Płaska Ziemia

Odrodzenie, Oświecenie, nauki przyrodnicze, nauki ekonomiczne nie pomineły nic, ale to nic, co mogło przyczynić się do poniżenia człowieka, zaczynając od astronomii, która z ośrodka świata, z dostojnej sceny, gdzie Bóg i szatan walczyli o upragnioną władzę nad stworzeniem, uczyniła obojętną małą planetę i na razie zniweczyła wspaniałą pozycję kosmiczną człowieka, na której, nawiasem mówiąc, opierała się też astrologia.

Pod tym względem czeka nas rehabilitacja scholastyki; jest ona już w toku, Kopernik będzie pobity przez Ptolemeusza. Teza heliocentryzmu natrafia powoli w umysłach na opór, który zapewne doprowadzi do celu. Nauka okaże się filozoficznie zniewolona do tego, by Ziemi przywrócić wszystkie dostojeństwa, które dogmat kościelny chciał jej zapewnić.

Wielcy scholastycy XII i XIII wieku byli co do tego zgodni, że dla filozofii nie może być prawdą to, co jest fałszem dla teologii. Nie mówmy o teologii, jeśli pan nie chce, ale ludzkość, która nie uznaje, że w przyrodoznastwie nie może być prawdą, co dla filozofii jest fałszem, nie jest ludzkością. Argumentacja świętego officium przeciw Galileuszowi dowodziła, że tezy jego są filozoficznie niedorzeczne. Trafniejszej argumentacji nie ma.

Nie istnieje nic takiego jak czyste poznanie. Kościelna teoria poznania, która da się streścić w zdaniu Augustyna „Wierzę, abym mógł poznać”, jest niezaprzeczalnie słuszna. Wiara jest narzędziem poznania, intelekt ma charakter wtórny. Nieuprzedzona nauka jest mitem. Zawsze jest w nauce jakaś wiara, jakiś pogląd na świat, jakaś idea, krótko mówiąc, jakaś wola – a rzeczą rozumu jest wolę tę zanalizować i wykazać. Wszystko i zawsze zmierza tu ku jednemu: ku quod erad demonstrandum. Samo pojęcie dowodu, psychologicznie biorąc, zawiera zdecydowanie woluntarystyczny składnik.

Prawdą jest to, co służy człowiekowi. W nim skupia się przyroda, w całej przyrodzie on jeden jest stworzony, a cała przyroda jedynie dla niego. On jest miarą rzeczy, a zbawienie jego stanowi kryterium prawdy. Poznanie teoretyczne, bez praktycznego związku z ideą zbawienia człowieka, jest tak dalece mało interesujące, że nie można go uważać za prawdziwe. Wieki chrześcijańskie były całkowicie co do tego zgodne, że przyrodoznastwo jest z ludzkiego punktu widzenia mało ważne. Laktancjusz, którego Konstantyn Wielki wybrał na nauczyciela swego syna, pytał wręcz, jakiego młodzieniec dozna szczęścia, dowiedziawszy się, skąd wypływa Nil i co wielcy fizycy plotą o niebie. Niech pan spróbuje mu na to odpowiedzieć!

Tomasz Mann – Czarodziejska góra