Mniej trywialnie

Nie można dowieść, że czyjeś postrzeżenie jest iluzją, bez odwołania się ostatecznie do werdyktu większości. Niemniej powiedzenia typu „świat jest tylko iluzją” mogą mieć sens, jeśli chce się przez nie wyrazić przekonanie, że wszystkie rzeczy są z natury nietrwałe, kruche, podlegające zniszczeniu, albo, mniej trywialnie, że bycie w czasie nie jest byciem we właściwym sensie. To ostatnie znaczenie jest, być może, podstawowym składnikiem poczucia, że „świat jest snem”. Doniosłość tego poczucia polega na tym, że może ono być bezpośrednio doświadczane.

Leszek Kołakowski – Jeśli Boga nie ma

Sukces solipsyzmu

Myśliciele owładnięci wizją monistycznego porządku, którzy próbują zredukować wszelkiego rodzaju zachowania ludzkie, wszelkie myśli i wszelkie reakcje do jednego typu motywacji, niezmiennie odnoszą sukces.

Możemy, na przykład, postanowić, że ludzkie samoutwierdzanie się w swej wartości („wola mocy”, dążenie do doskonałości itp.) jest tym podstawowym popędem, który dominuje we wszelkich wzorcach zachowania, z seksualnymi włącznie; możemy też przeprowadzić redukcję w innym zgoła kierunku… Nie ma takich wyobrażalnych faktów (nie mówiąc już o rzeczywiście znanych), które mogłyby sprawić, że zawzięty monista kiedykolwiek nie miałby racji, niezależnie od tego, jak określa ową fundamentalną zasadę wyjaśniania.

Monistyczne redukcje są zawsze udane i przekonujące: heglowska, freudowska, marksistowska, adlerowska — każda z nich jest odporna na zarzuty, dopóki konsekwentnie zamyka się w swym dogmacie i nie próbuje czynić żadnych koncesji na rzecz zdrowego rozsądku; jej mechanizm wyjaśniający może funkcjonować bez końca. Odnosi się to także do zmiennych losów mitów, symboli, rytuałów i wierzeń religijnych.

Leszek Kołakowski – Jeżeli Boga nie ma

Widmo

To, co filozof pracowicie usiłuje wyłożyć w abstrakcyjnych i często zawiłych kategoriach, mistyk po prostu widzi. Od czasu do czasu opisuje on swoje doświadczenie przygodności rzeczy stworzonych, powiadając, że świat jest złudzeniem. Tak bez ogródek wyrażona, myśl ta jest, rzecz jasna, nie do przyjęcia dla wiary judaistycznej, chrześcijańskiej czy islamskiej, każda z nich bowiem nieodmiennie głosi realność wszystkiego, co Bóg powołał do istnienia (w przeciwnym razie sam Jezus byłby tylko widmem), jest natomiast tradycyjnie zadomowiona w spuściźnie buddyjskiej i hinduistycznej.

To, co teraźniejsze, przy bliższym badaniu kurczy się do nieuchwytnego punktu, który z definicji znika, gdy tylko próbujemy go schwytać. Tym samym wszystko, co jest „w” czasie, nigdy nie „jest”; można mówić o tym jako o czymś, co było albo będzie, lecz powiedzenia takie mają sens tylko wtedy, gdy zakłada się podmiot postrzegający. Rzeczy, które nie mają pamięci, zawdzięczają swoją ciągłą tożsamość tylko naszym umysłom, w sobie natomiast nie mają przeszłości ani przyszłości, a więc żadnej zgoła tożsamości.

To my obdarzamy trwaniem świat rzeczy podlegających zniszczeniu, i w ten sposób utrzymujemy go w istnieniu; lecz w tym samym akcie umysłowego tworzenia świata zdajemy sobie sprawę z braku tożsamości własnej, jeśli ma ona być czymś więcej niż treścią osobniczej pamięci. To zaś tyle znaczy, że cokolwiek jest, jest bezczasowe. Tak to powracamy do wielkich inicjatorów europejskiej metafizyki, Parmenidesa i Heraklita, którzy z dwóch przeciwnych stron wprawili w ruch tę zawrotną karuzelę pojęć: tego, co się zmienia, nie ma; co jest, jest poza czasem; jeśli nie ma niczego poza czasem, to nic nie istnieje.

Leszek Kołakowski – Jeżeli Boga nie ma