Forma

U Platona po raz pierwszy doszło do wyłonienia się podstawowego przeciwieństwa bytowego, a mianowicie między „ideą” a „rzeczą jednostkową”. Nie ma ono wprawdzie samo w sobie nic wspólnego z przeciwieństwem między „formą” a „treścią” czegokolwiek. (…) Toteż wydaje się dość naturalne, że gdy Arystoteles wystąpił przeciw Platońskiemu dualizmowi rzeczy jednostkowej i idei, ale zarazem nie zdołał całkiem wyzwolić się z Platońskiej aparatury pojęciowej, to w świecie rzeczy jednostkowych natrafił na nową dwoistość „formy” i „materii”. Zmieni się właściwie tylko stosunek między członami tego przeciwieństwa. „Forma” w tym związku to tyle, co moment kwalifikujący coś, co jako podlegające kwalifikacji, określaniu, jest „materią”.

Mamy np. przed sobą pewną określoną czerwoną, gładką, drewnianą kulę. Wszystko, co jest niej momentem określającym, jest „formą” lub też należy do „formy” tej kuli w zależności od tego, czy za formę uważamy poszczególne elementy kwalifikujące, czy też ogół momentów kwalifikujących coś. Przysługująca naszej kuli „gładkość”, która sprawia, że ona jest „gładka”, nie jest jako gładkość sama-dla-siebie, lecz dopiero w swej funkcji, kwalifikowania „określaczem” kuli, a więc jej „formą”. Jako gładkość jest ona w porównaniu z czerwienią czymś całkowicie odmiennym, różnym. Natomiast w swej funkcji określania, kwalifikowania, jest blisko pokrewna czerwieni, która tejże kuli przysługuje. Mianowicie „materiał” jakościowy jest odmienny, spełniana przezeń funkcja ta sama. Oczywiście, to funkcja jako „forma” w całkiem nowym znaczeniu.

Czymże więc jest to, co samo w sobie jest pozbawione wszelkiej kwalifikacji, a tylko może przyjmować kwalifikacje, co ma kwalifikowaniu podlegać? Czym jest owo coś całkowicie bezjakościowe, radykalnie niejakościowe?

Roman Ingarden – Spór o instniene swiata, t.2