Przed prawem

– Cóż chcesz teraz jeszcze wiedzieć? – pyta strażnik. – Jesteś nienasycony.
– Wszyscy dążą do prawa – powiada człowiek – jak więc to się dzieje, że przez te wszystkie lata nikt inny poza mną nie domagał się wejścia?
Strażnik poznaje, że człowiek jest już u swego kresu, i aby dosięgnąć jeszcze jego gasnącego słuchu, krzyczy do niego:
– Tu nie mógł nikt inny otrzymać wstępu, gdyż to wejście było przeznaczone tylko dla ciebie. Odchodzę teraz i zamykam je.

Franz Kafka – Przed prawem

Wytrzymywanie

Wydaje się, że wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa. Cnota bowiem dotyczy tego, co jest trudne i dobre, jak powiada Filozof w II księdze Etyki nikomachejskiej. Trudniej jest atakować, aniżeli wytrzymywać. A zatem wytrzymywanie nie jest zasadniczym aktem męstwa.

Ponadto, większej możności zdaje się wydawać dokonanie w czymś zmiany, aniżeli nieuleganie zmianie ze strony czegoś innego. Atakowanie jest jednak działaniem na coś innego, wytrzymywanie zaś jest niewzruszonym trwaniem. Skoro więc męstwo wskazuje pewną doskonałość władzy duszy, wydaje się, że bardziej do męstwa przynależy atakowanie aniżeli wytrzymywanie.

Lecz przeciw temu powiada Filozof w III księdze Etyki nikomachejskiej, że określamy ludzi mianem mężnych głównie dzięki temu, jak wytrzymują rzeczy smutne.

Odpowiadam: trzeba stwierdzić, jak zostało wyżej powiedziane, że męstwo bardziej tkwi w opanowaniu strachu, niż w miarkowaniu śmiałości. Trudniej bowiem opanować strach, niż miarkować śmiałość; a to dlatego, że samo niebezpieczeństwo, które jest przedmiotem nieustraszoności i strachu, ma w sobie coś, co miarkuje śmiałość, a zarazem wzmaga strach. Otóż atakowanie należy do męstwa o tyle, o ile męstwo miarkuje śmiałość; wytrzymywanie natomiast jest konsekwencją opanowania strachu. I dlatego bardziej zasadniczym aktem męstwa jest wytrzymywanie, to jest niewzruszone trwanie w niebezpieczeństwach, aniżeli atakowanie.

Św. Tomasz z Akwinu – Suma Teologiczna II-II, Q.126

1050

Zniknęły przed wiedzą uczoną dzieje, obrzędy i zwyczaje nasze w epoce wielobóstwa. Nie sprzyjała oświata Europy całemu czasowi, w którym Krzyż święty wznosić się począł wśród rozległej i podzielonej Sławiańszczyzny. Ogniwa nowej wiary wcielały niepodobnych nas do reszty narodów Europy. Uczęszczał Słowak z nabożeństwa lub potrzeby do Rzymu lub Carogrodu, a przejąwszy się nienawiścią wzajemną stolic chrześcijaństwa, zapalał pochodnie wiekuistych wojen na przestrzeni swojej o to, że nie jednej głowie uświęconej daninę płaciła.

Biada nam! Długo nazbyt przetrwaliśmy w tych obłędach. Od wczesnego polania nas wodą zaczęły się zmywać wszystkie cechy nas znamionujące, osłabiał w wielu naszych stronach duch niepodległy i kształcąc się na wzór obcy, staliśmy się na koniec sobie samym cudzymi. Nie dziw zatem, że epoka przedchrześcijańska, jeżeli nie ominiona całkiem i nie zarzucona wymysłami, wystawia nam tylko grube obyczaje, dzikość i ślepotę naszych ojców.

Nigdy człowiek, żyjący pośród swojej rodziny, nie przemienił siebie, nigdy z uprzedzeń i nałogów, które jemu długo towarzyszyły, razem nie otrząsnął się, bo nie łatwo jest powstać przeciw sobie samemu, zmienić sposób życia, myślenia, poniechać wszystko, co mu jest miłym, nade wszystko nadać inny obrót językowi uzwyczajonemu czcić wielorakie bóstwa i pełnemu tych przenośni, przysłów i wzorów przyrodzonych, które stanowiły jego śpiewy obrzędowe, igrzyska, potoczną mowę i zawsze tchnęły jego wiarą.

Trzeba pójść i zniżyć się pod strzechę wieśniaka w różnych odległych stronach, trzeba śpieszyć na jego uczty, zabawy i różne przygody. Tam, w dymie wznoszącym się nad głowami, snują się jeszcze stare obrzędy, nucą się dawne śpiewy i wśród pląsów prostoty odzywają się imiona bogów zapomnianych.

Zorian Dołęga Chodakowski – O Sławiańszczyźnie przed chrześcijaństwem

Najwiarygodniejsze teorie są niespójne

Najspójniejsze logicznie teorie są niewiarygodne.

– B. Russell o solipsyzmie

Bertrand Russell dostał kiedyś od wybitnej logiczki McCallum list, w którym pisała mu: “Jestem solipsystką i jestem pewna, że wielu ludzi podziela moje poglądy”. “To powiedzenie, wychodzące spod pióra wybitnej logiczki, nieco mnie zdziwiło” – pisze Russell. Bo solipsyzm wygląda w rzeczy samej na sprzeczność: jeśli solipsysta nie wierzy w istnienie innych ludzi, to po co swój solipsyzm głosi?

Ból i nuda

Podstawą wszelkiej chęci jest odczuwanie potrzeby, brak, czyli ból, któremu człowiek podlega od początku i już na skutek swej istoty. Jeśli natomiast zabraknie mu przedmiotów, których mógłby chcieć, gdyż zbyt szybkie zaspokojenie natychmiast mu je zabiera, wówczas opada go straszliwa pustka i nuda. Życie jego biegnie wahadłowym ruchem między bólem i nudą, a są to faktycznie jego ostateczne składniki. Wyrazić się to musiało też bardzo osobliwie w taki sposób, że kiedy człowiek przeniósł wszystkie cierpienia i męki do piekła, dla nieba nie pozostało nic poza nudą.

Tym, czym zajmują się wszyscy żyjący i co ich wprawia w ruch, jest dążenie do istnienia. Ale kiedy istnienie mają zapewnione, nie wiedzą, co z nim począć; dlatego drugim, co ich wprawia w ruch, jest dążenie do pozbycia się ciężaru życia, znieczulenia na nie, „zabicia czasu”, tj. ucieczki przed nudą. Zgodnie z tym widzimy, jak prawie wszyscy ludzie są teraz ciężarem sami dla siebie. Nuda sprawia, że istoty tak mało się kochające jak ludzie szukają się gwałtownie nawzajem i przez to staje się źródłem towarzyskości. Tak jak nędza jest nieustannym biczem bożym dla ludu, tak nuda dla wytwornego świata. W życiu mieszczańskim reprezentuje ją niedziela, tak jak sześć dni roboczych nędzę.

Odkąd pojawia się świadomość, człowiek rozumie, że jest kimś, kto chce; z reguły też poznanie jego stale pozostaje w związku z jego wolą. Stara się poznać w pełni najpierw przedmioty swych pragnień, potem odpowiednie środki. Wie teraz, co ma robić i z reguły nie szuka innej wiedzy. Działa i dąży; świadomość, że pracuje wciąż dla osiągnięcia celu, mobilizuje go i czyni efektywnym; jego myśl dotyczy wyboru środków. Tak wygląda życie niemal wszystkich ludzi: chcą, wiedzą, czego chcą, dążą do tego na tyle udatnie, że chroni ich to przed rozpaczą i na tyle nieudolnie, że chroni ich to przed nudą i jej skutkami. Prą do przodu wielce na serio, z ważną miną; dzieci też tak uprawiają swe zabawy.

Artur Schopenhauer – Świata jako woli drugie rozważanie