Ostatni prorok

Nikłe jest prawdopodobieństwo, by mitologia jeszcze nie istniejąca tj. taka, która nie będzie odwoływać się do zastanego skarbca mitologicznego, lecz ogłosi świeżo właśnie zesłane od bóstwa objawienie, mogła zagarnąć znaczne obszary kultury współczesnej. Mahomet był ostatnim w dziejach prorokiem, któremu się to udało; ostatnim który nie poprzestał na interpretacji gotowego mitu, lecz ogłosił się heroldem nowego objawienia, i który zarazem potrafił narzucić swoją mitologię poważnej części świata. Niezliczone tłumy późniejszych proroków, którzy zapewniali, iż czerpią nowe natchnienie z nadprzyrodzonych źródeł, ginęły bez śladu, albo produkowały najwyżej drobne sekty rychło wysychające w zobojętnieniu świata.

Od trzynastu stuleci wszystkie znaczące przewroty religijne i schizmy nie były – w swoich pretensjach mitologicznych – próbami odkrycia nowych źródeł słowa Bożego; przeciwnie, odwoływały się do mitu zastanego, któremu chciały tylko przywrócić pierwotny sens i godność własną, skażoną przez złość ludzką. Wydaje się to zresztą naturalną jakością życia mitu religijnego; chwila pierwotnego objawienia powinna raczej ginąć w nieokreślonej ciemności czasów minionych, rozpływać się w mglistym „kiedyś tam”, u źródeł czasu historycznego, jeśli ma w duszach wierzących utrzymać swoją realność.

Wyjątkowo tylko zdarzały się historycznie umiejscowione i zarazem udane akty nowego objawienia; ale i one były zarazem – jak w przypadku Jezusa i Mahometa – nadbudową i reinterpretacją objawienia wcześniejszego.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Wszechmogący ekspert

Gdy przestajemy ufać własnej intuicji, wzbiera w nas strach przed błądzeniem; nazywamy ten strach grzechem, winą lub wstydem, ale jakiej byśmy nazwy nie użyli, wypatrujemy skwapliwie „człowieka z autorytetem”, który mógłby przywrócić nam tym bardziej błogie, że utracone poczucie pewności siebie. To z tego właśnie sztucznie hodowanego strachu rodzi się „oddolne” zapotrzebowanie na ekspertyzę moralną i, w konsekwencji, zależność od ekspertów. Z chwilą gdy owa zależność sama stała się nawykiem, potrzeba ekspertyzy etycznej zdaje się zjawiskiem naturalnym – „obiektywnym”; nade wszystko zaś nabiera ona skłonności do samo-odtwarzania i samo-intensyfikacji.

Gdy wszystko to już się stało i jest poza nami, zapotrzebowanie na specjalistów od etyki nie pozostaje w żadnym związku koniecznym z jakością usług, jakie potrafią oni dostarczyć (podobnie jak nasza potrzeba lekarzy w nikłym tylko stopniu zależy od skuteczności lekarskich zabiegów). Zapotrzebowanie na ekspertyzę moralną wynika natomiast ze znalezienia się w sytuacji, w jakiej poprawne funkcjonowanie nie jest możliwe bez zabiegania o specjalistyczne usługi. Wspomniane zapotrzebowanie wzmaga się jeszcze i potężnieje wskutek tego, że dostarczone w praktyce dobra nie są z reguły na miarę obietnic i przez obietnice rozbudzonych oczekiwań; głód pozostaje niezaspokojony, pragnienie po staremu doskwiera, marzenie o wszechmogącym ekspercie wzbiera na sile.

Zygmunt Bauman – Dwa szkice o moralności ponowoczesnej

Szept

Wewnętrzny zapał do tego, by uczyć się od życia spotyka się coraz rzadziej, natomiast ochotę, skłonność i wzajemną zachętę do bycia oszukiwanym przez życie – coraz częściej. Głos Boga jest bowiem zawsze szeptem, podczas gdy wymogi czasów – pogłoską o tysiącu języków: nie tyle wszechpotężnym wezwaniem, stwarzających ludzi wielkich, co raczej grzebaniem w śmieciach dla ludzi ogłupiałych, abrakadabrą. Jeszcze mniej zdają się ludzie podzielać sokratejską obawę przed byciem oszukanym przez samego siebie.

Søren Kierkegaard – Recenzja literacka

W interesie dobra

Moralność jest zawsze i wszędzie zjawiskiem sztucznym. Składa się ona z rozmaitych tabu, to znaczy z różnych ograniczeń i różnych wymagań, czasami zasadniczo rozsądnych, a czasami takich, które utraciły całe swoje znaczenie lub nigdy nie miały żadnego znaczenia, gdyż zostały stworzone na fałszywej podstawie, na gruncie zabobonu i fałszywych obaw.

Dwóch bardzo moralnych ludzi może uważać się nawzajem za bardzo niemoralnych. Z reguły jest to prawie nieuniknione. Im bardziej człowiek jest “moralny”, tym bardziej “niemoralni” wydają mu się inni ludzie.

Można powiedzieć, że dla człowieka subiektywnego zło wcale nie istnieje, że istnieją dla niego różne koncepcje dobra. Nikt nigdy nie robi niczego dobrowolnie w interesie zła, w imię zła. Każdy działa w interesie dobra, tak jak je rozumie. Ale każdy rozumie je w inny sposób. W konsekwencji ludzie topią, mordują i zabijają się nawzajem w interesie dobra. Powód jest znów ten sam: ludzka niewiedza i głęboki sen, w którym żyją ludzie.

Jest to tak oczywiste, że nawet dziwne wydaje się, że ludzie nigdy przedtem o tym nie myśleli. Jednakże pozostaje faktem, że oni tego nie pojmują i że każdy uważa “swoje dobro” za jedyne, a całą resztę za zło. Nadzieja na to, że ludzie kiedykolwiek to zrozumieją i rozwiną ogólną i jednorodną ideę dobra, jest naiwna i płonna.

Piotr Uspienski – Fragmenty nieznanego nauczania