Nuda

Raptownie podniósł głowę i spojrzał mi prosto w twarz: „Dlaczego – powiedział – nie zgadzasz się na moje odwiedziny?” Odpowiedziałem, że nie wierzę w Boga. Chciał wiedzieć, czy jestem tego zupełnie pewien; powiedziałem, że nie zadaję sobie takich pytań, to zagadnienie wydaje mi się bez znaczenia.

Jak gdyby nie zwracając się do mnie, zauważył, że czasem jesteśmy czegoś pewni, a w rzeczywistości tak nie jest. Nic nie powiedziałem. Spojrzał na mnie i spytał: „Co pan o tym myśli?” Odpowiedziałem, że to jest możliwe. Lecz jeśli nawet nie jestem pewny tego, co mnie rzeczywiście interesuje, to z całą pewnością wiem, co mnie nie interesuje. I właśnie to, o czym mówił, nie interesuje mnie.

„Nie ma pan więc żadnej nadziei i żyje pan z myślą, że umrze pan cały, bez reszty?” „Tak” – odpowiedziałem. Wówczas spuścił głowę i usiadł. Powiedział, że mnie żałuje. Sądził, że człowiek nie może tego znieść. Ja jednak czułem tylko jedno, że zaczyna mnie nudzić.

Albert Camus – Obcy

Kwiaty na pustyni

Bóg jest tylko jedną z alienacji mojego ja albo, dokładniej, tego, czym jestem. Sokrates, Jezus, Kartezjusz, Hegel, wszyscy prorocy i filozofowie wymyślali tylko nowe sposoby alienacji tego, czym jestem, mojego ja. Historia powszechna to tylko nieustająca zniewaga godząca w jedyną zasadę, którą jestem ja, zasadę żyjącą, konkretną, zasadę zwycięską, którą chciano ugiąć pod jarzmem kolejnych abstrakcji — Boga, państwa, społeczeństwa, ludzkości.

Filantropia jest według Stirnera mistyfikacją. Filozofie ateistyczne, oddające się kultowi państwa i człowieka, same są „buntami teologicznymi”. „Nasi ateiści — mówi Stirner — to doprawdy pobożni ludzie”. Cała historia zna tylko jeden kult, kult wieczności. Ten kult to kłamstwo. Prawdą jest Jedyny, wróg tego, co wieczne, oraz wszystkiego, co nie służy jego żądzy władania.

Nawet rewolucja, i zwłaszcza rewolucja, budzi wstręt w tym buntowniku. Żeby być rewolucjonistą, trzeba w coś wierzyć, kiedy nie ma w co wierzyć. Służyć ludzkości to nic lepszego niż służyć Bogu. Braterstwo zresztą jest tylko na niedzielę. W dni powszednie bracia stają się niewolnikami. Dla Stirnera istnieje więc jedna wolność, „moja potęga”, i jedna prawda, „wspaniały egoizm gwiazd”.

Wszystko rozkwita na tej pustyni. „Ogromne znaczenie krzyku radości, wolnego od wszelkiej myśli, nie zostanie zrozumiane tak długo, jak długo trwa noc myśli i wiary”. Ta noc dobiega końca, wstanie świt nowego buntu. Bunt sam w sobie jest ascezą, która odrzuca wszystkie wygody. Człowiek zgodzi się z innymi ludźmi tylko w tej mierze i na ten czas, kiedy ich egoizm i jego będą zbieżne. Prawdziwe życie jest w samotności, gdzie bez ograniczeń zaspokoi swój głód istnienia, poza którym nie ma nic więcej.

Albert Camus — Człowiek zbuntowany