Dwie projekcje

Dopiero w klasztorze argument Ludwiga Feuerbacha, że ludzie projektują na Boga swoje tęsknoty, stał się dla mnie kwestią osobistą. Przede wszystkim studia psychologiczne zmusiły mnie do zadania sobie pytania: czy Bóg jest dla mnie jedynie ludzką projekcją? Pytanie to zadawałem sobie przede wszystkim na modlitwie. Pojawiło się wtedy czasem pytanie, czy wszystko to nie jest owocem wyobraźni? Wymyślasz sobie Boga, żeby ci było lepiej, żebyś mógł żyć w pokoju i uporać się ze swoimi problemami?

Gdy jednak przemyślałem to pytanie do końca, wydało mi się, że wszystko to jest absurdalne. Gdyby tak było, człowiek nie mógłby niczego poznać. Również ateizm byłby projekcją. Człowiek wymyśla sobie, że nie ma Boga, żeby mógł żyć swobodniej i nie przejmować się niczym, czego wymaga się od niego z zewnątrz. Obie możliwości są zatem projekcjami. Rozwiązaniem byłaby relatywizacja wszelkiego ludzkiego poznania: ostatecznie błądzimy tylko w ciemnościach.

Ale mam też przeświadczenie, że wiara jest bardziej ludzka od ateizmu. W moim przypadku wybór wiary nie oznacza zanegowania rozumu. Dokonuję wysiłku myślenia. Ale dochodzę w nim do pewniej granicy. A przeskoczenie tej granicy oznacza albo wiarę, albo niewiarę. Nie ma trzeciej, pośredniej możliwości.

Innym możliwym rozwiązaniem byłoby w ogóle nie dokonywać wysiłku myślenia. Byłby to dla mnie zgniły, leniwy agnostycyzm: po prostu nie obchodzi mnie pytanie o Boga. Pytanie to jest jednak dla mnie zbyt ważne egzystencjalnie, bym mógł je po prostu zanegować lub obejść.

Anselm Grün, Tomáš Halík – Bóg zagubiony