Horyzont

Odbijali od brzegu przed wschodem słońca. Morze nie miało jeszcze wtedy żadnej barwy. Tak samo nie miało jej niebo. Wszystko dookoła było mętne i senne. Wzrok Rodriga szukał z przyzwyczajenia linii horyzontu. Kiedyś wierzył, że stanowi ona coś rzeczywistego, do czego można dopłynąć i po czym się chodzi jak po lądzie. Ale wtedy był jeszcze głupim maluchem. Teraz ma już trzynaście lat i wie, że jest to coś, co można widzieć, ale czego nie ma naprawdę. Bywają przecież takie rzeczy.

Tadeusz Kotecki – Przez morza nieznane

horyzont