Solipsyzm Zen

Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: „ja”, „ja chcę tego”, „ja jestem jak tamto”. Ale nikt nie rozumie tego „ja”. Gdy się urodziłeś, to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz, dokąd pójdziesz? Jeżeli będziesz uczciwie pytał: „Kim jestem?” wtedy wcześniej czy później trafisz na ścianę, gdzie całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to „umysłem nie-wiem”. Zen jest utrzymywaniem tego umysłu „nie-wiem” zawsze i wszędzie.

Seung Sahn

Egotyzm

Znów pewna kobieta zarzuca mi egotyzm. Pisze:

Nie jest pan dla mnie ekscentryczny, tylko egocentryczny.

Frazesy? Na zdrowy rozum – wymagać od człowieka, aby nie zajmował się sobą, nie przejmował się sobą i, krótko mówiąc, nie uważał siebie za siebie, może tylko wariat. Ta kobieta żąda, abym zapomniał, że ja jestem ja. Kolosalny nacisk, jakiemu dziś jesteśmy poddani ze wszystkich stron – iżbyśmy wyrzekli się własnej egzystencji – jak każdy postulat, nie dający się zrealizować, doprowadza tylko do skrzywienia i zafałszowania życia. Ktoś na tyle nieuczciwy wobec samego siebie, iż może powiedzieć: cudzy ból jest dla mnie ważniejszy niż własny, z miejsca wpada w tę „łatwość”, która jest matką werbalizmu i wszystkich ogólników, i wszystkiego zbyt gładkiego uwznioślenia. Jeśli o mnie idzie – nie, nidgy, przenigdy. Ja jestem.

Witold Gombrowicz – Dziennik 1953-1956

Pokój

Najpierw musimy zrozumieć, kto tworzy ten świat. Kto? Świat znaczy: czas, przestrzeń i karma [przyczyna i skutek]. Te trzy rzeczy razem tworzą świat. Gdzie jest świat? Co to jest świat? Kto tworzy czas, przestrzeń, przyczynę i skutek? Nikt tego nie rozumie, ale nazywamy to światem. Fizycy mówili, że czas, przestrzeń, przyczyna i skutek są absolutami. Teraz mówią, że są przedmiotowe; są twoją myślą. Jeśli twoja myśl o czasie i przestrzeni jest różna, wtedy przyczyna i skutek też będą różne.

Musisz zrozumieć esencję buddyzmu. Budda powiedział, że wszystkie rzeczy są tworzone przez samotny umysł. Ty tworzysz swój czas, swoją przestrzeń, swoją przyczynę i skutek. Jeśli nic nie robisz, wtedy nie ma czasu, nie ma przestrzeni, nie ma przyczyny ani skutku. Twój świat jest całkowicie skończony. Mój świat jest skończony. Ale każdy robi coś, więc jest tu wielka pomyłka i pokój na świecie nie jest możliwy.

Więc proszę każdego: przez jeden dzień nie rób nic. Wtedy przez jeden dzień będzie pokój na świecie. Znakomity mistrz powiedział: wielka droga nie jest trudna, nie rób tylko podziałów. Przed każdym stoją wybory, więc mamy problemy. Po co wybierać?

Istoty ludzkie nie mają znaczenia, powodu ani wyboru. Jeśli dokonujesz wyborów, robisz coś. Tworzysz powody, tworzysz problemy. Każdy to robi. Mówi takie rzeczy jak: lubię komunizm; lubię kapitalizm; lubię buddyzm; lubię katolicyzm, lubię to i tamto. Więc każdy ma problem i stąd jest walka.

Ale ty komplikujesz swój świat. Ja komplikuję mój świat. Dwa, trzy, wiele światów to wiele komplikacji. Ten świat jest bardzo wielki, więc jest tym bardziej skomplikowany. Ale jeśli dostrzegasz, że twój świat jest bardzo prosty i ja dostrzegam, że mój świat jest bardzo prosty, wtedy cały świat jest bardzo prosty. Nie ma problemu.

Czy pojmujesz świat dziecka? Pięciolatek idzie na targ i spostrzega inne dziecko. Najpierw patrzą na siebie. Nie znają wzajemnie swoich imion, ani nic o sobie nie wiedzą. Ale wkrótce podejdą do siebie i będą rozmawiać. Wszystkie dzieci tak robią. Ale kiedy dorosną pojawi się: Ja jestem. Potem Ty mnie naśladujesz!, Nie kocham ciebie. Nie jesteś w porządku!, Czemu nie? i wkrótce będą walczyć. To lubienie i nielubienie, które pojawia się, jest jak bomba atomowa. Gdyby każdy mógł zrobić tak, żeby jego wewnętrzne „to lubię” umysłu rozwiało się, to zewnętrzna bomba atomowa nie byłaby groźna. To lubienie—nielubienie umysłu jest wewnętrzną bombą atomową, to ono jest najgroźniejsze. Jeśli ta bomba atomowa rozpłynie się, jeśli każdy odnajdzie swoją ludzką naturę, wtedy pokój na świecie nie będzie problemem. Czy rozumiesz teraz?

Seung Sahn Nim – Buddyzm a pokój na świcie

Bracia

Mędrcy, co swe serca mądrością zbadali, wiedzą, że to co jest, bratem jest tego, co nie jest. Lecz w końcu któż wie i kto powiedzieć może, skąd wszystko to przyszło i jak nastąpiło stworzenie? Bogowie sami późniejsi są niż stworzenie, więc któż naprawdę wie, skąd się ono wzięło? Skąd wszelkie stworzenie swój początek bierze? On, czy był tym, który je ukształtował, czy nie, on, który to wszystko ogląda z najwyższego nieba, on wie — a może też nie wie i on?

Rygweda, Hymn 129

Dwie projekcje

Dopiero w klasztorze argument Ludwiga Feuerbacha, że ludzie projektują na Boga swoje tęsknoty, stał się dla mnie kwestią osobistą. Przede wszystkim studia psychologiczne zmusiły mnie do zadania sobie pytania: czy Bóg jest dla mnie jedynie ludzką projekcją? Pytanie to zadawałem sobie przede wszystkim na modlitwie. Pojawiło się wtedy czasem pytanie, czy wszystko to nie jest owocem wyobraźni? Wymyślasz sobie Boga, żeby ci było lepiej, żebyś mógł żyć w pokoju i uporać się ze swoimi problemami?

Gdy jednak przemyślałem to pytanie do końca, wydało mi się, że wszystko to jest absurdalne. Gdyby tak było, człowiek nie mógłby niczego poznać. Również ateizm byłby projekcją. Człowiek wymyśla sobie, że nie ma Boga, żeby mógł żyć swobodniej i nie przejmować się niczym, czego wymaga się od niego z zewnątrz. Obie możliwości są zatem projekcjami. Rozwiązaniem byłaby relatywizacja wszelkiego ludzkiego poznania: ostatecznie błądzimy tylko w ciemnościach.

Ale mam też przeświadczenie, że wiara jest bardziej ludzka od ateizmu. W moim przypadku wybór wiary nie oznacza zanegowania rozumu. Dokonuję wysiłku myślenia. Ale dochodzę w nim do pewniej granicy. A przeskoczenie tej granicy oznacza albo wiarę, albo niewiarę. Nie ma trzeciej, pośredniej możliwości.

Innym możliwym rozwiązaniem byłoby w ogóle nie dokonywać wysiłku myślenia. Byłby to dla mnie zgniły, leniwy agnostycyzm: po prostu nie obchodzi mnie pytanie o Boga. Pytanie to jest jednak dla mnie zbyt ważne egzystencjalnie, bym mógł je po prostu zanegować lub obejść.

Anselm Grün, Tomáš Halík – Bóg zagubiony