Zwyczajną nieprzyzwoitością jest występowanie z teorią, która, jakkolwiek prawdziwa, zachęca do niebezpiecznych i szkodliwych praktyk. Po cóż przetrząsać owe zakamarki natury, z których wydobywają się jeno wyziewy zatruwające nasze dusze? Prawdy szkodliwe dla społeczeństwa, jeśli takowe się pojawią, zawsze ustąpią pola krzepiącym i użytecznym kłamstwom.

David Hume – Essays

Odbicie samego siebie

Krytyka religii jest już w zasadniczych zarysach ukończona; a przecież krytyka religii stanowi przesłankę wszelkiej krytyki. Człowiek, który w fantastycznej rzeczywistości nieba, gdzie szukał nadczłowieka, znalazł tylko odbicie samego siebie, nie zechce już zadawalać się znajdowaniem tylko pozoru siebie samego, tylko nieczłowieka, kiedy poszukuje i poszukiwać powinien prawdziwej swej rzeczywistości.

Religia jest to mianowicie samowiedza i poczucie samego siebie u człowieka, który bądź siebie jeszcze nie odnalazł, bądź już znów zagubił. Ale człowiek – to nie jest istota oderwana, istniejąca gdzieś poza światem. Człowiek – to świat człowieka, państwo, społeczeństwo. To państwo, to społeczeństwo stwarzają religię, odwróconą na opak świadomość świata, są one bowiem same odwróconym na opak światem. Religia jest urzeczywistnieniem istoty ludzkiej w fantazji, dlatego że istota ludzka nie posiada prawdziwej rzeczywistości.

Religia jest westchnieniem uciśnionego stworzenia, sercem nieczułego świata, jest duszą bezdusznych stosunków. Religia jest opium ludu. Prawdziwe szczęście ludu wymaga zniesienia religii jako urojonego szczęścia ludu. Wymagać od kogoś porzucenia złudzeń co do jego sytuacji to znaczy wymagać porzucenia sytuacji, która bez złudzeń obejść się nie może. Krytyka religii jest więc w zarodku krytyką tego padołu płaczu, gdyż religia jest nimbem świętości tego padołu płaczu.

. . .

Krytyka zniszczyła urojone kwiaty, upiększające kajdany, nie po to, by człowiek dźwigał kajdany bez ułud i bez pociechy, ale po to, by zrzucił kajdany i rwał kwiaty żywe. Krytyka religii uwalnia człowieka od złudzeń po to, by myślał, działał, kształtował własną rzeczywistość jako człowiek, który wyzbył się złudzeń i doszedł do rozumu; aby obracał się dokoła samego siebie, a więc dokoła swego rzeczywistego słońca. Religia jest jedynie urojonym słońcem, które dopóty obraca się dokoła człowieka, dopóki człowiek nie obraca się dokoła samego siebie.

Karol Marks – Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa

Przyjaźń

Jeśli można znaleźć skuteczne lekarstwo (a może również skuteczną szczepionkę?) na solipsyzm, to można je znaleźć właśnie w praktyce, a konkretnie w przyjaźni. Kant przekonuje, że przyjaźń umożliwia ucieczkę przed popadnięciem w solipsyzm. Opisuje człowieka pozbawionego przyjaciół jako kogoś podobnego do Kartezjańskiej osoby medytującej. Człowiek bez przyjaciół jest zupełnie sam, „musi zamykać się w sobie” i pozostaje „zupełnie sam ze swoimi myślami, tak jak w więzieniu”. Kant twierdzi, że przyjaźń pozwala uwolnić się z „więzienia” własnej jaźni, a także, że naszą powinnością jest „nie izolować się”, lecz raczej próbować uciec z owego więzienia, poszukując przyjaźni. Krótko mówiąc, zdaniem Kanta jesteśmy moralnie zobligowani do ucieczki przed solipsyzmem.

Rae Langton – Seksualny solipsyzm

Dowód na istnienie Boga

Przedmioty zmysłowe nie mogą istnieć inaczej jak tylko w umyśle. Stąd nie wnioskuję, że przedmioty te nie mają rzeczywistego istnienia, tylko widząc, że nie zależą od moich myśli i że ich istnienie nie polega na tym, iż są postrzegane przeze mnie, wnioskuję, że musi być jakiś inny umysł, w którym one istnieją; toteż rzeczą równie pewną jak istnienie świata rzeczywistego, jest to, że istnieje nieskończony wszechobecny Duch, który obejmuje świat i jest jego podporą.

– Jak to!? Przecież to nic innego, jak to, co utrzymują wszyscy chrześcijanie, a nawet w ogóle wszyscy, którzy wierzą, że jest Bóg i że on zna i rozumie wszystko.

– Doskonale, ale w tym właśnie tkwi różnica. Ludzie zwykle dlatego wierzą w to, że Bóg zna i postrzega wszystkie rzeczy, ponieważ wierzą w istnienie Boga; ja zaś bezpośrednio i w sposób konieczny wioskuję o istnieniu Boga, ponieważ wszystkie przedmioty zmysłowe muszą być postrzegane przez Niego.

– Ale skoro wszyscy wierzymy w tę samą rzecz, to cóż nas obchodzi, jak doszliśmy do tej wiary?

– Ale my nie zgadzamy się co do samej tezy. Filozofowie bowiem, jakkolwiek uznają, iż wszystkie cielesne przedmioty postrzegane są przez Boga, to jednak przypisują im istnienie absolutne, różne do tego, że są postrzegane przez jakikolwiek umysł – czego ja nie czynię. Poza tym, czyż nie ma różnicy między powiedzeniem: Jest Bóg, a zatem postrzega On wszystkie przedmioty, a powiedzeniem: Przedmioty zmysłowe istnieją realnie, skoro zaś istnieją realnie, muszą być z konieczności rzeczy postrzegane przez nieskończony umysł; a zatem istnieje umysł nieskończony.

Ten drugi wywód daje nam bezpośrednio i wprost na podstawie jak najbardziej oczywistego założenia dowód istnienia Boga. To, że z samego istnienia świata zmysłowego można w sposób konieczny wnioskować o istnieniu nieskończonego umysłu jest przywilejem tych tylko, którzy doszli do tej prostej refleksji, że:

1. świat jest tym, co postrzegamy za pomocą naszych zmysłów
2. za pomocą zmysłów postrzegamy tylko idee
3. żadna idea nie może istnieć inaczej jak w umyśle

A teraz bez wszelkiego pracowitego wgłębiania się w nauki, bez wszelkich subtelności rozumowych, bez nudnych i długich dyskusji możesz przystąpić do walki z najbardziej gorliwym obrońcą ateizmu i zwyciężyć go.

George Berkeley – Trzy dialogi między Hylasem i Filonusem. Dialog drugi

Zakazane

Filozofia jest życiem dobrowolnym wśród lodów i szczytów — poszukiwaniem wszystkiego, co obce i godne pytania w istnieniu, wszystkiego, co moralność dotąd pod klątwą dzierżyła. Z długiego doświadczenia, które mi dała taka wędrówka po zakazanym, nauczyłem się patrzeć inaczej, niżby sobie życzono, na przyczyny, z których moralizowano i idealizowano dotychczas: ukryte dzieje filozofów, psychologia ich wielkich imion wyszła mi na jaw.

Ile prawdy znosi, na ile prawdy waży się duch?

— to coraz bardziej stawało się dla mnie właściwym wartości miernikiem. Błąd (— wiara w ideał —) nie jest ślepotą, błąd jest tchórzostwem. Każda zdobycz, każdy krok naprzód w poznaniu wynika z odwagi, z twardości względem siebie, ze schludności względem siebie. Nie obalam ideałów, wkładam jeno rękawiczki przed nimi. Nitimur in vetitum: pod tym znakiem zwycięży moja filozofia, bo zakazywano dotąd zasadniczo zawsze tylko prawdy.

. . .

Nie jestże Zaratustra tedy kusicielem? Lecz cóż to on sam przecie mówi, gdy po raz pierwszy znów w samotność wraca swoją? Właśnie przeciwieństwo tego, co by jakiś »mędrzec«, »święty«, »zbawiciel świata « i inny décadent rzekł w takim wypadku:

Sam idę, uczniowie moi! I wy odejdźcie precz! Tak chcę!
Zła to odpłata nauczycielowi, gdy się zawsze jeno
uczniem pozostaje. Nie szukaliście jeszcze siebie,
więc znaleźliście mnie. Tak czynią wszyscy wyznawcy;
przeto tak mało warta wszelka wiara.

Fryderyk Nietzsche – Ecce Homo

Błąd

Zwykliśmy myśleć, że błąd powstaje, gdy myśl nasza nie może zgodzić się ze swym rzekomym przedmiotem. Ale oczywiście nie możemy umieścić się w położeniu zewnętrznego obserwatora, poza stosunkiem podmiot-przedmiot, w położeniu obserwatora, który może wiedzieć, czy myśl zgadza się, czy nie zgadza ze swym przedmiotem. Namysł nad tym faktem może prowadzić do sceptycyzmu.

Ale jest rzeczą jasną, że potrafimy rozpoznawać błąd. Nie tylko możemy wypowiadać błędne sądy, lecz możemy również wiedzieć, że je wypowiedzieliśmy. A dalszy namysł pokazuje, że prawda i fałsz mają znaczenie jedynie w odniesieniu do zupełnego systemu prawdy, który musi być uobecniony w absolutnej myśli.

Frederick Copleston – Idealizm w Ameryce. Filozofia Royce’a

Rozszczepienie bytu

Dziś chciałbym Państwu przedstawić pewną podstawową ideę filozoficzną, jedną z najtrudniejszych. Nie można jej pominąć, w niej bowiem ugruntowany jest sens myślenia prawdziwie filozoficznego. Idea ta musi być zrozumiała również w formie najprostszej, chociaż jej rozwinięcie okazuje się sprawą skomplikowaną. Spróbuję ją tutaj naszkicować.

Filozofia zaczęła się od pytania o to, co jest. Odpowiedzi na to pytanie bywały osobliwie rozbieżne. Głoszono, że pierwszym bytem jest życie, a istnienie nieożywione — jego odpadem; albo że jest tym bytem duch, zaś wszystkie rzeczy to przejawy, wyobrażenia ducha, który jakby śni świat. Powstał w ten sposób wielki ciąg światopoglądów. Argumenty wysuwane w ciągu tysiącleci przez zwalczające się nawzajem szkoły nie zdołały wykazać, który z tych punktów widzenia jest prawdziwy.

Dlaczego tak się dzieje? Wszystkim tym poglądom wspólne jest jedno: w ich ujęciu byt jest różnym ode mnie przedmiotem, ku któremu się zwracam, kiedy o nim myślę. Ten prafenomen naszego świadomego istnienia jest czymś tak oczywistym, że prawie nie odczuwamy jego zagadki, nigdy bowiem nie próbujemy go kwestionować.

To, co myślę, o czym mówię, jest zawsze czymś innym niż ja sam — jest przeciwstawnym mi przedmiotem, ku któremu ja, podmiot, się zwracam. Jeśli przedmiotem mojego myślenia uczynię samego siebie, ja sam staję się niejako czymś innym. Zarazem jednak jestem w dalszym ciągu moim ja, które myśli samo siebie, choć samo nie daje się ująć jako przedmiot w sposób adekwatny, gdyż warunkiem wszelkiego uprzedmiotowienia zawsze pozostaje podmiot.

Tę podstawową cechę naszego myślącego istnienia nazywamy rozszczepieniem na podmiot i przedmiot. Całe nasze świadome życie na jawie przebiega w takim rozszczepieniu. Na nic wszelkie uniki i wykręty — myśląc zawsze w nim tkwimy, zawsze zwracamy się ku jakiemuś przedmiotowi — czy to będzie realność naszych doznań zmysłowych, czy pomyślany przedmiot idealny, np. liczba albo figura, czy jakaś treść fantastyczna, czy zgoła wyobrażenie czegoś niemożliwego. Za każdym razem jakaś treść mojej świadomości przeciwstawia mi się jako przedmiot — zewnętrzny lub wewnętrzny.

Poruszając się wśród zjawisk tego świata uświadamiamy sobie, że sam byt nie mieści się ani w przedmiocie, który zawsze zawęża nasze pole widzenia, ani w ograniczonym horyzoncie naszego świata jako ogółu wszystkich zjawisk. Uprzytomnienie sobie tego w podstawowej operacji filozoficznej unieważnia wszelką rzekomą wiedzę o bycie i obala wszystkie metafizyki, o ile uznają one za sam byt coś istniejącego w świecie — choćby to coś było bardzo wielkie i bardzo istotne. Mylenie przedmiotu jako takiego z właściwym bytem to istota wszelkiego dogmatyzmu; jego szczególną postacią jest zabobon, który symbole w ich materialnej cielesności traktuje realnie.

Dopiero uświadamiając sobie rozszczepienie na podmiot i przedmiot jako podstawową cechę naszego myślącego istnienia, zyskujemy wolność filozofowania. Ta myśl odrywa nas od wszystkiego, co jest; zmusza do odwrotu ze ślepych zaułków skostnienia; dokonuje w nas gruntownej przemiany. Komuś, kto szukał oparcia w absolutnym charakterze rzeczy i w przedmiotowej epistemologii, utrata tych pozycji wydaje się równoznaczna z nihilizmem. Wszystko, co swoją określoność — a więc i skończoność — zawdzięcza językowi i przedmiotowości, traci wyłączne prawo do rzeczywistości i prawdy.

Filozofując musimy przejść przez ten nihilizm, który jest raczej uwolnieniem myśli dla właściwego bytu. Z odrodzenia naszej istoty w filozofowaniu wyrasta ograniczony sens i wartość wszelkich rzeczy skończonych — zarazem jednak wyłania się podstawa, umożliwiająca swobodne obcowanie z rzeczami. Tracimy grunt złudnych pewników, i zamiast upaść — wzlatujemy; to, co wydawało się przepaścią, staje się przestrzenią wolności; z przemienionej pozornej nicości przemawia do nas właściwy byt.

Karl Jaspers – Wprowadzenie do filozofii

Wiara w naukę

Dziewiczy stan waloru absolutnego, niezachwianie dowiedzionej pewności wszystkiego, co należy do matematyki, minął na zawsze; nastała era zagadnień spornych i doszło do tego, że większość ludzi różniczkuje i całkuje nie dlatego, że rozumie, co czyni, lecz dlatego, że wierzy, bo wyniki były dotąd zawsze trafne. Jeszcze gorzej ma się rzecz z astronomią i mechaniką, a w dziedzinie fizyki i chemii tkwimy w hipotezach jak pośród roju pszczół. I nie może być inaczej. W fizyce mamy do czynienia z ruchem cząsteczek, w chemii – z tworzeniem się cząsteczek z atomów, a jeżeli interferencja fal świetlnych nie jest bajką, nie mamy żadnych absolutnie widoków na oglądanie kiedykolwiek tych ciekawych rzeczy własnymi oczami. Ostateczne prawdy ostatniej instancji stają się tu z biegiem czasu osobliwie rzadkie.

Lecz oto mamy przed sobą jeszcze jednego co najmniej takiego proroka, który jak zwykle wpada w patos najwyższego oburzenia moralnego, gdy inni zaprzeczają, by jakąkolwiek jednostkę stać było na objawienie ostatecznej prawdy ostatniej instancji. Zaprzeczenie takie, ba, samo już powątpiewanie, to stan słabości, niesamowity zamęt, nicość, wyjaławiający sceptycyzm gorszy od czystego nihilizmu, skłębiony chaos… i tak dalej w podobnym stylu. Jak u wszystkich proroków, mamy tu do czynienia nie z krytycznym, naukowym badaniem i oceną, lecz z wybuchem potępienia moralnego.

Fryderyk Engels – Anty Dühring

Królestwo

Jeśli cokolwiek rozumiem z tego wielkiego symbolisty, to to, że tylko wewnętrzną rzeczywistość brał za rzeczywistość, za prawdę — że resztę, wszystko, co naturalne, czasowe, przestrzenne, historyczne, rozumiał tylko jako znak, jako sposobność do przenośni. Nie ma nic bardziej niechrześcijańskiego od kościelnych surowizn o Bogu jako o osobie, o królestwie bożym, które przyjdzie; o królestwie niebieskim za światem, o synu bo­żym, drugiej osobie Trójcy.

Królestwo niebieskie jest stanem serca — nie czymś, co przyjdzie ponad ziemią lub po śmierci. Kró­lestwo boże nie jest czymś, czego się oczekuje; nie ma ono żadnego wczoraj ni pojutrza, nie przyjdzie za tysiąc lat — jest ono doświadczeniem serca; istnieje wszędzie, nie istnieje nigdzie.

Fryderyk Nietzsche – Przemiany wszystkich wartosci

Sprzeczność wiary z miłością

Wiara jest przeciwieństwem miłości. Piekło wiara wynalazła, a nie miłość i nie rozum. Piekło jest dla miłości okropnością, dla rozumu bezsensem. Piekło osładza radości szczęśliwych wiernych.

Bóg jest miłością. Teza ta jest najwyższą tezą chrześcijaństwa. Ale w samym tym zdaniu zawarta już jest sprzeczność wiary i miłości. Miłość jest tylko orzecznikiem, Bóg — podmiotem. A czym jest ten podmiot w odróżnieniu od miłości? Tylko wtedy nie istniałaby konieczność takiego rozróżnienia, gdyby powiedziane było odwrotnie: miłość jest Bogiem, miłość jest istotą absolutną. Kiedy ujmuję Boga jako podmiot w odróżnieniu od orzecznika, miłość nie wypełnia całkowicie mojego ducha – pozostawiam wolne miejsce dla mojego braku miłości.

Miłość została w chrześcijaństwie splamiona przez wiarę; nie została ujęta jako wolna, jako prawdziwa. Miłość ograniczona przez wiarę jest miłością nieprawdziwą. Miłość nie zna innego prawa, tylko samą siebie; jest boską dzięki sobie samej, nie potrzebuje święceń wiary. Miłość skrępowana przez wiarę jest miłością ciasną, fałszywą, sprzeczną z pojęciem miłości, to znaczy z samą sobą. Jest miłością obłudną, ponieważ kryje w sobie nienawiść właściwą wierze. Jest dobrą tylko tak długo, jak długo wiara nie została naruszona. W tej sprzeczności z sobą samą, aby zachować pozór miłości, stacza się ona do najbardziej diabelskich sofizmatów, tak jak Augustyn w swej apologii prześladowań kacerzy. Miłość jest tu ograniczona przez wiarę, dlatego też nie uważa czynów wynikajacych z braku miłości, a dopuszczanych przez wiarę, za sprzeczne z sobą samą. Czyny nienawiści dokonywane w imię wiary tłumaczy ona jako czyny miłości.

Biblia potępia w imię wiary i ułaskawia w imię miłości. Zna ona jednak tylko miłość opartą na wierze, mamy więc do czynienia z miłością, która przeklina, z miłością niepewną, z miłością, która nie daje mi rękojmi, że nie okaże się brakiem miłości. Jeśli nie uznaję artykułów wiary, zostaję wyłączony z królestwa miłości, staję się przedmiotem przekleństwa, piekła, gniewu Boga, dla którego istnienie niewiernego jest utrapieniem, cierniem w oku.

Miłość chrześcijańska nie przezwyciężyła piekła, ponieważ nie przezwyciężyła wiary. Miłość jest sama w sobie niewierząca, wiara natomiast – pozbawiona miłości. Niewierząca jest miłość dlatego, ponieważ nie zna nic bardziej boskiego aniżeli ona sama, ponieważ wierzy tylko w samą siebie jako absolutną prawdę.

Miłość chrześcijańska jest miłością ograniczoną wskutek tego, że jest chrześcijańską, że nazywa się chrześcijańską. Albowiem w istocie miłości leży to, że jest powszechna. Dopóki miłość chrześcijańska nie zrezygnuje z chrześcijaństwa, nie uczyni miłości jako takiej najwyższym prawem, dopóty będzie to miłość, która obraża poczucie prawdy – miłość bowiem jest właśnie tym, co znosi różnicę między chrześcijaństwem i tak zwanym pogaństwem – będzie to miłość, która przez swoją odrębność popada w sprzeczność z istotą miłości, miłość anormalna, miłość bez miłości, która od dawna już zupełnie słusznie stała się przedmiotem kpin. Prawdziwa miłość sama sobie wystarcza; nie jest jej potrzebny żaden specjalny tytuł, żaden autorytet.

Ludwig Feuerbach – O istocie chrześcijaństwa