Wytrzymywanie

Wydaje się, że wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa. Cnota bowiem dotyczy tego, co jest trudne i dobre, jak powiada Filozof w II księdze Etyki nikomachejskiej. Trudniej jest atakować, aniżeli wytrzymywać. A zatem wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa.

Ponadto, większej możności zdaje się wydawać dokonanie w czymś zmiany, aniżeli nieuleganie zmianie ze strony czegoś innego. Atakowanie jest jednak działaniem na coś innego, wytrzymywanie zaś jest niewzruszonym trwaniem. Skoro więc męstwo wskazuje pewną doskonałość władzy duszy, wydaje się, że bardziej do męstwa przynależy atakowanie aniżeli wytrzymywanie.

Lecz przeciw temu powiada Filozof w III księdze Etyki nikomachejskiej, że określamy ludzi mianem mężnych głównie dzięki temu, jak wytrzymują rzeczy smutne.

Odpowiadam: trzeba stwierdzić, jak zostało wyżej powiedziane, że męstwo bardziej tkwi w opanowaniu strachu, niż w miarkowaniu śmiałości. Trudniej bowiem opanować strach, niż miarkować śmiałość; a to dlatego, że samo niebezpieczeństwo, które jest przedmiotem nieustraszoności i strachu, ma w sobie coś, co miarkuje śmiałość, a zarazem wzmaga strach. Otóż atakowanie należy do męstwa o tyle, o ile męstwo miarkuje śmiałość; wytrzymywanie natomiast jest konsekwencją opanowania strachu. I dlatego bardziej zasadniczym aktem męstwa jest wytrzymywanie, to jest niewzruszone trwanie w niebezpieczeństwach, aniżeli atakowanie.

Św. Tomasz z Akwinu – Suma Teologiczna II-II, Q.126

Niewiedza

Naturę jednej Rzeczywistości trzeba poznać za pomocą własnej, jasnej percepcji duchowej; nie można jej poznać dzięki pomocy uczonego. Podobnie kształt Księżyca można poznać jedynie własnymi oczami. Jakże można go poznać oczyma innych? Wyzwolenie można osiągnąć tylko dzięki spostrzeżeniu tożsamości ducha jednostkowego z Duchem powszechnym. Nie można go osiągnąć ani dzięki jodze, ani dzięki sankhji [filozofii spekulatywnej], ani też dzięki ceremoniom religijnym, ani wreszcie dzięki samej uczoności.

Choroby nie leczy się przez wymawianie nazwy lekarstwa, lecz przez zażywanie lekarstwa. Wyzwolenia nie osiąga się przez powtarzanie słowa „Brahman”, lecz przez bezpośrednie doświadczenie Brahmana. Atman jest Świadkiem poszczególnego umysłu i jego działań. Jest on wiedzą absolutną. Mędrcem jest człowiek, który rozumie, że istotą Brahmana i atmana jest Czysta Świadomość, i który uświadamia sobie ich absolutną tożsamość. Tożsamość Brahmana i  atmana potwierdzają setki świętych tekstów.

Prawdę o Brahmanie można zrozumieć intelektualnie. Ale nawet w tych, którzy go tak rozumieją – pragnienie osobowej odrębności jest potężne i głęboko zakorzenione, albowiem istnieje od czasu nie mającego początku. Ono stwarza pojęcie: „Ja jestem tym, kto działa, ja jestem tym, kto doświadcza”. Pojęcie to jest przyczyną niewoli, jaką przynosi uwarunkowane istnienie, narodziny i śmierć. Usunąć je może jedynie poważny wysiłek, aby zawsze żyć w jedności z Brahmanem. Wykorzenienie tego pojęcia i pragnienia osobowej odrębności mędrcy nazywają Wyzwoleniem.

Niewiedza jest tym, co sprawia, że utożsamiamy się z ciałem, z  „ja”, zmysłami lub czymkolwiek, co nie jest atmanem. Mędrcem jest człowiek, który przezwycięża tę niewiedzę przez oddanie się atmanowi. Jeśli jakiś człowiek podąża 1. drogami świata lub 2. drogą ciała lub też 3. drogą tradycji – to nie może się w nim zrodzić poznanie Rzeczywistości. Mędrcy powiadają, że ta trojaka droga jest jak żelazny łańcuch krępujący stopy człowieka, który pragnie uciec z więzienia tego świata. Ten, kto uwalnia się z tego łańcucha, osiąga Wyzwolenie.

Adi Śankara – विवेकचूडामणि

Sen śmiesznego człowieka

Wydawało mi się jasne, że życie i świat teraz jakby ode mnie zależą. Można powiedzieć nawet tak, że świat teraz jakby dla mnie jednego istnieje: wystarczy, bym się zastrzelił, a świata nie będzie, przynajmniej dla mnie. Nie mówiąc już o tym, że może istotnie dla nikogo nic nie będzie po mnie, i cały świat, ledwie zgaśnie moja świadomość, też zgaśnie od razu jak mara, jak coś, co należy tylko do mojej świadomości, i przestanie istnieć, albowiem może cały ten świat i ci ludzie – to tylko ja jeden.

Fiodor Dostojewski – Sen śmiesznego człowieka

Strach: prawo, bogowie

SextusBył czas, kiedy życie ludzi, nie rządzone prawami, podobne było do życia zwierząt i panowała brutalna przemoc, kiedy dobrzy nie otrzymywali żadnej nagrody, a źli wcale nie byli karani. I wtedy, wydaje mi się, ludzie ustanowili prawa, jako narzędzie kary, aby sprawiedliwość jednakowo panowała nad wszystkimi i poskramiała występek: jeśli ktoś popełnił występek, ponosił karę. Ponieważ jednak prawo powstrzymywało ludzi tylko od jawnego dopuszczania się gwałtu, popełniano występki w skrytości.

Wtedy, jak mi się zdaje, chytry i mądry człowiek wymyślił dla śmiertelników strach przed bogami, aby istniało coś, co budzi postrach w ludziach złych nawet wtedy, gdyby w skrytości mieli czynić, mówić lub myśleć coś złego. W tym celu prawodawca wprowadził istotę boską; powiedział, że istnieje bóstwo, które cieszy się wiecznym życiem, duchem widzi i słyszy, umysłem ogarnia wszystko. Jeśli więc nawet w milczeniu zamyślasz coś złego, nie ukryje się to przed bogami. Mają oni bowiem nadzwyczajną bystrość poznania.

Tworząc tę doktrynę, wprowadził najprzebieglejszą ze wszystkich nauk, tając prawdę kłamliwym słowem. Aby jak najbardziej przerazić ludzi, powiedział, że bogowie mieszkają tam, skąd, jak mu było wiadomo, przede wszystkim przychodzi na ludzi strach i udręki dla ich nieszczęśliwego życia – tam, w górze, skąd, jak wiedział, rodzi się błyskawica i gdzie, jak słyszał, straszliwy huczy grzmot. Tego rodzaju strachami napełnił on ludzi i stosownie do tego mądrze wymyślił miejsce pobytu dla bóstwa, i za pomocą prawa wytępił bezprawie. W taki sposób, myślę, ktoś na początku skłonił śmiertelnych do wierzenia, że istnieje ród bogów.

Kritiasz, Sekstus Empiryk

Przed prawem

– Cóż chcesz teraz jeszcze wiedzieć? – pyta strażnik. – Jesteś nienasycony.
– Wszyscy dążą do prawa – powiada człowiek – jak więc to się dzieje, że przez te wszystkie lata nikt inny poza mną nie domagał się wejścia?
Strażnik poznaje, że człowiek jest już u swego kresu, i aby dosięgnąć jeszcze jego gasnącego słuchu, krzyczy do niego:
– Tu nie mógł nikt inny otrzymać wstępu, gdyż to wejście było przeznaczone tylko dla ciebie. Odchodzę teraz i zamykam je.

Franz Kafka – Przed prawem