Napływ metojków do miast

Wydawało się, że wszystkie możliwe rozwiązania zostały zaproponowane i że innych wymyślić się nie da: zasada jest jedna, jest tych zasad wiele, nieskończenie wiele albo wręcz zasady nie istnieją; wszystko jest w ruchu, wszystko jest nieruchome; wszystko zależy od rozumnego zarządzenia umysłu, wszystko wywodzi się z mechanicznego ruchu; i w ten sposób można było dalej wyliczać antytezy.

Przypomnijmy przede wszystkim powolny, ale nieuchronny kryzys arystokracji, któremu towarzyszył coraz większy wzrost władzy demosu, ludu; ciągle nasilający się napływ metojków do miast, zwłaszcza do Aten; rozszerzenie się handlu, który przekraczając ciasne granice poszczególnych miast, każde z tych miast wiązał z szerszym światem; rozchodzenie się wiadomości i doświadczeń zdobytych przez podróżników, co prowadziło do nieuchronnej konfrontacji zwyczajów, obyczajów i praw ze zwyczajami, obyczajami i prawami zupełnie odmiennymi. Musiało to stać się przesłanką dla relatywizmu, wywołując przekonanie, iż to, co było uważane za wiecznie ważne, nie było bynajmniej uważanie za wartościowe w innych środowiskach i innych okolicznościach.

Sofiści umieli w doskonały sposób podjąć te wymagania ciężkich czasów, w których żyli, potrafili je uwyraźnić, nadać im kształt i sprawić, że przemówiły. To tłumaczy, dlaczego mieli tak wielkie powodzenie przede wszystkim u młodych. Sofiści odpowiadali na rzeczywiste zapotrzebowanie chwili. Młodym, którym nie odpowiadały już ani tradycyjne wartości, które im proponowała stara generacja, ani sposób, w jaki to robiła, mówili słowa nowe, na które oni czekali.

Giovanni Reale – Historia filozofii starożytnej

Doskonała wiedza

Budda miał raz powiedzieć: „Rzeczy, o Sariputro, nie istnieją tak, jak się wydaje przywiązanym do nich zwykłym nieoświeconym ludziom”. Sariputra rzekł: „Jakże więc istnieją rzeczy, o Mistrzu?”. Budda odpowiedział: „Istnieją one w taki jedynie sposób, że właściwie nie istnieją. Ponieważ zaś nie istnieją, zwać je należy Avidyā, tj. nieistniejącymi. Do nich są przywiązani zwyczajni nieoświeceni ludzie, którzy sobie wyobrażają, że przedmioty w rzeczy samej istnieją, gdy tymczasem, żaden z nich nie istnieje”.

Potem zapytał Budda świętego ucznia Subuti: „Jak sądzisz, Subuti, czy złudzenie jest jedną rzeczą a cielesność drugą? Czy złudzenie jest jedną rzeczą a uczucie drugą? wyobrażenie drugą? kształt drugą? poznanie drugą?”. Subuti odpowiedział: „Nie, panie!”. Wówczas rzekł Budda: „Natura złudzenia czyni rzeczy tym, czym one są. Dzieje się to w taki sposób, o Subuti, jak gdyby zręczny czarodziej lub uczeń czarodzieja pokazał na rozstajnych drogach mnóstwo ludzi i, pokazawszy ich, kazał im znowu zniknąć”.

Prajnaparamita (Doskonała wiedza)

Punkt wyjścia

Dla prostego człowieka byt niezależny świata poza umysłem, a więc istnienie świecącego słońca, twardej ziemi, zimnej wody i tym podobne, nie ulega najmniejszemu wątpieniu; jest to dla niego prawdą niewzruszoną. Dość jest atoli trochę tylko się zastanowić, ażeby spostrzec, że istnieje coś jeszcze pewniejszego, mianowicie, że istnieje moja własna świadomość, bo gdyby tej nie było, nic bym nie wiedział o świecie materialnym. Zdanie to dość jest wymówić, żeby się zaraz przekonać, iż własna moja świadomość może być jedynie odpowiednim punktem wyjścia dla filozoficznego rozmyślania. Zdumiewać się trzeba, że upłynęło tyle stuleci, nim ludzie zrozumieć to zdołali. Dopiero Kartezjusz sławnym swoim cogito, ergo sum uczynił świadomość punktem wyjścia.

Zastanówmy się nad pierwszym objawem naszej świadomości. Pierwszą jej treścią nie może być oczywiście co innego tylko uczucie, które bywa różnego rodzaju: uczucie światła, dźwięku, bólu, przyjemności itp. Uczucia te przybywają do świadomości, wychodzą z niej i zmieniają się bez naszego w tym współudziału. Są one jedyną treścią naszego umysłu; treść ta przedstawia się nam jako coś stworzonego nie przez świadomość, lecz jako rzecz narzucona.

Świadomość tedy przypuszcza, że istnieje jakiś przedmiot zewnętrzny, którego obecność jest konieczną dla wywołania uczucia. Lecz to przypuszczenie egzystencji przedmiotów zewnętrznych, które na pozór odbywa się bez żadnej rozwagi i namysłu, jest właściwie wnioskiem logicznym, bez którego nigdy byśmy nie doszli do pojęcia o świecie zewnętrznym.

Oczywistą przeto jest rzeczą, na podstawie powyższej analizy, iż świata materialnego nie można uważać za zbiór jakichś bytów rzeczywistych, niezależnych od naszego umysłu, mogących istnieć wtedy nawet, gdyby umysł nie myślał i nie wyobrażał sobie niczego.

Adolf E. Fick – Die Welt als Vorstellung. Akademischer Vortrag

Myśl 211.

Pocieszni jesteśmy, że szukamy wytchnienia w towarzystwie podobnych nam, nędznych jak my, bezsilnych jak my: nie pomogą nam, umiera się samemu. Trzeba tedy czynić, jak gdyby człowiek był sam; a wówczas czyżbyśmy budowali wspaniałe domy etc.? Szukalibyśmy bez chwili wahania prawdy; a jeśli zaniedbujemy tego, to dowód, że wyżej cenimy szacunek ludzi niż szukanie prawdy.

Blaise Pascal – Myśli

Ironia solipsyzmu

Nie posunąłbym się do twierdzenia, że mogłaby bądź powinna istnieć kultura, której publiczna retoryka byłaby ironiczna. Nie potrafię wyobrazić sobie kultury, króra uspołeczniałaby młodzież w taki sposób, by budzić w niej ciągłe wątpliwości co do samego procesu uspołecznienia. Ironia wydaje się czymś z istoty swej prywatnym. Zgodnie z moją definicją, ironistka nie może sobie poradzić bez przeciwstawienia słownika finalnego, który odziedziczyła, słownikowi, który usiłuje sama dla siebie tworzyć. Ironiści nie potrafią się obyć bez czegoś, w co by powiątpiewali, od czego byliby wyobcowani.

Richard Rorty – Przygodność, ironia i solidarność