Mit Rozumu

Jeśli mózg jest częścią ciała, a rozum częścią zachowań mózgu, wartościowanie epistemologiczne nie może być ocalone, nie może być ocalona prawda.

Mit Rozumu nie przestanie być mitem właśnie; tylko w łudzącym zaślepieniu może być przekuty w część wiedzy. Prawomocność środków dowodowych nie może być dowiedziona wcześniej, nim się ją przyjmie. Wiara w Rozum jest opcją mityczną: jest potrzebna, by człowieczeństwo mogło się ukonstytuować jako obecność Rozumu w świecie nierozumnym. Mit Rozumu ma przeciwdziałać rozpaczliwej zgodzie człowieka na własną przypadkowość.

Pytania o własną przypadkowość można nie zadać, podobnie jak każdego pytania ostatecznego, można bowiem zużyć życie nie wykraczając poza bezpośredniość. Jeśli jednak pytanie o przypadkowość człowieczeństwa pojawia się jako dziura w myśleniu człowieka o sobie, to odpowiedź, która wymusza naszą zgodę na przypadkowość własną, jest rozpaczliwa. Mit Rozumu oczyszcza z rozpaczy, jest racją przeciwko przypadkowości, lecz sam nie może mieć racji.

Mit Rozumu, mit nieprzypadkowości świata może również zapuszczać korzeń w potrzebie solidarności ludzkiej, w doświadczeniu wspólnoty i w możliwości braterstwa ludzi, bo także dla rozumienia tego doświadczenia, dla nasycienia tej potrzeby i dla wiary w tę możliwość mit Rozumu jest nieodzowny. Czy wyrasta z tego złoża właśnie, czy raczej ze strachu i potrzeby bezpieczeństwa własnego – tego w żadnym poszczególnym przypadku, gdzie akt mitotwórczy się spełnia, dowieść prawie niesposób. Czy więc ukrywa się za nim małoduszność ucieczki przed rozpaczą, zła wiara zalęknionych, czy raczej pragnienie wspólnoty i nadzieja spełnionego człowieczeństwa, zależy każdorazowo od jednostkowej świadomości, sprawczyni aktu mitotwórczego.

Każdy jedynie sam przed sobą potrafi ustalić z pewnością, czy mity jego zrodzone są z energii strachu, czy raczej z dyfuzji miłości. Potrzebny jest tedy nieulękły radykalizm samowiedzy, potrzebna jest odwaga odsłaniania bez końca przed sobą własnego motywu, jakości własnego ośrodka rozruchowego, aby wiedzieć, czy mit Rozumu, skoro został przyjęty, niesie w sobie marność źródłowego przerażenia absurdem, czy rozmach poczucia wspólnoty ludzkiej, czy może jedno i drugie.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Ostatni prorok

Nikłe jest prawdopodobieństwo, by mitologia jeszcze nie istniejąca tj. taka, która nie będzie odwoływać się do zastanego skarbca mitologicznego, lecz ogłosi świeżo właśnie zesłane od bóstwa objawienie, mogła zagarnąć znaczne obszary kultury współczesnej. Mahomet był ostatnim w dziejach prorokiem, któremu się to udało; ostatnim który nie poprzestał na interpretacji gotowego mitu, lecz ogłosił się heroldem nowego objawienia, i który zarazem potrafił narzucić swoją mitologię poważnej części świata. Niezliczone tłumy późniejszych proroków, którzy zapewniali, iż czerpią nowe natchnienie z nadprzyrodzonych źródeł, ginęły bez śladu, albo produkowały najwyżej drobne sekty rychło wysychające w zobojętnieniu świata.

Od trzynastu stuleci wszystkie znaczące przewroty religijne i schizmy nie były – w swoich pretensjach mitologicznych – próbami odkrycia nowych źródeł słowa Bożego; przeciwnie, odwoływały się do mitu zastanego, któremu chciały tylko przywrócić pierwotny sens i godność własną, skażoną przez złość ludzką. Wydaje się to zresztą naturalną jakością życia mitu religijnego; chwila pierwotnego objawienia powinna raczej ginąć w nieokreślonej ciemności czasów minionych, rozpływać się w mglistym „kiedyś tam”, u źródeł czasu historycznego, jeśli ma w duszach wierzących utrzymać swoją realność.

Wyjątkowo tylko zdarzały się historycznie umiejscowione i zarazem udane akty nowego objawienia; ale i one były zarazem – jak w przypadku Jezusa i Mahometa – nadbudową i reinterpretacją objawienia wcześniejszego.

Leszek Kołakowski – Obecność mitu

Mniej trywialnie

Nie można dowieść, że czyjeś postrzeżenie jest iluzją, bez odwołania się ostatecznie do werdyktu większości. Niemniej powiedzenia typu „świat jest tylko iluzją” mogą mieć sens, jeśli chce się przez nie wyrazić przekonanie, że wszystkie rzeczy są z natury nietrwałe, kruche, podlegające zniszczeniu, albo, mniej trywialnie, że bycie w czasie nie jest byciem we właściwym sensie. To ostatnie znaczenie jest, być może, podstawowym składnikiem poczucia, że „świat jest snem”. Doniosłość tego poczucia polega na tym, że może ono być bezpośrednio doświadczane.

Leszek Kołakowski – Jeśli Boga nie ma

Sukces solipsyzmu

Myśliciele owładnięci wizją monistycznego porządku, którzy próbują zredukować wszelkiego rodzaju zachowania ludzkie, wszelkie myśli i wszelkie reakcje do jednego typu motywacji, niezmiennie odnoszą sukces.

Możemy, na przykład, postanowić, że ludzkie samoutwierdzanie się w swej wartości („wola mocy”, dążenie do doskonałości itp.) jest tym podstawowym popędem, który dominuje we wszelkich wzorcach zachowania, z seksualnymi włącznie; możemy też przeprowadzić redukcję w innym zgoła kierunku… Nie ma takich wyobrażalnych faktów (nie mówiąc już o rzeczywiście znanych), które mogłyby sprawić, że zawzięty monista kiedykolwiek nie miałby racji, niezależnie od tego, jak określa ową fundamentalną zasadę wyjaśniania.

Monistyczne redukcje są zawsze udane i przekonujące: heglowska, freudowska, marksistowska, adlerowska — każda z nich jest odporna na zarzuty, dopóki konsekwentnie zamyka się w swym dogmacie i nie próbuje czynić żadnych koncesji na rzecz zdrowego rozsądku; jej mechanizm wyjaśniający może funkcjonować bez końca. Odnosi się to także do zmiennych losów mitów, symboli, rytuałów i wierzeń religijnych.

Leszek Kołakowski – Jeżeli Boga nie ma

Najlepszy z możliwych światów

Twierdzenie, że wierzenia nie mają w sobie ani ziarenka prawdy, a zarazem, że ważną czy nawet naczelną rolą społeczną religii jest zaspokajanie potrzeb poznawczych, jest logicznie bez zarzutu. Nigdy nie brak argumentów dla uzasadnienia doktryny, w którą z jakichkolwiek powodów chce się wierzyć.  

Oczywiście wiara nie byłaby potrzebną, gdyby bieg spraw świata stosował się wprost i niezawodnie do norm sprawiedliwości, oznaczałoby to bowiem, że żyjemy w Raju. Adam i Ewa nie wierzyli w istnienie Boga w tym sensie, w jakim mieli wierzyć ich potomkowie, jako że żyli oni w rzeczywistej teokracji, pod bezpośrednimi i widzialnymi rządami Boga.

Nie ma czegoś takiego jak racjonalny kult. Jeśli mówimy o Boskich przymiotach i dziełach jako o obiektach dających się pojęciowo oddzielić, to tylko dlatego, że w ten sposób nasz skończony umysł próbuje uchwycić Nieskończoność, której zrozumieć nie potrafi.

Żadnej ze stron nie przekonały i prawdopodobnie nigdy nie przekonają argumenty strony przeciwnej, co jest zresztą wspólnym losem wszystkich fundamentalnych zagadnień filozofii w ostatnich dwudziestu pięciu stuleciach.

Leszek Kołakowski – Jeśli Boga nie ma