Alienacja

Punktem wyjscia jest pytanie eschatologiczne: jak sprawić, by człowiek doszedł do pojednania z samym sobą? Inaczej: jak znieść obcość miedzy człowiekiem a światem? Dla Hegla pojednanie świadomości i bytu możliwe jest dzięki temu, że świadomość przechodząc udrękę drogi krzyżowej, jaką cała historia stanowi, osiąga ostateczne zrozumienie świata jako własnej eksterioryzacji, przyswaja sobie ów świat jako własną prawdę i znosi jego przedmiotowy charakter.

Marks widzi, jak Hegel, perspektywę ostatecznego pojednania człowieka ze światem, z samym sobą i innymi. Wbrew Heglowi, a z Feuerbachem, nie szuka tej perspektywy w uznaniu bytu za wytwór samowiedzy, lecz w odkryciu źródeł alienacji w samej ziemskiej sytuacji człowieka i w jej pokonaniu. Wbrew Feuerbachowi, z kolei, szuka źródeł alienacji nie w działaniach samej świadomości mitotwórczej, która wyobcowuje ludzkie wartości umieszczając je w Bogu, lecz samą świadomość mitotwórczą uważa za wtórny produkt alienacji pracy.

Praca wyobcowana jest następstwem podziału pracy, który z kolei powstał w wyniku postępu technologicznego. Proces alienacji był więc nieuchronnym składnikiem dziejowego rozwoju. Wbrew Feuerbachowi, a zgodnie z Heglem, widzi tedy Marks w alienacji nie tylko jej niszczące i przeciwludzkie wyniki, ale uważa ją za warunek przyszłego wszechstronnego rozwoju człowieczeństwa, chociaż – wbrew Heglowi – cały dotychczasowy rozwój nie jest dlań postępującym zdobywaniem wolności, lecz raczej rosnącą degradacją, która w rozwiniętym społeczeństwie kapitalistycznym doszła oto do dna.

Alienacja polega na tym, że człowiek ujarzmiony jest przez własne swoje wytwory, które przybierają postać rzeczową: towarowy charakter produktów i jego wyraz w postaci pieniądza sprawiają, że społeczny proces wymiany regulowany jest przez okoliczności niezawisłe od ludzkiej woli. Własność prywatna i instytucje polityczne (państwo) są produktami alienacji. Państwo stwarza fikcyjną wspólnotę, gdzie stosunki międzyludzkie realizują się nieuchronnie w antagonizmie skłoconych egoizmów. Niewola zbiorowości, poddanej przemocy własnych produktów, ciągnie za sobą izolację wzajemną jednostek.

Leszek Kołakowski – Główne nurty marksizmu t. I, Rekapitulacja

Solipsyzm albo wiara w mit

Gdybyśmy nawet wiedzieli dokładnie, kim jesteśmy w przyrodzie, nie moglibyśmy przestać wiedzieć o tym, że wiemy właśnie – a ten stan podwojenia wystarcza, by uniemożliwić nam integrację zupełną w porządek natury, z którym identyfikujemy się wprawdzie w refleksji, ale nie w refleksji nad refleksją. Krótko mówiąc: z tej racji, iż stał się dla własnej świadomości przedmiotem, człowiek stał się sobie niezrozumiały jako podmiot.

Musi już to udźwignąć absolutność swoją (tj. zgodzić się na to, że przez odniesienie do siebie tłumaczy naturę, nie zaś odwrotnie), już to szukać samoumiejscowienia przez relatywizację do przednaturalnej, przedhistorycznej realności mitu.

1. Uzurpować sobie przywilej absolutu – ku czemu prowadzą pokusy radykalnego monizmu historycznego – można tylko za cenę skrajnego sceptycyzmu; lecz skrajny sceptycyzm, jeśli zdobywa się na konsekwencję, oznacza ruinę wartości, które utrzymują więzi nieracjonalne wewnątrz gatunku ludzkiego; oznacza tedy samobójstwo gatunku.

2. Niezdolni do przywrócenia sobie spontanicznej bezpośredniości w kontakcie z naturą, zniewoleni jesteśmy szukać integracji w odwrotnym kierunku: utraciwszy korzenie świadomości własnej w naturze, starmy się dla natury znaleźć korzenie, które pozwolą upodobnić ją do świadomości, tj. wyposarzyć ją w ład mityczny.

Mitologia jako próba pokonania niepamięci bytu, jako przezwyciężenie czystej faktyczności świata, uwalnia mnie od sytuacji, w której muszę się uznać za paradoksalne bóstwo przypadkowe – a tej sytuacji nie potrafię przyjąć na serio.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Ekonomia zbawienia

Wychowanie, które uczy, że najważniejszym celem każdego z osobna jest stać się doskonałym, w naturalny sposób mnoży świętoszków pewnych swojej świętości. Mam się troszczyć o siebie i o bliźnich o tyle, o ile w rachunku mojego zbawienia mogą się liczyć; ale i bliźni potrzebuje nade wszystko pomocy w zbawieniu – nie mogę tedy okazać mu lepiej miłości, jak prawiąc mu morały; jeśli nie chce mnie słuchać – sam sobie jest winien, a każda przemoc będzie mu zresztą korzystną. Jest to skrót – nie karykatura zgoła – edukacji chrześcijańskiej, uprawianej przez wieki i skodyfikowanej w teologii moralnej, edukacji zmierzającej do urobienia doskonałych egoistów-konformistów.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Mit nauki

Człowiek nie ma pozaludzkiego gruntu, na którym by stał i wiedział zarazem, że stoi. Musi zaczynać od siebie, każdy inny punkt wyjścia jest produktem wtórnej abstrakcji, której niepodobna uprawomocnić bez powrotu do sytuacji ludzkiej. Pytania genetyczne o człowieka zakładają fałszywie możność nadludzkiego punktu obserwacyjnego, z którego odsłania sie widok na człowieka jako zrelatywizowanego.

Relatywizacja człowieka w naukowych interpretacjach (ingerencja w świat przedludzki w teoriach ewolucji, uzależnienie percepcji od rzeczowych zachowań organizmu w fizjologicznym badaniu), czyli jego redukcja do nieczłowieczego bytu jest zawsze wtórna w stosunku do percepcji. Redukcje takie uwięzione są nieuchronnie w człowieczeństwie, są tedy nieprawomocne, o ile udają, że z uwięzienia tego się wydostały. Ci, którzy je podejmują, relatywizują człowieczeństwo, mniemając zarazem, że odnaleźli jako ludzie nierelatywny punkt widzenia.

Tym samym sensu, który nadajemy rzeczom i sytuacjom, nie możemy wyjaśnić, odnosząc go do potrzeb przedświadomych ciała; nadawanie rzeczom sensu przez projekt wyprzedza każdorazowo określoność tego, czemu sens bywa nadawany. Potrzeby są, przeciwnie, sensem nadawanym naszej egzystencji. Mylna jest zatem utajona wiara scjentystów, iż mogą, nieuwięzieni w ludzkiej stronniczości, ludzką stronniczość samą zinterpretować.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Mit Rozumu

Jeśli mózg jest częścią ciała, a rozum częścią zachowań mózgu, wartościowanie epistemologiczne nie może być ocalone, nie może być ocalona prawda.

Mit Rozumu nie przestanie być mitem właśnie; tylko w łudzącym zaślepieniu może być przekuty w część wiedzy. Prawomocność środków dowodowych nie może być dowiedziona wcześniej, nim się ją przyjmie. Wiara w Rozum jest opcją mityczną: jest potrzebna, by człowieczeństwo mogło się ukonstytuować jako obecność Rozumu w świecie nierozumnym. Mit Rozumu ma przeciwdziałać rozpaczliwej zgodzie człowieka na własną przypadkowość.

Pytania o własną przypadkowość można nie zadać, podobnie jak każdego pytania ostatecznego, można bowiem zużyć życie nie wykraczając poza bezpośredniość. Jeśli jednak pytanie o przypadkowość człowieczeństwa pojawia się jako dziura w myśleniu człowieka o sobie, to odpowiedź, która wymusza naszą zgodę na przypadkowość własną, jest rozpaczliwa. Mit Rozumu oczyszcza z rozpaczy, jest racją przeciwko przypadkowości, lecz sam nie może mieć racji.

Mit Rozumu, mit nieprzypadkowości świata może również zapuszczać korzeń w potrzebie solidarności ludzkiej, w doświadczeniu wspólnoty i w możliwości braterstwa ludzi, bo także dla rozumienia tego doświadczenia, dla nasycienia tej potrzeby i dla wiary w tę możliwość mit Rozumu jest nieodzowny. Czy wyrasta z tego złoża właśnie, czy raczej ze strachu i potrzeby bezpieczeństwa własnego – tego w żadnym poszczególnym przypadku, gdzie akt mitotwórczy się spełnia, dowieść prawie niesposób. Czy więc ukrywa się za nim małoduszność ucieczki przed rozpaczą, zła wiara zalęknionych, czy raczej pragnienie wspólnoty i nadzieja spełnionego człowieczeństwa, zależy każdorazowo od jednostkowej świadomości, sprawczyni aktu mitotwórczego.

Każdy jedynie sam przed sobą potrafi ustalić z pewnością, czy mity jego zrodzone są z energii strachu, czy raczej z dyfuzji miłości. Potrzebny jest tedy nieulękły radykalizm samowiedzy, potrzebna jest odwaga odsłaniania bez końca przed sobą własnego motywu, jakości własnego ośrodka rozruchowego, aby wiedzieć, czy mit Rozumu, skoro został przyjęty, niesie w sobie marność źródłowego przerażenia absurdem, czy rozmach poczucia wspólnoty ludzkiej, czy może jedno i drugie.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu