Płacz

Wszelka prawdziwa i czysta miłość jest współczuciem, a każda miłość, która nie jest współczuciem, jest egoizmem. Egoizm to érōs, współczucie to agápe. Oba często się mieszają. Nawet prawdziwa przyjaźń jest zawsze mieszaniną egoizmu i współczucia: pierwszy polega na przyjemności, jaką sprawia obecność przyjaciela, którego indywidualność odpowiada naszej, i on najczęściej jest elementem dominującym; współczucie przejawia się w szczerym uczestnictwie w jego szczęściu i nieszczęściu, i w ponoszonych dla niego niesamolubnie ofiarach.

Tu jest też miejsce dla rozważenia jedniej z najbardziej uderzających właściwości natury ludzkiej: płaczu, który, podobnie jak śmiech, należy do tych uzewnętrznień, jakie różnią człowieka od zwierzęcia. Płacz bynajmniej nie jest po prostu wyrazem zewnętrznym bólu, albowiem płacze się tylko przy bardzo niewielu boleściach. Moim zdaniem nigdy nawet nie płacze się bezpośrednio z powodu doznanego bólu, lecz zawsze tylko z powodu powtórzenia go w refleksji. Przechodzi się mianowicie od doznanego bólu, nawet gdy jest on cielesny, do zwykłego jego przedstawienia i odkrywa wówczas, iż własny stan jest tak godny współczucia, że gdyby cierpiał kto inny, bylibyśmy pełni współczucia i miłości, mocno i szczerze przekonani, iż trzeba mu pomóc.

W tym osobliwie skomplikowanym nastroju, gdzie cierpienie bezpośrednio odczuwane staje się spostrzeżeniem dopiero podwójnie okrężną drogą, wyobrażone jako cudze, jako takie będące przedmiotem współczucia, a potem nagle uświadomione sobie znów jako własne, natura sprawia sobie ulgę przez ów osobliwy skurcz cielesny. Płacz jest zatem współczuciem z sobą samym.

Uwarunkowany jest więc przez zdolność do miłości i współczucia oraz zdolność fantazji, dlatego ani ludzie z kamiennym sercem, ani ludzie pozbawieni fantazji nie płaczą łatwo, a płacz nawet traktowany jest zawsze jako oznaka pewnego stopnia dobroci charakteru i rozbraja gniew, czuje się bowiem, że kto potrafi jeszcze płakać, jest też niezawodnie zdolny do miłości, tj. do współczucia z innymi.

Artur Schopenhauer – Świat jako wola i wyobrażenie

Māyā

Każda chwila istnieje dlatego tylko, że usunęłą poprzednią, swego ojca, by równie szybko sama zostać usunięta, podobnie jak przeszłość i przyszłość nie mają większego znaczenia niż dowolny sen, a teraźniejszość jest tylko nierozciągłą i nietrwałą granicą między nimi. W istocie stary to pogląd: Heraklit opłakiwał wieczny przepływ rzeczy; Platon zdeprecjonował w nim przedmiot jako coś, co wiecznie się staje, lecz nigdy nie jest; Spinoza mówił o akcydensach tylko jednej substancji, która sama jedynie istnieje i stale jest; Kant to, co tak poznane, przedstawił jako zjawisko jedynie rzeczy samej w sobie; wreszcie prastara mądrość hinduska powiada:

To Māyā, zasłona ułudy, która przesłania oczy śmiertelnikom i zmusza ich, by widzieli świat, o którym nie można rzec ani że jest, ani że go nie ma, bo jest jak sen, jak odblask słońca w piasku, w którym wędrowiec z daleka dostrzega wodę, albo jak rzucona lina, w której widzi węża.

W Wedach i Puranach porównania takie występują w niezliczonych miejscach. Wszyscy oni nic innego nie mieli na myśli i o niczym innym nie mówili.

Artur Schopenhauer – Świata jako przedstawienia pierwsze rozważanie

Ból i nuda

Podstawą wszelkiej chęci jest odczuwanie potrzeby, brak, czyli ból, któremu człowiek podlega od początku i już na skutek swej istoty. Jeśli natomiast zabraknie mu przedmiotów, których mógłby chcieć, gdyż zbyt szybkie zaspokojenie natychmiast mu je zabiera, wówczas opada go straszliwa pustka i nuda. Życie jego biegnie wahadłowym ruchem między bólem i nudą, a są to faktycznie jego ostateczne składniki. Wyrazić się to musiało też bardzo osobliwie w taki sposób, że kiedy człowiek przeniósł wszystkie cierpienia i męki do piekła, dla nieba nie pozostało nic poza nudą.

Tym, czym zajmują się wszyscy żyjący i co ich wprawia w ruch, jest dążenie do istnienia. Ale kiedy istnienie mają zapewnione, nie wiedzą, co z nim począć; dlatego drugim, co ich wprawia w ruch, jest dążenie do pozbycia się ciężaru życia, znieczulenia na nie, „zabicia czasu”, tj. ucieczki przed nudą. Zgodnie z tym widzimy, jak prawie wszyscy ludzie są teraz ciężarem sami dla siebie. Nuda sprawia, że istoty tak mało się kochające jak ludzie szukają się gwałtownie nawzajem i przez to staje się źródłem towarzyskości. Tak jak nędza jest nieustannym biczem bożym dla ludu, tak nuda dla wytwornego świata. W życiu mieszczańskim reprezentuje ją niedziela, tak jak sześć dni roboczych nędzę.

Odkąd pojawia się świadomość, człowiek rozumie, że jest kimś, kto chce; z reguły też poznanie jego stale pozostaje w związku z jego wolą. Stara się poznać w pełni najpierw przedmioty swych pragnień, potem odpowiednie środki. Wie teraz, co ma robić i z reguły nie szuka innej wiedzy. Działa i dąży; świadomość, że pracuje wciąż dla osiągnięcia celu, mobilizuje go i czyni efektywnym; jego myśl dotyczy wyboru środków. Tak wygląda życie niemal wszystkich ludzi: chcą, wiedzą, czego chcą, dążą do tego na tyle udatnie, że chroni ich to przed rozpaczą i na tyle nieudolnie, że chroni ich to przed nudą i jej skutkami. Prą do przodu wielce na serio, z ważną miną; dzieci też tak uprawiają swe zabawy.

Artur Schopenhauer – Świata jako woli drugie rozważanie