U

cisz w sobie nadmierną żądzę wiedzy, bo płynie z niej wielki niepokój i wielkie złudzenie. Uczeni pragną, aby ich widziano i chwalono, jacy to są mądrzy. Jest wiele rzeczy, których znajomość niewiele albo wcale nie przynosi duszy pożytku. Jakże niemądry jest ten, kto zabiega o wszystko, tylko nie o to, co służy jego zbawieniu. Nadmiar słów nie nasyca duszy, ale dobre życie uspokaja umysł, a czyste sumienie przybliża do przyjaźni Boga.

Jeśli zdaje ci się, że wiele umiesz i wiele rozumiesz, wiedz, że jest wiele więcej rzeczy, których nie wiesz. Nie przeceniaj swej wiedzy, przyznawaj się raczej do niewiedzy. Czemu miałbyś się wynosić nad innych, gdy tylu jest od ciebie uczeńszych i bardziej doświadczonych? Jeśli chcesz z pożytkiem się uczyć i wiedzieć coś naprawdę, znajdź radość w tym, że ludzie nie wiedzą o tobie i mają cię za nic.

Oto największa i najlepsza szkoła: poznać naprawdę samego siebie i odwrócić się od siebie. O sobie samym niewiele mniemać, a o innych zawsze jak najlepiej – to mądrość, to jest doskonałość. Nawet gdybyś widział, że ktoś jawnie grzeszy albo dopuszcza się zbrodni, nie powinieneś uważać się za lepszego, bo nie wiesz, jak długo wytrwasz w dobrym. Wszyscy jesteśmy ułomni, lecz ty nie sądź, że ktoś mógłby być bardziej ułomny od ciebie.

Tomasz à Kempis – O naśladowaniu Chrystusa

Wytrzymywanie

Wydaje się, że wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa. Cnota bowiem dotyczy tego, co jest trudne i dobre, jak powiada Filozof w II księdze Etyki nikomachejskiej. Trudniej jest atakować, aniżeli wytrzymywać. A zatem wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa.

Ponadto, większej możności zdaje się wydawać dokonanie w czymś zmiany, aniżeli nieuleganie zmianie ze strony czegoś innego. Atakowanie jest jednak działaniem na coś innego, wytrzymywanie zaś jest niewzruszonym trwaniem. Skoro więc męstwo wskazuje pewną doskonałość władzy duszy, wydaje się, że bardziej do męstwa przynależy atakowanie aniżeli wytrzymywanie.

Lecz przeciw temu powiada Filozof w III księdze Etyki nikomachejskiej, że określamy ludzi mianem mężnych głównie dzięki temu, jak wytrzymują rzeczy smutne.

Odpowiadam: trzeba stwierdzić, jak zostało wyżej powiedziane, że męstwo bardziej tkwi w opanowaniu strachu, niż w miarkowaniu śmiałości. Trudniej bowiem opanować strach, niż miarkować śmiałość; a to dlatego, że samo niebezpieczeństwo, które jest przedmiotem nieustraszoności i strachu, ma w sobie coś, co miarkuje śmiałość, a zarazem wzmaga strach. Otóż atakowanie należy do męstwa o tyle, o ile męstwo miarkuje śmiałość; wytrzymywanie natomiast jest konsekwencją opanowania strachu. I dlatego bardziej zasadniczym aktem męstwa jest wytrzymywanie, to jest niewzruszone trwanie w niebezpieczeństwach, aniżeli atakowanie.

Św. Tomasz z Akwinu – Suma Teologiczna II-II, Q.126

Ideały

Mówi się nam, że wszelkie ścieżki prowadzą do prawdy – ścieżki, którymi dążą hindusi, chrześcijanie czy muzułmanie – że wszystkie one wiodą do tej samej bramy. Jeżeli spojrzeć na to trzeźwo, jest to oczywistą niedorzecznością. Do prawdy nie wiodą żadne ścieżki, bo to jest pięknem prawdy, że jest ona żywa. Ścieżka może prowadzić do rzeczy martwej, gdyż rzecz martwa tkwi w jednym miejscu, jest statyczna.

Gdy ujrzycie, że prawda jest czymś żywym, poruszającym się, nie znającym spoczynku, że nie ma ona świątyni, meczetu czy kościoła, że nie może was do niej zaprowadzić żadna religia, żaden nauczyciel, żaden filozof, nikt w ogóle, wtedy też zrozumiecie, że żywym elementem prawdy jest to, czym obecnie jesteście – wasz gniew, wasza brutalność, wasza przemoc, rozpacz, cierpienie i smutek. Zrozumienie tego wszystkiego jest prawdą i możecie ją pojąć tylko wtedy, gdy dowiecie się, jak należy na te problemy w waszym życiu patrzeć. Nie można tego ujrzeć przez pryzmat ideologii, słów, uczucia nadziei czy strachu.

Widzicie więc, że nie możecie się na nikim oprzeć. Nie ma przewodnika, nie ma nauczyciela, nie ma autorytetu. Jesteście tylko wy – wasz stosunek do innych ludzi i do świata – poza tym nie ma nic. Zrozumienie tego albo wywoła w was wielką rozpacz, z której zrodzi się cynizm i rozgoryczenie, albo też spoglądając prosto w twarz rzeczywistości, ujrzycie, że nikt inny, tylko wy jesteście odpowiedzialni za świat, za siebie samych, za to, co myślicie, co czujecie i co robicie. Zniknie wtedy wszelkie litowanie się nad sobą. Zazwyczaj bowiem dobrze się czujemy, mogąc zrzucić winę na innych ludzi, a jest to tylko forma litowania się nad sobą samym.

Gdy działacie według swoich zasad, wówczas nie jesteście uczciwi. Działając zgodnie z tym, co według was powinniście robić, nie jesteście sobą. Mieć ideały to głupota. Jeśli macie jakieś ideały, wierzenia lub zasady, to nie możecie żadną miarą spojrzeć na siebie bezpośrednio.

Jiddu Krishnamurti – Wolność od znanego

Podróż

Nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije,
będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. (J 16,2)

Nie będą świadomi, będą natomiast ofiarami wiedzy i informacji. Tomasz z Akwinu ujął to tak: „Ilekroć grzeszą, grzeszą pod pozorem dobra”. Sami się oślepiają: widzą coś jako dobre, choć wiedzą, że to jest złe. Ludzie pogrążeni we śnie czytają święte księgi i w oparciu o nie krzyżują Mesjasza. Racjonalizują, gdyż szukają czegoś pod płaszczykiem dobra.

Nim zostałem oświecony, byłem przygnębiony; po tym, jak zostałem oświecony, nadal jestem przygnębiony. Rozluźnienie i wrażliwość nie mogą stanowić celu. Czy słyszeliście kiedyś o ludziach, którzy stawali się napięci usiłując się zrelaksować? Jeśli jesteś napięty, po prostu obserwuj swe napięcie. Nigdy nie zrozumiecie samych siebie, jeśli będziecie usiłowali się zmienić. Im usilniej staracie się zmienić, tym gorzej to będzie wam się udawało.

Masz, być może, już jakiś plan dotyczący tego, jak stać się świadomym. Twoje ego, na swój przebiegły sposób, usiłuje osiągnąć świadomość. Obserwuj je! Napotkasz na opór, będziesz miał kłopoty. Jeśli ktoś zbyt usilnie stara się być świadomym przez cały czas, to ujawnia pewien poziom lęku. Chce być przebudzonym, ciągle sprawdza, czy już jest przebudzony, czy też jeszcze nie. Jest to forma ascetyzmu, a nie świadomości.

Brzmi to dziwnie w kulturze, w której trening przygotowujący do osiągnięcia celów, docierania dokądś, jest celem nadrzędnym, choć w rzeczywistości nie mamy gdzie iść, bo tam, gdzie chcielibyśmy być, już jesteśmy. Japończycy bardzo ładnie dają temu wyraz w powiedzeniu:

W dniu, w którym zaniechasz podroży,
dotrzesz do celu.

Anthony de Mello – Ukryte programy

Subiektywna pewność

Są pewne rzeczy potrzebne w naszych czasach i pewne rzeczy, których należy unikać. Potrzebne jest współczucie oraz pragnienie, aby ludzkość była szczęśliwa; potrzebny jest głód wiedzy i determinacja, aby unikać przyjemnych mitów; przede wszystkim potrzebna jest odważna nadzieja i zachęta do kreatywności. To, czego należy unikać, a co doprowadziło do krawędzi katastrofy, to okrucieństwo, zazdrość, chciwość, konkurencyjność, poszukiwanie irracjonalnej, subiektywnej pewności oraz to, co freudyści nazywają życzeniem śmierci.

Istotą sprawy (jeśli chcemy stabilnego świata) jest bardzo prosta i staromodna rzecz, tak prosta, że ​​prawie wstydzę się wspomnieć o niej z obawy przed szyderczym uśmiechem, z jakim mądrzy cynicy przywitają moje słowa. To, co mam na myśli – proszę mi wybaczyć, że to wspominam – to miłość, miłość chrześcijańska albo współczucie. Jeśli to odczuwasz, masz powód do istnienia, przewodnik w akcji, powód do odwagi, niezbędną konieczność uczciwości intelektualnej. Jeśli to czujesz, to masz wszystko, czego ktokolwiek powinien potrzebować w imię religii. Chociaż nie znajdziesz szczęścia, nigdy nie doznasz rozpaczy tych, których życie jest bezcelowe i pozbawione sensu, bo zawsze możesz coś zrobić, aby zmniejszyć bezmiar ludzkiej nędzy.

Bertrand Russell – Wpływ nauki na społeczeństwo

Start-up

Jeden duch i jedno serce ożywiały wszystkich, którzy uwierzyli, a nikt nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne. Nikt też nie cierpiał niedostatku, gdyż właściciele ziemi i domów sprzedawali je, a pieniądze uzyskane ze sprzedaży składali u stóp apostołów. Rozdzielano je wszystkim według potrzeb.

Pewien zaś człowiek o imieniu Ananiasz, wraz z żoną Safirą, sprzedał posiadłość i za wiedzą żony odłożył sobie część uzyskanych pieniędzy, a resztę przyniósł i złożył u stóp apostołów. I rzekł Piotr: „Ananiaszu, czym wypełnił szatan twe serce, że okłamałeś Ducha Świętego i odłożyłeś sobie część pieniędzy? Nie ludziom skłamałeś, lecz Bogu”. Słysząc te słowa Ananiasz padł martwy.

Po trzech godzinach nadeszła też jego żona, nie wiedząc, co się stało. I rzekł do niej Piotr: „Powiedz, czy za tyle sprzedaliście ziemię?” „Tak, za tyle” – odpowiedziała. A Piotr do niej: „Dlaczego umówiliście się, aby wystawiać na próbę Ducha Pana? Oto stoją w progu ci, którzy pochowali twego męża. Wyniosą też ciebie”. A ona upadła natychmiast u jego stóp i skonała.

Strach wielki ogarnął cały Kościół i wszystkich, którzy o tym słyszeli.

Dzieje Apostolskie 4, 32-5, 12

Wszechmogący ekspert

Gdy przestajemy ufać własnej intuicji, wzbiera w nas strach przed błądzeniem; nazywamy ten strach grzechem, winą lub wstydem, ale jakiej byśmy nazwy nie użyli, wypatrujemy skwapliwie „człowieka z autorytetem”, który mógłby przywrócić nam tym bardziej błogie, że utracone poczucie pewności siebie. To z tego właśnie sztucznie hodowanego strachu rodzi się „oddolne” zapotrzebowanie na ekspertyzę moralną i, w konsekwencji, zależność od ekspertów. Z chwilą gdy owa zależność sama stała się nawykiem, potrzeba ekspertyzy etycznej zdaje się zjawiskiem naturalnym – „obiektywnym”; nade wszystko zaś nabiera ona skłonności do samo-odtwarzania i samo-intensyfikacji.

Gdy wszystko to już się stało i jest poza nami, zapotrzebowanie na specjalistów od etyki nie pozostaje w żadnym związku koniecznym z jakością usług, jakie potrafią oni dostarczyć (podobnie jak nasza potrzeba lekarzy w nikłym tylko stopniu zależy od skuteczności lekarskich zabiegów). Zapotrzebowanie na ekspertyzę moralną wynika natomiast ze znalezienia się w sytuacji, w jakiej poprawne funkcjonowanie nie jest możliwe bez zabiegania o specjalistyczne usługi. Wspomniane zapotrzebowanie wzmaga się jeszcze i potężnieje wskutek tego, że dostarczone w praktyce dobra nie są z reguły na miarę obietnic i przez obietnice rozbudzonych oczekiwań; głód pozostaje niezaspokojony, pragnienie po staremu doskwiera, marzenie o wszechmogącym ekspercie wzbiera na sile.

Zygmunt Bauman – Dwa szkice o moralności ponowoczesnej

Obłęd

Torowanie nowych dróg myśli, łamanie uświęonych zabobonów i zwyczajów jest niemal wszędzie dziełem obłędu. Coś, co samego nowej myśli przedstawiciela nie napawało wyrzutami sumienia, lecz czcią i grozą, zniewalało go, by zostawał prorokiem i męczennikiem.

„Jak zostać obłąkanym, gdy się nim nie jest i nie śmie się obłędu udawać”? – nad tą okropną myślą zastanawiali się niemal wszyscy wybitniejsi ludzie dawniejszych cywilizacji; wytworzyła się w ten sposób tajemna nauka o środkach i wskazaniach dietetycznych oraz rozwinęło się uczucie niewinności, ba, nawet świętości takich rozmyślań i zamiarów. Przepisy jak zostać u Indian znachorem, u chrześcijan średniowiecznych świętym, u Grenlandczyków angekokiem, u Brazylijczyków pajem, są w istocie te same: niedorzeczne posty, nieustanna powściągliwość płciowa, pobyt na pustyni, wstępowanie na góry lub na słupy.

Któż odważy się zajrzeć w pustkowie najboleśniejszych i najniepotrzebniejszych mąk duchowych, w których niszczeli po wszystkie czasy snadź najpłodniejsi ludzie! Posłuchać takich westchnień tych samotnych i rozdartych dusz:

Ach, ześlijcież obłęd, bogowie!
Obłęd, bym uwierzył wreszcie w siebie!
Dajcie drgawki i szały, nagłe ciemności i olśnienia,
zatrwóżcie ziąbem i żarem, jakiego nie doznał jeszcze
żaden śmiertelny, zgiełkiem i pojawieniem się widziadeł,
sprawcie, bym wył, skomlał i pełzał jak zwierz:
lecz niech uwierzę w siebie!

Targa mną zwątpienie, zabiłem prawo,
prawo przeraża mnie gdyby trup człowieczy;
jeślim nie wart więcej od tego prawa,
to jestem najnikczemniejszym ze wszystkich ludzi.
Skądże pochodzi ten nowy duch, który jest we mnie,
jeżeli nie od was? Dowiedźcież mi, żem wasz;
jeno obłęd dowiedzie mi tego.

I niestety, żarliwość ta aż nazbyt często dopinała celu: w czasach, kiedy rzekomym dowodem na korzyść chrześcijaństwa była największa ilość pustelników i świętych, istniały w Jerozolimie wielkie domy obłąkanych dla wykolejonych świętych.

Fryderyk Nietzsche – Jutrzenka. Myśli o przesądach moralnych

Diabły

– Mówcie pojedynczo i nierozwlekle! – krzyknął Belzebub – Czym ty się zajmujesz? – zwrócił się najpierw do diabła ulepszeń technicznych.
– Wmawiam w ludzi, że im więcej rzeczy będą wytwarzać i im szybciej będą to robić, tym będą szczęśliwsi. I ludzie marnując życie na produkowanie rzeczy, wytwarzają ich coraz więcej, nie bacząc na to, że rzeczy te ani nie są potrzebne zmuszającym do ich produkowania, ani dostępne dla tych, którzy je produkują.

– Dobrze! A ty? – zapytał Belzebub diabła podziału pracy.
– Ja wmawiam w ludzi, że skoro przedmioty wytwarzać można szybciej za pomocą maszyn niż ręcznie, więc trzeba ludzi przekształcić w maszyny; i to właśnie się robi, a ludzie przekształceni w maszyny, nienawidzą tych, którzy to z nimi zrobili.

– I to dobrze! Jak u ciebie? – rzekł Belzebub, zwracając się do diabła dróg i komunikacji.
– Ja wmawiam w ludzi, że zachodzi potrzeba możliwie najszybszego przemieszczania się z miejsca na miejsce. I ludzie, zamiast ulepszać swe życie każdy na swoim miejscu, spędzają większą jego część w przejazdach. Są bardzo dumni z tego, że w ciągu godziny mogą przejechać 50 wiorst i więcej.

Belzebub pochwalił i tego diabła. Wysunął się z tłumu diabeł sztuki drukarskiej. Jego praca, jak objaśnił, polega na tym, aby jak największej liczbie ludzi zakomunikować wszystkie te paskudztwa i głupstwa, które dzieją się i piszą na świecie.

Diabeł sztuk pięknych objaśnił, że pod pozorem pocieszenia i wzbudzenia u ludzi wzniosłych uczuć, pobłaża ich nałogom, przedstawiając je w ponętnej i atrakcyjnej postaci.

Diabeł medycyny wyjaśnił, że wmawia w ludzi, iż najważniejszą dla nich sprawą jest troska o ciało; ponieważ zaś troska o ciało nie ma końca, więc ludzie troszczący się o swe ciało z pomocą medycyny, zapominają nie tylko o życiu innych ludzi, ale i o swoim własnym.

Diabeł od kultury opisał jak wmawia w ludzi, że korzystanie z tych wszystkich przedmiotów, którymi opiekują się diabły ulepszeń technicznych, podziału pracy, dróg i komunikacji, sztuki drukarskiej, sztuk pięknych, medycyny – stanowi coś w rodzaju cnoty, i że człowiek korzystający z tego wszystkiego może być zupełnie zadowolony z siebie i nie musi starać się być lepszym.

Diabeł wychowania wyjaśnił jak to wmawia w ludzi, że mogą, żyjąc źle i nawet nie wiedząc na czym polega istota dobrego życia, uczyć dzieci dobrego życia.

Diabeł poprawy ludzi opowiedział, jak przekonuje ludzi, że mogą poprawiać innych, nie wyzbywając się uprzednio swych złych przyzwyczajeń.

Diabeł filantropii powiedział, że wmawia ludziom, iż są dobroczynni, grabiąc na pudy i oddając ograbionym na łuty. Dzięki temu nie odczuwają potrzeby doskonalenia się, stają się niedostępni dla dobra.

Diabeł socjalizmu chwalił się, że w imię najdoskonalszej organizacji społeczeństwa ludzkiego, wznieca nienawiść klasową.

Diabeł feminizmu dodał, że dla jeszcze większego udoskonalenia organizacji życia, oprócz nienawiści klasowej, wznieca jeszcze nienawiść pomiędzy ludźmi odmiennej płci.

Lew Tołstoj – Odbudowanie Piekła

Rozmowa z wieśniakiem

Dla większości ludzi Bóg jest wytwórcą nieśmiertelności. Kiedyś rozmawiając z pewnym wieśniakiem zaproponowałem mu hipotezę, wedle której istniałby Bóg władający niebem i ziemią, Kosmiczna Świadomość, lecz dusza każdego człowieka nie musiałaby wcale być z tej racji nieśmiertelna, w sensie tradycyjnym i konkretnym. On zaś odpowiedział mi:

A po co taki Bóg?

Miguel de Unamuno – O poczuciu tragiczności życia wśród ludzi i wśród narodów