywistości nic zgoła nie wiemy. Wszystko bowiem otrzymujemy tylko przez nasze wrażenia i wyobrażenia. Przekonanie, że te wrażenia i wyobrażenia wywołane są w naszym umyśle przez zewnętrzne przedmioty, jest przecież niczym więcej tylko znowu naszym wyobrażeniem. Na pokonanie idealizmu nie ma sposobu, zawsze bowiem bylibyśmy tylko idealistami, gdyby nawet istniały dokoła nas przedmioty materialne, ponieważ o istocie tych przedmiotów nic absolutnie wiedzieć nie możemy.

Wszystko jest uczuciem; poznanie rzeczy zewnętrznych byłoby sprzecznością: człowiek nie może wyjść poza siebie. Sądząc, że spostrzegamy przedmioty materialne zewnętrzne, jesteśmy w grubym błędzie, gdyż spostrzegamy tylko siebie, tj. nasze wyobrażenia. Niczego w świecie nie możemy poznać oprócz nas samych i oprócz tych przemian, które w nas zachodzą. Również nie możemy czuć dla kogo innego lub za kogo, jak się to mówi niekiedy: czujemy tylko za siebie. Zdanie to wydaje się dziwnym, lecz po bliższej rozwadze, przestaje być takim. Nikt nie kocha ojca, matki, żony i dzieci, ale kocha jedynie miłe uczucia, które sprawiają mu te osoby; uczucia te pochlebiają albo naszej dumie, albo naszej miłości własnej; kochamy się, tj. siebie w kimś, ale nie kogoś. Inaczej być nie może, kto przeczy temu twierdzeniu, ten go nie rozumie.

Georg Christoph Lichtenberg – Vermischte Schriften

Pourquoi y a-t-il quelque chose plutôt que rien?

Wiary w istnienie świata materialnego niepodobna uzasadnić za pomocą rozumu. Gdy się gubię w rozmyślaniach nad tym przedmiotem, co mi się zdarza zawsze, ilekroć nad nim się zastanawiam, dochodzę do mniemania, że wszystko, co widzimy, jest tylko zjawiskiem, i że poza nami nie ma nic takiego, co by odpowiadało naszym wyobrażeniom, i zawsze powracam do tego pytania króla indyjskiego:

Dlaczego istnieje raczej coś niż nic?

Jean d’Alembert – List do Voltaire’a

Dla wygody

Świat jest konstrukcją naszych wrażeń, percepcji i wspomnień. Dla wygody przyjmujemy, że istnieje obiektywnie, samoistnie. Za pewnością jednak nie jawi się na mocy samego swego istnienia. Jest dla nas owocem także bardzo szczególnych przebiegów zdarzeń w tej wyróżnionej części świata, jaką jest nasz mózg.

Czy skłonni jesteśmy sądzić, że ten szczególny zwrot w rozwoju zwierząt wyższych, zwrot, który bynajmniej nie musiał się dokonać, stał się warunkiem niezbędnym po temu, by świat jawił się samemu sobie w błyskach świadomości? Czy w przeciwnym razie nie byłby on sztuką odgrywaną przed pustą widownią, nie postrzeganą przez nikogo, a więc ściśle mó­wiąc – nie istniejącą? Byłoby to bankructwo wizji świata. Konieczności poszukiwania wyjścia z tego ślepego zaułka nie powinna tamować obawa przed przemądrzałymi drwinami racjonalistów.

Erwin Schrodinger – Fizyczne podstawy świadomości

Głową w mur

Wstałem z ławki, zacząłem przechadzać się wzdłuż i wszerz po piwnicy i rozmyślać, dla odmiany, o moim przeżytym życiu. Bezładna masa wspomnień wróciła mi na pamięć. Były wśród nich dobre i złe — przynajmniej przedtem na takie je dzieliłem. Wracały twarze i zdarzenia. Uśmiechnąłem się. Jakże zażarcie uganiałem się za szczęściem, za kobietami, za wolnością. I po co? Chciałem wyzwolić Hiszpanię, uwielbiałem Pi y Margalla, przystałem do anarchistów, przemawiałem na wiecach: wszystko traktowałem z taką powagą, jakbym był nieśmiertelny.

Odniosłem w tej chwili wrażenie, że mam przed sobą całe moje życie jak na dłoni, i pomyślałem sobie: „Cóż za kłamstwo od początku do końca!” Nic już nie było warte, bo było skończone. Zastanawiałem się, jak mogłem spacerować beztrosko, żartować z dziewczętami: małym palcem bym nie ruszył, gdybym to wiedział. Życie moje leżało przede mną zamknięte, skończone, zawiązane jak worek, a przecież wszystko, co było w nim, w środku, było niedokończone. Przez moment zapragnąłem je osądzić. Chciałbym móc powiedzieć: to było piękne życie. Ale nie można go było osądzić, to był zaledwie szkic życia; przez cały czas wystawiałem tylko weksle na wieczność, niczego nie rozumiejąc.

Gdyby teraz, w stanie, w jakim się znajdowałem, oznajmiono mi, że mogę spokojnie wracać do domu, że jestem wolny, pozostałbym nadal całkowicie obojętny: parę godzin czy parę lat czekania to w gruncie rzeczy wszystko jedno. Właściwie na niczym mi już nie zależało, byłem najzupełniej spokojny.

Jean Paul Sartre – Mur

W niewoli przyzwyczajeń

Czyste doświadczenie informuje o stałym następstwie faktów; ale nie poucza, że jeden fakt wynika z drugiego. Jeśli nacisnąć na spust fuzji, to rozlegnie się strzał; ale naprawdę stwierdzamy tylko, że strzał nastąpił po naciśnięciu spustu, nie zaś, że z niego wyniknął, że był jego skutkiem. Jak dzieje się to, iż po jednym fakcie następuje drugi, tego doświadczenie nie podaje; jeśli więc mamy się trzymać ściśle doświadczenia, to musimy wyrzec się związków przyczynowych i zadowalać się tylko ustalaniem stałych następstw. To była najbardziej niespodziewana i szczególna teza Hume’a.

Nie ma zatem żadnej podstawy do uznawania związków przyczynowych jako koniecznych: ani podstawy rozumowej, ani doświadczalnej. A jednak mimo to w życiu i w nauce zawsze uznajemy je i oczekujemy, że gdy zaszła przyczyna, niechybnie zajdzie też i skutek. Taka postawa umysłu wymaga wytłumaczenia; stanowiła ona z kolei nowe zagadnienie Hume’a: dlaczego, choć nie mamy do tego podstawy, uznajemy istnienie związków przyczynowych?

Czynimy to dlatego, że opieramy się na dawniej zebranym doświadczeniu i doświadczenie to przenosimy na przyszłość. Dotąd po naciśnięciu spustu w fuzji padał strzał, więc sądzimy, że tak będzie i nadal. Ale czyniąc tak, nie zostajemy już w granicach czystego doświadczenia, lecz przekraczamy je. Nie są bynajmniej równoważne te dwa zdania: „Stwierdziłem, iż temu oto przedmiotowi towarzyszył taki skutek” i „Spodziewam się, że innym przedmiotom, które, o ile je znamy, są podobne do tamtego, będą towarzyszyć skutki podobne”. Od jednego z tych zdań do drugiego można by przejść tylko drogą rozumowania, ale czy jest takie rozumowanie? Czy mamy prawo przenosić na przyszłość dawniej zebrane doświadczenia?

Nie ma takiego rozumowania, które upoważniałoby do przenoszenia dotychczasowego doświadczenia na przyszłość. Nie ma sprzeczności w przypuszczeniu, że choć pewne zdarzenie miało jakiś skutek, to zdarzenie doń podobne mieć będzie skutek inny. W przenoszeniu doświadczeń na przyszłość gra rolę nie rozumowanie, lecz czynnik innego zgoła rodzaju; wnioski z przyczyny o skutku nie są wcale rzeczą rozumowania. Są rzeczą przyzwyczajenia.

Stałe powtarzanie się pewnych związków nie zmienia wprawdzie nic w naturze tych związków, ale zmienia nasz do nich stosunek. Wytwarza w umyśle skłonność do oczekiwania dalszych powtórzeń. Skoro przywykliśmy, że po naciśnięciu spustu pada strzał, sądzimy, że tak będzie i nadal. Jest to wszakże podstawa wniosku czysto subiektywna. Wprawdzie skłonność ta ma pewną podstawę obiektywną, mianowicie regularność w zachodzeniu związków, dotąd obserwowaną; ale właśnie ta podstawa sama jest niedostateczna do wyciągania wniosków. Właściwa podstawa wniosku jest nie obiektywna, lecz subiektywna, i jest uczuciowa, nie pojęciowa. Wnioskowanie jest tu aktem wiary, nie wiedzy.

Poczucie konieczności nie jest podstawą wniosków naszych, lecz ich wynikiem; tym jest większe, im więcej wniosków takich wyciągnęliśmy. Poszukiwanie wniosków przyczynowych jest instynktem, który nam dała natura. Dała nam ona instynkt nie dając zrozumienia. Wnioskujemy o rzeczach przyszłych bez znajomości podstaw naszych wniosków tak samo, jak możemy poruszać się nie mając znajomości muskułów. Ale instynkt nie jest poznaniem.

Władysław Tatarkiewicz – Historia filozofii Tom II Filozofia nowożytna do 1830 r.

Jak zdobyć przyjaciół?

Podstawowe techniki kontaktów z ludźmi:

  1. Nie krytykuj, nie potępiaj i nie pouczaj.
  2. Szczerze i uczciwie wyrażaj uznanie.
  3. Wzbudź w innych szczere chęci.

Sześć sposobów, które sprawią, że ludzie będą Cię lubić:

  1. Okazuj ludziom szczere zainteresowanie.
  2. Uśmiechaj się.
  3. Pamiętaj, że nazwisko to dla człowieka najsłodsze i najważniejsze spośród wszystkich słów świata.
  4. Bądź dobrym słuchaczem. Zachęcaj rozmówcę, aby mówił o sobie samym.
  5. Mów o tym, co interesuje Twojego rozmówcę.
  6. Spraw, aby Twój rozmówca poczuł się ważny i zrób to szczerze.

Jak przekonać innych do Twojego sposobu myślenia:

  1. Kłótni nie można wygrać. Jedyny sposób, aby zwyciężyć w kłótni, to jej unikać.
  2. Okaż szacunek dla poglądów rozmówcy. Nigdy mu nie mów: „Nie masz racji.”
  3. Jeśli nie masz racji, przyznaj to szybko i bardzo wyraźnie.
  4. Zacznij od okazania przyjaźni.
  5. Jak najprędzej wydobądź z rozmówcy liczne „tak”.
  6. Pozwól rozmówcy wygadać się.
  7. Daj rozmówcy myśleć, że Twoja idea wyszła od niego.
  8. Szczerze próbuj przyjmować punkt widzenia Twojego rozmówcy.
  9. Okaż zrozumienie i współczuj mu myślami i pragnieniami.
  10. Odwołaj się do jego szlachetności.
  11. Udramatyzuj swoje pomysły.
  12. Rzuć człowiekowi wyzwanie.

Jak zmieniać ludzi nie zrażając ich i nie zniechęcając:

  1. Zacznij od szczerej pochwały i uznania.
  2. Zwracaj uwagę na błędy innych pośrednio.
  3. Zanim skrytykujesz innych, przyznaj się do własnych błędów.
  4. Zadawaj pytania zamiast wydawać rozkazy.
  5. Pozwól ludziom zachować twarz.
  6. Pochwal najmniejsze nawet osiągnięcia. Nie skąp pochwał.
  7. Wystaw ludziom dobrą opinię, której będą musieli sprostać.
  8. Zachęcaj innych do poprawy. Spraw, aby uwierzyli, że mogą się zmienić.
  9. Spraw, aby rozmówca z przyjemnością zrobił to, czego od niego oczekujesz.

Dale Carnegie – Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi

Kult pracy

Dziwaczne szaleństwo ogarnęło pracowników w krajach o rozwiniętej cywilizacji kapitalistycznej. To szaleństwo pociąga za sobą osobiste i społeczne niedole, torturujące od trzech wieków zmęczoną ludzkość. Tym szaleństwem jest miłość do pracy, wściekła namiętność pracy aż do wyczerpania sił witalnych osobnika i jego potomstwa. Zamiast przeciwstawić się temu zboczeniu umysłowemu, kapłani, ekonomiści i moraliści uczynili z pracy przedmiot najwyższego kultu. Praca w społeczeństwie kapitalistycznym jest przyczyną niedorozwoju umysłowego i fizycznego. Przypatrzcie się szlachetnemu dzikusowi, którego misjonarze handlu i handlarze religii jeszcze nie zdeprawowali chrześcijaństwem, syfilisem i dogmatem pracy, a potem zwróćcie uwagę na naszego nieszczęsnego sługę maszyny.

Jeśli chcemy w naszej cywilizowanej Europie odnaleźć ślady naturalnej ludzkiej piękności, należy jej szukać u ludów, u których gospodarcze przesądy nie wykorzeniły jeszcze nienawiści do pracy. Dla Hiszpana, w którym prymitywne zwierzę nie zostało jeszcze przytłumione, praca jest najgorszą niewolą. Grecy w okresie największego rozwoju także traktowali pracę z pogardą; tylko niewolnikom dozwolone było pracować. Ćwiczenia cielesne i rozrywki umysłowe – to jedyne zajęcia wolnego człowieka. Jehowa, brodaty i przykry Bóg, dał swym wiernym doskonały przykład idealnego lenistwa: po sześciu dniach pracy odpoczywa po wieczne czasy.

Gdy pracujący wyrwą ze swego serca namiętność do pracy, to nie po to, aby ogłosić Prawa człowieka, które są w rzeczywistości prawami eksploatacji kapitalistycznej, nie po to, by ogłosić Prawo do pracy, będące w rzeczywistości prawem do nędzy, lecz po to, by ukuć żelazne prawo, zakazujące ludziom pracować dłużej niż trzy godziny na dobę. Ale jak żądać od proletariatu, zdeprawowanego moralnością kapitalistyczną, takiej męskiej decyzji… Na wzór Chrystusa, uosabiającego niedolę starożytnych niewolników, proletariat żmudnie wspina się od wieków na Golgotę nędzy.

O lenistwo, zmiłuj się nad naszą tak długo trwającą niedolą! O lenistwo! Matko sztuk pięknych i szlachetnych cnót, bądź balsamem dla cierpiącej ludzkości!

Paul Lafargue – Prawo do lenistwa

Kościół

Cóż to takiego „kościół”? – zapytał surowo Belzebub, nie chcąc wierzyć, że jego słudzy okazali się mądrzejsi od niego.

Kościół to jest coś takiego, że gdy ludzie kłamią i czują, że im się nie wierzy, wtedy, powołując się na Boga, mówią: „Jak Boga kocham, prawdą jest to, co ja mówię”; to właściwie jest kościół, z tą tylko osobliwością, że ludzie, którzy uznali się za kościół, nabierają przekonania, że są nieomylni, i dlatego nie mogą się już potem wyrzec żadnego, choćby raz tylko wypowiedzianego głupstwa.

Tworzy się zaś kościół w taki sposób: ludzie wmawiają w siebie i w innych, że nauczyciel ich, Bóg, po to, by objawione przez niego ludziom prawo nie zostało fałszywie wytłumaczone, wybrał szczególnych ludzi i oni to jedynie, lub ci, na których przeleją tę władzę, mogą dokładnie tłumaczyć jego naukę. Ludzie więc, którzy nazywają siebie kościołem, twierdzą, że są w posiadaniu prawdy nie dlatego, że to, co głoszą jest prawdą, a dlatego, iż uważają siebie za jedynych prawowitych spadkobierców uczniów samego nauczyciela – Boga. Ogłosili, że świętym wykładem prawa boskiego jest 49 ksiąg i uznali każde słowo w nich zawarte za dzieło Ducha Świętego.

Tak więc wysypali na prostą, zrozumiałą prawdę taką kupę rzekomo świętych prawd, że stało się niemożliwością przyjąć je wszystkie i znaleźć pośród nich tę, która ludziom jest potrzebna.

Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

Uparte dziecko

Było sobie raz uparte dziecko, co nie chciało słuchać swojej matki. Nie podobało się to Panu Bogu, zesłał więc na dziecko chorobę, której żaden lekarz nie umiał wyleczyć, i wkrótce zmarło. Kiedy włożono je do grobu i przykryto ziemią, nagle wyciągnęła się w górę rączka i sterczała nad mogiłką. Chociaż wpychano ją wciąż z powrotem i przysypywano świeżą ziemią, rączka coraz to się z grobu wysuwała. Wreszcie matka musiała przyjść z rózgą i dać nią dziecku po ręce. Dopiero wtedy schowało rączkę i leżało już potem spokojnie pod ziemią.

Baśnie braci Grimm

Nienawiść własna Zachodu

Zwycięstwo techniczno-świeckiej, post-europejskiej cywilizacji, wraz z upowszechnieniem się jej modelu życia i sposobu myślenia, związane jest na całym świecie, a zwłaszcza w pozaeuropejskich rejonach Azji oraz Afryce, z poczuciem, że system wartości Europy, jej kultura i wiara, ta, na której opiera się jej tożsamość, dobiegły kresu i właśnie opuszczają scenę, że teraz nadchodzi czas innych wartości pochodzących z Ameryki prekolumbijskiej, z Islamu, z mistyki azjatyckiej.

Europa, osiągnąwszy apogeum sukcesu, wydaje się być pusta w środku, sparaliżowana w pewnym sensie przez kryzys układu krążenia, kryzys, który jest niebezpieczny dla jej życia, a uciekanie się, niejako, do transplantacji nic nie pomoże, a jedynie wyeliminuje jej tożsamość. Z tą wewnętrzną pustką podstawowych sił duchowych współgra fakt, że nawet etnicznie Europa wydaje się zmierzać ku końcowi.

Ten dziwny brak pragnienia przyszłości! Dzieci, które są przyszłością, stanowią zagrożenie dla teraźniejszości. Dominuje przekonanie, że zabierają one coś z naszego życia; nie są postrzegane jako nadzieja, raczej jako ograniczenie teraźniejszości. Narzuca się nam paralela z Imperium Rzymskim sprzed jego upadku: trwało ono nadal jako wspaniała historyczna struktura, lecz w praktyce utrzymywało się tylko dzieki tym, którzy mieli je zburzyć, gdyż nie posiadało już własnej energii życiowej.

Joseph Ratzinger – Jeżeli Europa nienawidzi samej siebie